Relacja

Wenecja 2011: O uwodzeniu

Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/article/Wenecja+2011%3A+O+uwodzeniu-77313
Pojawienie się na Lido George'a Clooneya wzbudziło zrozumiałe poruszenie wśród jego włoskich fanek. Sam byłem świadkiem, jak parę z nich omal nie zemdlało z radości po tym, jak otrzymały autograf od hollywoodzkiego gwiazdora. Clooney odwzajemnia uwielbienie publiczności, czego dowód dał wczoraj na czerwonym dywanie. Jego najpiękniejsze uśmiechy i najzabawniejsze miny zarezerwowane były nie dla fotoreporterów i operatorów kamer, lecz właśnie gapiów.

Aktor przyjechał w tym roku do Wenecji z wyreżyserowanym przez siebie dramatem politycznym "Idy marcowe". Scenariusz filmu powstał w oparciu o sztukę teatralną "Farragut North", której autor, Beau Willimon, pracował swego czasu przy kampanii prezydenckiej demokratycznego kandydata Howarda Deana. Clooney chciał nakręcić "Idy" już w 2008 roku, ale wówczas głową narodu amerykańskiego został jego faworyt, Barack Obama. Historia umoczonego senatora zaskarbiającego sobie przychylność tłumów niekoniecznie wpisywała się więc w radosny nastrój zwycięstwa. Teraz, gdy po ponad dwóch latach prezydentury coraz częściej słychać głosy niezadowolonych zwolenników Obamy, Clooney postanowił wrócić do zarzuconego niegdyś projektu.

Głównym bohaterem filmu jest Stephen Myers (Gosling) – świetnie zapowiadający się rzecznik prasowy kandydata na prezydenta Mike'a Morrisa (w tej roli sam reżyser).  Chłopak jest ślepo zapatrzony w swego czarującego szefa, który z równym wdziękiem rozprawia przed kamerami o związkach homoseksualnych co konfliktach zbrojnych. Myers będzie początkowo nie dowierzał, gdy odkryje, że Morris wcale nie jest taki święty, za jakiego się podawał. Z czasem jednak jego młodzieńczy idealizm zostanie wystawiony na poważną próbę.

Tytuł filmu odwołuje się do zabójstwa Juliusza Cezara, w którym udział brał jego rzekomo oddany przyjaciel Brutus.  Clooney twierdzi, że podczas realizacji filmu mocno inspirował się dotyczącą tamtych zdarzeń tragedią Williama Szekspira. Krytycy literaccy zgodnie twierdzą, że mistrz ze Stratfordu nasączył swoje dzieło odniesieniami do sytuacji w elżbietańskiej Anglii, gdzie po śmierci królowej mogła wybuchnąć wojna domowa. Choć w Stanach Zjednoczonych do bratobójczej walki raczej nie dojdzie, pytania o moralność polityków, ich szczerość względem wyborców oraz o lojalność pozostają zawsze aktualne.



Z "Id marcowych" wynika, że walka o władzę sprowadza się głównie do chodzenia na kompromisy. Nie ma więc polityków nieumoczonych. Jak mają się jednak zachować osoby, które wiedzą o grzechach panów w garniturach? Czy po dokonaniu bilansu zysków i strat powinny zataić pewne informacje, czy też do samego końca walczyć o ich ujawnienie? Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze pytanie o to,  jak wiele wspólnego ma polityka z uwodzeniem. Czy demokracja nie sprowadza się aby wyłącznie do czarowania wyborców? Clooney – jeden z najpopularniejszych i najbardziej lubianych amerykańskich aktorów – ma w dziedzinie uwodzenia niebagatelne doświadczenie. W połączeniu z jego obywatelskim zaangażowaniem musiało to zaowocować właśnie takim filmem.


"Idy marcowe" wydają się w paru miejscach  nieco zbyt wygładzone, tak jakby reżyser bał się pozostawić widownię bez promyczka nadziei. Prawdziwe "mięso" wnoszą do filmu aktorzy: Gosling, Seymour Hoffman, Giamatti, Tomei. Z filmu Clooneya i tak najbardziej lubię jednak jego puentę: politykom wolno toczyć kosztowne wojny i doprowadzać kraj do zapaści finansowej, ale pod żadnym pozorem nie mogą dać się przyłapać na romansie.  Śmiać się czy płakać – oto jest pytanie.

Już jutro spodziewajcie się naszej opinii na temat "Rzezi" w reżyserii Romana Polańskiego oraz "W.E." Madonny.