Relacja

BERLINALE 2013: Pies Panahiego i tabletki Soderbergha

autor: /
https://www.filmweb.pl/article/BERLINALE+2013%3A+Pies+Panahiego+i+tabletki+Soderbergha-93169
Wśród najbardziej oczekiwanych premier berlińskiego konkursu były najnowsze filmy Jafara Panahiego i Stevena Soderbergha. Czy faktycznie było na co czekać? Przeczytajcie recenzje "Closed Curtain" ("Pardé") i "Panaceum" ("Side Effects").

Irańskie home video

Kolejna po "To nie jest film" realizacja Jafara Panahiego ma zapewniony rozgłos już tylko ze względu na same okoliczności swojego powstania. Panahi, objęty w Iranie zakazem kręcenia filmów, zrealizował "Closed Curtain" de facto nielegalnie, posiłkując się pomocą współreżysera Kambuzii Partoviego. Ale czy – poza sama anegdotą – dostajemy tu coś ciekawego?

 

Film rozpoczyna długie statyczne ujęcie ukazujące widok z zakratowanego okna – jasny sygnał, że sytuacja, w jakiej znalazł się twórca, pozostaje w centrum jego artystycznego zainteresowania. Już sama realizacyjna surowość – której znakiem jest na przykład jakość obrazu – służy za rodzaj autokomentarza. Na pierwszy rzut oka widać, że "Closed Curtain" powstawało chałupniczo, przy mikroskopijnym budżecie. W momencie chwilowej autotematycznej demistyfikacji reżyser pokazuje nam kulisy realizacji: skromną ekipę z kamerą cyfrową i samym sobą w roli dźwiękowca, klęczącym tuż przy granicy kadru z wycelowanym w bohatera mikrofonem.

Motyw prześladowania wysuwa się na pierwszy plan: obserwujemy przybywającego do opuszczonego domu scenarzystę (Partovi), który z paranoiczną systematycznością zaciąga wszystkie zasłony, chowając się przed wścibskimi oczami świata zewnętrznego. Dopiero wówczas z jednej ze swoich toreb podróżnych wypuszcza… psa. Fragment telewizyjnych newsów informuje nas, że w Iranie prowadzona jest okrutna kampania przeciwko czworonogom. Ekran odbiornika wypełniają rzędy psich zwłok, a kudłaty przyjaciel naszego protagonisty zdaje się patrzeć na tę masakrę ze zgrozą.


Niespodziewanie w domu (którego nie opuszczamy ani na moment przez cały czas trwania filmu) pojawiają się dwaj inni zbiegowie szukający schronienia przed pościgiem policyjnym i rozpoznający w bohaterze ukrywającego się filmowca. Panahi poświęca dłuższą chwilę na snucie pajęczyny podejrzeń: czy tajemniczy przybysze są tymi, za których się podają? A może to szpiedzy, nasłani, by infiltrować bohatera? Niestety, niespodziewanie reżyser przerywa te podchody i robi woltę w kierunku alegorii.

Płaszczyzny filmowej rzeczywistości zaczynają się przenikać, a przed kamerę wkracza Panahi we własnej osobie. Odkrywamy wówczas, że ściana jednego z pokoi domostwa obwieszona jest plakatami poprzednich filmów reżysera – wspomnieniami jego utraconej twórczej wolności. Ta postmodernistyczna łamigłówka stanowi jednak zawód po intrygującym, pulsującym nastrojem zagrożenia początku. Reżyser snuje się po pokojach, rozmawia z odwiedzającymi go gośćmi, robi herbatę i mija się z egzystującymi na innym poziomie postaciami z początku filmu. Czy ukrywający się scenarzysta i zbuntowana dziewczyna (Maryam Moqadam) symbolizują walczące ze sobą aspekty osobowości twórcy – wycofanego artystę i niepokornego buntownika?

Panahi wykonuje tu twórczy gest, jaki w finale "Amatora" robił Filip Mosz (Jerzy Stuhr): nie mogąc rejestrować otaczającej go rzeczywistości, kieruje kamerę na siebie. Autotematyczne dywagacje w "Closed Curtain" są jednak dużo mnie ciekawe niż zajmująca pierwsze 40 minut intrygująca obserwacja osaczonego artysty i jego psa – prawdziwej gwiazdy tego filmu.

Gorzka pigułka

Steven Soderbergh – jak zwykle wszechstronny – w "Panaceum" wkracza na nowe terytorium klimatycznego thrillera, poszewkę gatunkowej konwencji wypełniając charakterystycznym dla siebie komentarzem społecznym.

Jednym z wątków, do których reżyser powraca w kolejnych filmach, jest kwestia nierównomiernej dystrybucji pieniądza w Ameryce. W lekkiej kryminalno-komediowej tonacji opowiadał o tym już m.in. w kolejnych częściach "Ocean’s 11", których bohaterowie przecież z zawodu zajmowali się finansami. W czasach kryzysu ten komentarz nabrał tylko aktualności, a Soderbergh wyostrzył swoje krytyczne pazurki. Drugim dnem "Magic Mike'a" był w końcu morał o cierpkim smaku amerykańskiego snu. W "Panaceum" reżyser drąży dalej, zgłębiając patologie, w jakie wikłamy się z chęci oswojenia ekonomicznej frustracji.

 

Bohaterowie filmu czują już oddech kryzysu na karku. Emily (Rooney Mara) przypłaca depresją konieczność zaciskania pasa po tym, jak jej mąż (Channing Tatum) trafił do więzienia. Psychiatra dr Banks (Jude Law) zasuwa w pocie czoła na kilku etatach, by utrzymać swoją rodzinę – syna i bezrobotną żonę (Vinessa Shaw). Dziewczyna potrzebuje panaceum na dręczącą ją frustrację, mężczyzna jest tym, który go dostarcza. W tytułowej metaforze ("Side Effects") przemyca Soderbergh krytykę przemysłu farmaceutycznego, sprzedającego "lekarstwo na wszystko": zawsze są przecież jakieś "skutki uboczne". W przypadku leku, który Banks przepisuje Emily, będą one śmiertelnie niebezpieczne.

Pionki dramatu są tu bardzo zgrabnie poustawiane na planszy, a intryga wciąga, rozwijając się w niespiesznym, ale wciągającym rytmie. Ambiwalentna relacja pacjentki i lekarza, klimat koszmaru sennego, pączkująca powoli konspiracyjna paranoja – reżyser kreuje atmosferę rodem z najlepszych filmów Hitchcocka. Przyprawia ją dodatkowo o wyciągniętą z tradycji kina niezależnego wrażliwość na bohatera i jego otoczenie. Stąd psychologiczna wiarygodność scen cichych domowych dramatów. Te dwa porządki zgrabnie równoważy tonacja barwna zdjęć, oscylujących między brązami i żółciami obyczajowych rozterek a zimnymi błękitami korporacyjnej paranoi. Nienachalna oprawa muzyczna Thomasa Newmana stanowi doskonałe zwieńczenie tej starannie cyzelowanej konstrukcji.



Szkoda, że wraz z rozwojem akcji film gubi gdzieś to skupienie. Fabularna karuzela przyspiesza, ale kolejne zwroty są coraz trudniejsze do przełknięcia. Trochę zbyt łatwo Soderbergh i scenarzysta Scott Z. Burns wpadają tu w koleiny thrillerowych klisz i wymogów. Ale takie są skutki uboczne gry z kinowymi gatunkami.