Artykuł

Doktryna szoku: Amerykański dokument polityczny

Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/article/Doktryna+szoku%3A+Ameryka%C5%84ski+dokument+polityczny-84891
Wydaje się nam, że realny wpływ na politykę mamy tylko wtedy, gdy wrzucamy nasz głos do urny wyborczej. Nie zdajemy sobie sprawy, że podejmując codziennie szereg prozaicznych decyzji, również uczestniczymy w polityce. To, gdzie jemy obiad, u kogo się leczymy, jakie produkty kupujemy, a nawet to, który jogurt uznajemy za nasz ulubiony, również może być polityczne. Amerykańskie dokumenty uczą nas tego najlepiej.

Początki amerykańskiego dokumentu politycznego sięgają wczesnych lat 60. i nakładają się na narodziny kina bezpośredniego. Główni przedstawiciele tego nurtu – Robert Drew, Albert Maysles, Richard Leacock i D.A. Pennebaker – wspólnie podpisali film "Primary", który zwykło się traktować jako dzieło inaugurujące amerykański dokument polityczny. Tu polityczność jest oczywista: filmowcy zarejestrowali batalię wyborczą między Hubertem Humphreyem a Johnem Kennedym. Politycy przemierzali całą Amerykę, aby dotrzeć do jak największej liczby wyborców – telewizja, inaczej niż dzisiaj, miała zdecydowanie mniejszą siłę przekonywania niż bezpośrednie spotkanie.

Podobnie jak polityka, również kino dokumentalne zmieniło się diametralnie od czasu filmu grupy Drew Associates. Przedstawiciele kina bezpośredniego postulowali maksymalizację obiektywności. Starali się podejść z kamerą jak najbliżej bohatera i przyglądać mu się z perspektywy "muchy na ścianie". Nie było tu niczego z krytyki rzeczywistości czy próby załatwiania własnych interesów – jedynie czysta rejestracja wydarzeń. Współcześnie dokumentaliści nie obserwują swoich bohaterów – stawiają ich przed kamerą i zadają niewygodne pytania. Dokumenty zamieniają się w archiwum gadających głów, których wypowiedzi zostają wprzęgnięte w narzuconą przez realizatorów strukturę, przypominającą naukowy wywód. Wzorcowym przykładem jest film Michaela Winterbottoma i Mata Whitecrossa "Doktryna szoku", który stanowi adaptację książki Naomi Klein. Filmowcy wraz z Klein śledzą przypadki wykorzystywania szoku w działaniach stricte politycznych. Zarówno w znaczeniu dosłownym: wykorzystaniu deprawacji sensorycznej w więzieniach Guantanamo, jak i bardziej metaforycznym: aplikowaniu ekonomicznej, neoliberalnej "terapii" szokowej w ewoluujących krajach. Postawiona teza zostaje zilustrowana odpowiednimi historycznymi i współczesnymi przykładami. Choć filmowcy starają się zachować naukowy dystans, nie są w stanie wyzbyć się postawy krytycznej, która jest kolejną ważną cechą współczesnych dokumentów politycznych. Za każdym z nich stoi cel, który filmowcy chcą osiągnąć, podejmując dany temat: ujawnić konotacje wielkich korporacji z rządem lub po prostu polepszyć los społecznie pokrzywdzonych.


Najlepszym katalizatorem dla politycznego dokumentu był zawsze kryzys. Dlatego od początku lat dwutysięcznych nieustannie obserwujemy dynamiczny rozwój tego gatunku. Nie bez powodu to właśnie Stany Zjednoczone święcą w nim największe tryumfy. Ameryka zdaje się być największym "producentem" światowych kryzysów. Począwszy od zamachów z 11 września, przez wojny w Afganistanie i Iraku, aż po plajtę Lehman Brothers, wszystkie te wydarzenia miały niebywały globalny oddźwięk. Koniunkturę na dokument polityczny nakręcił również w dużym stopniu Michael Moore filmem "Fahrenheit 9.11" – przede wszystkim dzięki zdobyciu Złotej Palmy w Cannes. W tym momencie zarówno filmowcy, jak i krytycy dostrzegli niezwykły potencjał tej formy tropienia rzeczywistości.

Ostatni ekonomiczny kryzys, w którym wciąż tkwimy po uszy, stał się pretekstem dla dokumentalistów do przyjrzenia się funkcjonowaniu rynków finansowych, a przede wszystkim towarzyszącej im neoliberalnej ideologii napędzającej społeczne rozwarstwienie. Filmem analizującym genezę ekonomicznego kryzysu jest "Inside Job".


Reżyser Charles Ferguson nie tylko śledzi kolejne kroki amerykańskiego sektora bankowego w drodze do krachu na Wall Street, ale prześwietla także środowisko bankierów odpowiedzialne za zaistniałą sytuację. Głównym oskarżonym staje się jednak polityka deregulacji, która potrafiła doprowadzić do bankructwa nawet jedną z najbardziej stabilnych gospodarek świata, czyli Islandię. Polityka ta polega na zwalnianiu państwa z przymusu kontrolowania instytucji – towarzyszący jej ideologiczny dyskurs przekonuje, że najlepiej pozostawić wszystko "niewidocznej ręce rynku", która samoistnie zaprowadzi porządek. Ta fundamentalna teza kapitalizmu całkowicie się współcześnie skompromitowała, doprowadzając do światowego krachu. Jednak, czy jest to wina systemu czy może ludzi, którzy w nim funkcjonują? Ferguson tropi korupcyjne związki bankierów, polityków i środowisk akademickich, a także nikczemne korporacyjne praktyki balansujące na granicy prawa. Świat najwyższych szczebli światowej finansjery jawi się jako zbiór ludzi pozbawionych jakichkolwiek skrupułów i moralności. Gdy rządy pozbywają się kontroli nad kolejnymi sektorami funkcjonowania banków i dają wolną rękę w wypracowywaniu nowych form bogacenia się, uprzywilejowani nie wykorzystują tych udogodnień, by przymnażać światu dobrobytu. Przede wszystkim starają się dbać o swój, jak najbardziej prywatny, interes; nie liczą się przy tym z jakimikolwiek konsekwencjami, tak jak w 2008 roku w sektorze kredytów hipotecznych.


Ten problem nie dotyczy jedynie świata banków – na ograniczaniu kontroli zależy także globalnym korporacjom, które wykorzystują tę sytuację do przymnażania zysków swoich udziałowcom. Wszechwładzę i nieetyczność praktyk tych organizacji analizuje Jennifer Abbott i Mark Achbar w filmie "Korporacja". Dokumentaliści postawili sobie za cel zdemaskowanie i upublicznienie haniebnych praktyk wielkich firm, które doprowadziły doktrynę kapitalizmu do absurdu. Autorzy filmu głównym czarnym charakterem czynią prywatyzację. Entuzjaści neoliberalizmu nawołują do oddania w prywatne ręce dosłownie wszystkiego, każdego skrawka ziemi. Ta groźna ideologia zmusza nas do odrzucenia myślenia globalnego na korzyć partykularnych interesów. Co by się stało, gdybyśmy sprywatyzowali wszystkie lasy na świecie? W interesie ludzi jest, by móc oddychać, do czego potrzebne są drzewa. Ewentualni właściciele Amazonii mogą mieć jednak interes w tym, by całą dżunglę wyciąć w pień.

Filmem udowadniającym, że również jedzenie może być polityczne, jest "Korporacyjna żywność". Reżyser – Robert Kenner – prześwietla największe firmy produkujące żywność. Dzięki jego "śledztwu" okazuje się, że największe z nich mają realny wpływ na tworzenie prawa, któremu same podlegają. To przewrotnie pokazuje, że polityka współcześnie znajduje się w odwrocie – to nie ona decyduje o losach świata. Większą władzę mają dyrektorzy wielkich firm czy lobbyści podejrzanej proweniencji, którzy naciskają na polityków, przez co zamieniają ich w marionetki globalnego korporacjonizmu. Filmy zaangażowane, jak choćby "Korporacyjna żywność", stają się istotnym ogniwem w walce z nieetycznymi praktykami najsilniejszych. Dokumentom często towarzyszą społeczne akcje czy informacyjne strony internetowe, które służą do podejmowania realnych inicjatyw wymierzonych w instytucje lub nawoływania do zmiany naszych codziennych nawyków. Twórcy "Korporacyjnej żywności" uświadamiają w napisach końcowych: "Możesz głosować trzy razy dziennie" – robiąc śniadanie, obiad i kolację.

Niekontrolowane praktyki korporacji mają również wielki wpływ na środowisko naturalne, które także staje się areną politycznych rozgrywek. Najdobitniej widać to na przykładzie "Niewygodnej prawdy" Davisa Guggenheima. Dokument jest zapisem wykładu Ala Gore'a, kandydata na prezydenta z ramienia demokratów z 2000 roku. Opowiada w nim o zagrożeniu, jakim jest globalne ocieplenie, i analizuje fakty, które wskazują na podnoszenie się temperatury na świecie. Pokazuje także przyczyny tej sytuacji i zwraca uwagę na zaniechanie polityków niewprowadzających odpowiednich regulacji. Jednak, nawiązując do tytułu dokumentu, retoryka Gore'a każe nam raczej pytać, dla kogo teoria o globalnym ociepleniu jest niewygodna niż czy jest prawdziwa. Sami specjaliści nie są przekonani o faktycznej groźbie fali ciepła, dlatego teoria ta służy bardziej do walki politycznej, a nie do poprawy kondycji środowiska naturalnego.

 

Upolitycznienie dokumentów to nie tylko problem "Niewygodnej prawdy", wiele z nich otwarcie opowiada się po jednej ze stron biorących udział w politycznej debacie, nie przekonując przy tym, że odkrywają jakąś obiektywną prawdę o rzeczywistości. Najlepiej widać to na przykładzie filmów Michaela Moore’a – dokumentalnego celebryty, który zawsze podkreśla subiektywizm swoich produkcji. Już w tytule debiutanckiego "Roger i ja" przemyca informację o autobiograficznym podłożu opowiadanej historii. Nie kryje się z emocjami, które wiążą się z podjętym tematem – przeniesieniem fabryk General Motors z jego rodzinnego Flint do Meksyku, gdzie koszty utrzymania pracownika są o wiele mniejsze.

Podobną strategię przyjmuje w kolejnych swoich filmach: "Zabawy z bronią", "Fahrenheit 9.11", "Chorować w USA" i "Kapitalizm, moja miłość". Na pierwszy plan zawsze wychodzą jego wyraziste poglądy – polityczne sympatie i antypatie. Dlatego ma tyle samo zwolenników, co przeciwników – wiele osób ze względu na jego lewicowe poglądy widzi w nim komunistę, próbującego stworzyć ze Stanów Zjednoczonych Związek Radziecki. W przypadku Moore’a to oczywista przesada, jednak oglądając polityczne dokumenty zawsze należy pamiętać, że także one stają się instrumentem w ideologicznej walce. Jest to istotne tym bardziej, że dokumentaliści nie odżegnują się od swojego zaangażowania – ich filmy stają się bronią wymierzoną w konkretne instytucje i społeczne zjawiska. Dlatego te dokumenty są polityczne, gdyż same politykę uprawiają. Innym przykładem filmowca, któremu nie wystarczyło wykrzykiwanie haseł w tłumie oburzonych i postanowił wziąć sprawy w swoje ręce, jest Josh Fox. W filmie "Kraj gazem płynący" opowiedzieć swoją osobistą historię zagłady rodzinnych stron przez destrukcyjną dla środowiska technologię wydobywania gazu łupkowego.

Inną politykę oporu przyjęli Andy Bichlbaum i Mike Bonanno, czyli Yes-meni. W filmie "Yes-meni" Dan Ollman i Sarah Price pokazali szereg ich akcji, które w żartobliwy sposób miały uderzać w światowe organizacje. Także sami Yes-meni są autorami dokumentu – "Yes-meni naprawiają świat" – w którym przedstawiają swoje tricksterskie projekty. Ich strategia jest prosta: tworzą stronę internetową symulującą witrynę ich oponentów. W ten sposób otrzymują oficjalne zaproszenia na konferencje, podczas których wygłaszają absurdalne referaty jako oficjalni przedstawiciele znienawidzonych organizacji.

 

Ważną część dokumentalnego światka stanowią filmowcy, którzy poważnie potraktowali tezę Carla von Clausewitza, że wojna jest kontynuacją polityki radykalnymi środkami i traktują konflikty zbrojne właśnie jako realizację politycznych interesów. Czyni tak Eugene Jarecki w filmie "Dlaczego walczymy?", nawiązującym w tytule do propagandowego cyklu filmów Franka Capry z okresu II wojny światowej. Autor "Ich nocy" starał się w nich udowodnić, że wartością, za którą giną amerykańscy żołnierze, jest wolność. Jarecki przeciwnie, pokazuje, że każda wojna, w którą angażowali się Amerykanie, była umotywowana wszystkim, tylko nie szlachetnymi wartościami. W ataku na Afganistan i Irak interes miało wielu – politycy, bo polepszają pozycję Stanów na świecie, i producenci broni, którzy wyposażają armię i korporacje uzyskujące koncesje na odbudowę zrujnowanych krajów. Groźny absurd najbardziej współczesnych konfliktów ukazany jest również w "Wojnie Restrepo", "Iraku w kawałkach", "Iraku na sprzedaż" czy fabularyzowanej "Drodze do Guantanamo".

Co jest więc polityczne? Amerykańska lekcja pokazuje, że wszystko, co może stać się przedmiotem konfliktu interesów najsilniejszych – przez długie lata byli nimi politycy, lecz współcześnie to się zmienia. Rządzący stają się jedynie figurami w globalnej rozgrywce, w której uczestniczą przedstawiciele światowego kapitału. Na nich również możesz głosować – za każdym razem, kiedy wydajesz swoje pieniądze.
Udostępnij: