Felieton

Przejrzeć Harry'ego

Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/article/Przejrze%C4%87+Harry%27ego-76016
Seria o Harrym Potterze to nie tylko kawał historii kina popularnego, ale również opowieść o dramacie dojrzewania podczas kryzysu autorytetów.


Harry dorósł. Parafrazując jednego z bohaterów Judda Apatowa, jest już tak stary, że można nazywać go Harrold. Dorósł fizycznie – przez dekadę kości Daniel Radcliffe’a zwiększały swoją objętość wprost proporcjonalnie do piwnej "oponki" jego najlepszego kumpla, Rona Grinta (a może to Rupert Weasley?). Dojrzał również metaforycznie, pokonując Czarnego Pana, pozbywając się zatrutej cząstki swojej duszy i ostatecznie przyjmując do wiadomości, że nie każdy problem da się rozwiązać za pomocą różdżki. Oczywiście, jest coś smutnego w tym, że po ośmiu filmach o wszechmocnym architekcie zła i występku, przed którym czmychają nawet wiewiórki w Zakazanym Lesie, ten ginie w zasadzie przez przypadek (jego perypetie z budzącą grozę Czarną Różdżką przypominają grę ślepego w trzy kubki). Jasne, trudno pogodzić się z faktem, że po dziesięciu latach snucia historii o magii jako narzędziu najpierw antymieszczańskiej, potem antytotalitarnej rebelii, Harry kończy jako zażywny Pan Harrold, odprowadzający na ekspres do Hogwartu swoją roześmianą dziatwę wraz z ukochaną Ginny (która, notabene, z szczelnym rudym "hełmem" na głowie i w zgrzebnym żakieciku przywodzi na myśl nadrabiające miną bohaterki Douglasa Sirka). Jednak bądźmy poważni – dziesięć lat to szmat czasu, a filmy o "chłopcu, który przeżył" to nie tylko kawał historii kina popularnego, ale także wspaniała opowieść inicjacyjna o dramacie dojrzewania podczas kryzysu autorytetów.

 
"Kamień filozoficzny" / "Komnata tajemnic"

To nie pora na roztrząsanie, które z publicystycznych, "okołopotterowych" narracji przysłużą się potomności, a które zrobią dzieciakom (a właściwie rodzicom, bo to oni powolniej oraz w mniej intuicyjny sposób się sekularyzują) z mózgu kisiel. Większość z ich autorów, czy to w swoim katolickim zacietrzewieniu, czy za sprawą ironicznego dystansu, opowiada o  bohaterze przez pryzmat kategorii autorytetu. Paradoksalnie, o tym właśnie jest filmowa i literacka seria: o życiu, polegającym na nieustannym poszukiwaniu autorytetów – tych, które upadają, zanim zdążymy pstryknąć palcami, i tych, o których istnieniu dowiadujemy się zbyt późno.

Mądrze mówi o tym Alfonso Cuaron, autor "I Twoją matkę też" oraz "Ludzkich dzieci", najinteligentniejszy i najzuchwalszy interpretator powieści  Rowling. W ostatnich scenach jego "Więźnia Azkabanubohater widzi po drugiej stronie jeziora postać, która przed chwilą wyciągnęła go z tarapatów. Jest przekonany, że przed niechybną śmiercią uratował go ojciec. Potem, gdy za sprawą magicznego artefaktu Harry posiądzie moc manipulowania czasem, okaże się, że to on sam znalazł się na drugim brzegu i ruszył sobie na ratunek. W tych dwóch fragmentach, kiedy widzimy wyczarowanego, biegnącego po zamarzniętej wodzie obrońcę, Patronusa, zostają zrównane dwa interpretacyjne poziomy najsłynniejszej ze współczesnych baśni. Jedna opowieść dotyczy królestwa czarów, w którym bohater uzupełnia magiczny inwentarz o nowe sztuczki, potrafi wyczarować srebrzystego jelenia albo, cytując klasyka, zamienić colę w pepsi. Druga mówi o chłopcu, którego zasadniczym dramatem jest brak ojcowskiego autorytetu i życie wśród autorytetów zastępczych. Te, reprezentowane głównie przez nauczycieli oraz ludzi z Ministerstwa Magii, lawinowo upadają. Potrzebne są nowe, ale im gęstsze chmury zbierają się nad Potterem, tym głębszy dopada je kryzys.   

 
"Więzień Azkabanu" / "Czara ognia"

Do chwili, gdy Harry stanął jednocześnie po obydwu stronach jeziora, seria była na fali wznoszącej. Potem jednak odwrócił się wiatr – po obyczajowo zniuansowanej "Czarze ognia" i zmartwychwstaniu Lorda Voldemorta, bohater zaczął nerwowo odliczać godziny do finałowej konfrontacji. Krytykowanemu za nadmierną wierność literackiemu oryginałowi i stylistyczną miałkość Davidowi Yatesowi udało się odmalować ewoluującą relację bohatera  z naczelnym "autorytetem zastępczym" – Albusem Dumbledore’em. To z ikonicznym białym czarodziejem związana jest przecież najważniejsza emocjonalna wolta serii. Oto w wielkim finale Harry daje nura we wspomnienia jednego ze swoich arcywrogów, ulizanego na smołę Severusa Snape’a. Odkrywając rozmiar jego poświęcenia, dowiaduje się, że może być kowalem własnego losu i nie musi przeglądać się w zastępczym autorytecie ojca, którym jest Dumbledore. 


"Zakon feniksa"
 
Z tej perspektywy, scena nad jeziorem jest metaforyczną reprezentacją pragnienia absolutnej niezależności. Wynikająca z obrania tej ścieżki życiowej optyka tworzy jednak niebezpieczne miraże, o czym Harry przekonuje się wielokrotnie. Ze ślepej uliczki bohatera wyprowadzają przyjaciele, którzy nie bez wysiłku godzą się na rolę aktorów drugiego planu w tym magicznym spektaklu. Sednem konfrontacji Pottera z Voldemortem i odrzucenia przez Harry’ego splugawionego fragmentu własnej duszy jest właśnie obrona przyjaźni. W dość skonwencjonalizowanej, głównie za sprawą wszechogarniającej bieli, "scence z zaświatów" z "Insygniów śmierci", tkwiące w Harrym nasienie zła przybiera formę okrwawionego, monstrualnego płodu, kojarzącego się z dokonaniami francuskich mistrzów gore. Umierając, Harry oczyszcza się z egoizmu (i tu znów gapiowaty arcyłotr Voldemort zapomina o istnieniu artefaktu o wymownej nazwie Kamień Wskrzeszenia) i jest gotów do ostrej rozróby.

 
"Insygnia śmierci"

W finale swojej przygody, Harry uzyskuje status przynależny innym ikonom kultury popularnej – rycerzom Jedi. Zamiast kumulować swoją moc, jak to wcześniej uczynił butny i pyszny Tom Riddle (alias Voldemort), oddaje ją w służbę światu. Zamiast kierować ją w głąb siebie, wysyła ją na zewnątrz. Żadnego ze swoich synów nie nazywa "Harry Junior", nadaje im imiona James Sirius i Albus Severus. Składa hołd autorytetom, które odeszły zbyt szybko, oraz tym, o których istnieniu nie wiedział. I choć ta nieszczęsna koda, sugerująca, iż przez dziewiętnaście lat bohater wiódł kanapowe życie, może pozostawiać niesmak, warto było czekać na ostatni akt. Odbyć razem z Harrym Potterem tę długą i piękną podróż ku dojrzałości.
Udostępnij: