Artykuł

Komuny doświadczeń

Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/article/Komuny+do%C5%9Bwiadcze%C5%84-104801
Podobnie jak większość publicznie dostępnych sieci i ten HOTSPOT nie jest szyfrowany: przeczytacie tu o wszystkim, czym aktualnie żyje kino, o sprawach aktualnych i tych z nieograniczonym okresem przydatności, szeroko komentowanych i niesprawiedliwie pomijanych, zjawiskach przecenionych i tych, których przecenić nie sposób. Na gorąco. W punkt.

Ideały kontrkultury lat 60. wprowadzano w życie różnymi środkami. Cel działań wydawał się dla kontestatorów ówczesnej rzeczywistości jasny. Było nim stworzenie nowego świata, pozbawionego wszystkiego, co uznawano za ograniczające naturalne prawa i potrzeby człowieka. Realizacja tych dążeń dla większości oznaczała zerwanie z tradycją, odcięcie się od korzeni i rozpoczęcie krucjaty ku zbudowaniu innych, lepszych, bardziej humanitarnych przestrzeni funkcjonowania. Współczesne filmy o komunach, które zobaczymy w trakcie 14. edycji MFF T-Mobile Nowe Horyzonty, pokazują, jak kontrkulturowy projekt zmiany społeczeństwa może się przekształcić w utopijny eksperyment, który odciska trwałe piętno na jego uczestnikach.



Drogę buntu przeciwko konsumpcjonizmowi, materializmowi, technokracji i konformizmowi wskazali beatnicy w latach 50. XX wieku. W podróż tym szlakiem wyruszyła następna generacja – pokolenie dzieci kwiatów. Hippisi różnie jednak pokonywali kontestacyjną trasę. Jedni stawali się częścią protestacyjnych marszy i wykonywali polityczne gesty. Kroczyli małymi, choć przełomowymi krokami, przepychając się ze strażnikami panującego systemu. W ten sposób przesuwali granice tego, co dozwolone. Drudzy do krain miłości i pokoju trafiali w narkotykowym tripie. Trzecia grupa postanowiła drogę do raju na ziemi przemierzyć wynajętym autobusem, kierując się w stronę miejsca, gdzie planowano założenie hippisowskiej komuny.

Taką enklawę, zorganizowaną na podobieństwo wspólnot pierwotnych, odwiedza para harleyowców ze "Swobodnego jeźdźca" Dennisa Hoppera. W słynnej scenie widzimy, jak biorą udział w modlitwie o plony, umożliwiające wyżywienie i przetrwanie członków społeczności. Dzisiejszą hippisowską komunę odnajdują bohaterowie filmu "Raj na ziemi". W tej produkcji Judda Apatowa pozbawieni pracy małżonkowie z Nowego Jorku konfrontują się na prowincji z kontynuatorami etosu dzieci kwiatów. Wita ich niespełniony pisarz nudysta. Później spotykają innych zwolenników zbliżenia z naturą, wolnej miłości, halucynogennych używek, spirytyzmu i wegetarianizmu. Film z ironią portretuje współczesnych wyznawców hippisowskich ideałów, buntujących się choćby wobec własności prywatnej. Założycielowi utopijnej komuny daleko do charyzmatyka. To bezradny dziwak, pochłaniający po kryjomu steki, mitologizujący chwilę stworzenia wspólnoty, ale mało przejęty jej obecnym losem. Pobyt w tym środowisku abnegatów uciekających od osobistych problemów w głoszenie komunałów dwojgu głównym postaciom pozwala jednak odreagować mieszczańskie traumy i z dystansem spojrzeć na własne niepowodzenia.


"Raj na ziemi"
Komedia "Raj na ziemi" humor czerpie ze stereotypowych wyobrażeń hippisów i tradycji tego ruchu. Rzeczywiste, aktualne komuny to zwykle pragmatyczne, sprawne i stabilne gospodarczo organizacje. Kontrkultura i postulaty dzieci kwiatów stanowią tylko przykład fundamentów ideowych współczesnych komun, dla których głównym spoiwem mogą być polityczne, religijne, psychologiczne, ekonomiczne czy artystyczne założenia. Pojęcie komuny staje się w ten sposób dość pojemne znaczeniowo i zaczyna zagarniać różne grupy performatywne.

Duch kontrkulturowej komuny uobecnia się we wspólnotowym życiu i prowokacjach bohaterów "Idiotów" von Triera. Postaci w miejscach publicznych "spastykują" – udają ludzi upośledzonych, by wprawiać otoczenie w konsternację i skłaniać do refleksji nad normami zachowań społecznych. Dziewczyna, która nie angażuje się w te działania, ostatecznie także wchodzi w rolę "idioty". Doświadczenia w quasi-komunie czynią z niej osobę bardziej świadomą ograniczeń własnej wolności.

Nieco podobną fabułę do filmu duńskiego reżysera ma obraz "Tylko razem" innego Skandynawa – Szweda Lukasa Moodyssona. Akcja opowieści rozgrywa się w połowie lat 70. Oglądamy historię kobiety, która na skutek życiowych okoliczności dołącza do komuny hippisów. Również w tym filmie spotkanie reprezentantów światów kultury dominującej i kontrkultury powoduje, że obie strony uczą się od siebie innego rozumienia wspólnotowych więzi.


"Tylko razem"
Rozliczenia z hippisowską przeszłością dokonuje główny bohater "Ballady o Jacku i Rose". Mężczyzna mieszka z córką z dala od cywilizacji na wyspie, która niegdyś była siedzibą komuny dzieci kwiatów. Wierny dawnym ideałom unika kontaktów z zewnętrznym światem, pielęgnuje kontakt z naturą. Kiedy dowiaduje się, że jest chory i niedługo umrze, postanawia przygotować córkę na samodzielne życie, sprowadzając do domu byłą kochankę z jej dwoma synami. Uderzający jest w filmie Rebecki Miller ton pogodzenia z samotnością i końcem projektu, któremu główny bohater poświęcił los swój i swojego dziecka. O komunie grany przez Daniela Day-Lewisa hippis mówi w czasie przeszłym jako niespełnionym eksperymencie: "Próbowaliśmy w małej skali zbudować nowe społeczeństwo. Próbowaliśmy odszukać drogę, jaką ludzie mogliby pójść nie niszcząc planety. Bez marnotrawstwa i prywatnej własności". Jego córka komentuje te słowa ironią, a zarazem podszytą melancholią pretensją.

Nacechowanego goryczą określenia "eksperyment" używa w odniesieniu do kontrkulturowego zrywu lat 60. również bohater filmu "Stoned". Jest to postać wzorowana na Brianie Jonesie – zmarłym w wieku 27 lat liderze zespołu The Rolling Stones. Na ekranie oglądamy ostatni okres z jego życia, kiedy to idee rewolucji obyczajowej i seksualnej przybierają w zachowaniach muzyka formę autodestrukcyjnego, dekadenckiego żywiołu. Wspominam o tym filmie, ponieważ niedokonanie się kontrkulturowego projektu przemiany świata zobrazowane jest tutaj między innymi widokiem unieruchomionego, zniszczonego autobusu w posiadłości Jonesa. Zważywszy na datę śmierci muzyka – 1969 rok – jest to sugestia wypalenia się potencjału i kresu hippisowskiej epoki. Ale przecież właśnie pod koniec lat 60. XX wieku autobusy pełne dzieci kwiatów zaczynały ruszać przez Stany Zjednoczone do ziemi obiecanej, jaką wierzono, że staną się zakładane przez nich komuny. Dlatego tak fascynujące są wybitne filmy dokumentalne o słynnych, w latach rozkwitu wyjątkowo licznych i działających zresztą do dzisiaj komunach Black Bear Ranch i The Farm. Poznajemy w nich bowiem dalsze losy kontrkulturowej rewolucji. Są to historie ludzi, którzy autentycznie podjęli próbę urzeczywistnienia ideałów ery wodnika.


"Stoned"
Komunie Black Bear Ranch poświęcony jest dokument "Commune". O The Farm opowiada "American Commune". Konstrukcja tych filmów jest podobna. Na początku wraz z założycielami komun wsiadamy do autobusów, które udają się na miejsce przyszłych wspólnot. Następnie odkrywamy dzikie, odizolowane tereny, gdzie hippisi tworzą osady. Poznajemy kolejne etapy rozwoju i funkcjonowania komun. Wreszcie dowiadujemy się, jakie były przyczyny ich schyłku. W dziejach obu komun pojawiają się interesujące podobieństwa i różnice. Podobieństwa dotyczą oczywiście kwestii ideologicznych i organizacyjnych. Różnice wiążą się z okolicznościami, które spowodowały gwałtowny odpływ ludności ze wspólnot. I tutaj zaznacza się jednak pewna prawidłowość. Newralgiczną sytuacją dla egzystencji wspomnianych komun okazywała się chwila, gdy w ich przestrzeń wkraczały kult i religia. "American Commune" jest też portretem charyzmatycznego lidera, Stephena Gaskina, który dzisiaj nazywa siebie "profesjonalnym hippisem" i nadal mieszka na terenie komuny, rozmyślając o swoim życiowym projekcie. Dokumenty z 2005 i 2013 roku obfitują w relacje członków Black Bear Ranch i The Farm. Pośród nich są osoby pełniące teraz ważne publiczne funkcje: naukowcy, prawnicy, działacze społeczni, pedagodzy zajmujący się subkulturami i trudną młodzieżą, autorzy poradników, specjaliści od zdrowej żywności, ekolodzy… Wszyscy tłumaczą swoje zaangażowanie we współtworzenie komuny, motywując je głównie sprzeciwem wobec ideału rodziny nuklearnej, pragnieniem porzucenia konserwatywnego modelu dojrzewania na rzecz poszukiwań duchowych, praktykowania wolnej miłości i zbliżenia z naturą.


"American Commune"
Kluczową rolę w dokumentach "Commune" i "American Commune" odgrywa temat dzieci. Do autobusów zmierzających na miejsce komun wsiadali hippisi ogarnięci entuzjazmem mającym w sobie coś z dziecięcej naiwności. Opuszczając założone wspólnoty, dzieci kwiaty były już rodzicami. U większości z nich budził się wówczas instynkt rodzicielski i odpowiedzialność za własne potomstwo. Więź z dzieckiem decydowała o sprzeciwie wobec zasady dzielenia się wszystkim. W relacjach urodzonych w komunach dzieci więzi z rodzicami okazują się jednak problematyczne. To wspólnota nadal pełni w ich świadomości funkcję naturalnej instancji opiekuńczej. Dzieci z komun mówią zatem o towarzyszącym im obecnie traumatycznym poczuciu jednoczesnego wyobcowania i zakorzenienia w społeczeństwie. Epilogi amerykańskich dokumentów pokazują, że stworzone w komunach wspólnoty nadal łączą silne więzi, a dziedzictwo komun stanowi ważny obszar współczesnego życia. To pozytywny przekaz tych filmów. Ostrze krytyki twórcy kierują natomiast w mechanizm funkcjonowania komun, który z urodzonych tam dzieci czynił bardziej ofiary niż beneficjentów kontrkulturowych przemian.

Jeszcze silniej ta krytyka wyrażona jest w dokumencie "Let the Fire Burn" oraz materiałach poświęconych największej europejskiej komunie – Friedrichshof założonej i prowadzonej przez austriackiego akcjonistę Ottona Muehla.


"Let the Fire Burn"
"Let the Fire Burn" przypomina koncepcją "Waco: The Rules of Engagement". W obu dokumentach mamy do czynienia z rekonstrukcją śledztwa w sprawie przemocy państwa wobec obywateli. W "Waco" chodziło o akcję zbrojną, w wyniku której zginęli członkowie sekty Davida Koresha. "Let the Fire Burn" skupia się na śledztwie toczonym po dramatycznym incydencie w Filadelfii w 1985 roku, kiedy to podczas starcia z policją zginęło w pożarze jedenaście osób przynależących do komuny MOVE. Było wśród nich pięcioro dzieci. Jedyne ocalałe z tragedii dziecko zdaje przed kamerami relację z tych wydarzeń. Słuchamy też wypowiedzi kobiet blisko związanych z komuną. Twórcy pochylają się nad ofiarami, ale próbują również wyjaśnić przyczyny, dla których działalność MOVE wzbudzała społeczny niepokój. W pamięci widza zostaje jednak twarz ocalałego z pożaru dziecka, które nie rozumie agresji wymierzonej w jego wspólnotę.

Dzieci zaangażowane w eksperymenty artystyczne i psychologiczne dokonywane w komunie Friedrichshof są bohaterami filmów "Dzieci komuny" oraz "Meine Keine Familie" (dostępne są również dokumentalne zapisy happeningów Muehla). W filmach tych dawni małoletni uczestnicy realizowanych w komunie projektów, także syn Muehla, zwierzają się dzisiaj, jak wpłynął na nich udział w performensach mających na celu rozbijanie ideału rodziny nuklearnej. Dowiadujemy się, że było to doświadczenie, które zaważyło na ich życiu, rodząc nieufność wobec wszelkich wspólnot.

 
"Meine Keine Familie"
Za rodzimy głos o komunach hippisowskich można uznać żartobliwy krótkometrażowy film Agnieszki Polskiej "Włosy". Reżyserka zwraca uwagę, że hippisi znad Wisły mogli kontestować komunę ustrojową, ale też tylko do tej komuny mogli przynależeć. W komunie kontrkulturowej stanowili ciało obce, nadawali na zbyt innych falach, by porozumiewać się ze wspólnotą "oryginalnych" hippisów. Jak to widzimy w jednej ze scen, nasze dzieci kwiaty nie są w stanie dogadać się telepatycznie z hippisami z Indii. Nawet w dialogu telepatycznym pojawia się bowiem między nimi bariera językowa i kulturowa.


"Fuck for Forest"
W filmie Michała Marczaka "Fuck for Forest" główny bohater przyłącza się do organizacji zbierającej fundusze na projekty ekologiczne poprzez udostępnianie treści pornograficznych. To spadkobiercy i kontynuatorzy kontrkulturowych dążeń. Ich akcja uświadamiająca w Amazonii kończy się klęską. Nowa osoba w grupie nie wydaje się tą porażką przejmować. Młody mężczyzna zaczyna bawić się z dziećmi. Wkrótce konfrontuje się z inną organizacją, przed którą z dziecinną naiwnością oznajmia, że jego pomysłem na rozwiązanie problemów politycznych i społecznych jest nagość. To chyba powód do optymizmu, że z kontrkultury trudno wyrosnąć.
Udostępnij: