Aleksandra Krajewska

Bergman w "domu ludu"

Persona
/fwm/article/Bergman+w+%22domu+ludu%22-136586
Filmweb Sp. z o. o. Sp. k.
https://www.filmweb.pl/fwm/article/Ksi%C4%99%C5%BCniczki+Disneya+graj%C4%85+o+tron-136218

Księżniczki Disneya grają o tron

HOTSPOTPodziel się

Nowe księżniczki Disneya nie patrzą z pogardą na swoje poprzedniczki. Zmieniają się i stopniowo dostosowują do innych czasów oraz modeli kobiecości.

Magdalena Ślaska zastanawia się, ile wspólnego mają bohaterki aktorskich remakeów z animowanymi pierwowzorami sprzed kilkudziesięciu lat.

***


Diabolina, Bella, Dżasmina, a wkrótce Mulan i Mała Syrenka... Co widzą księżniczki i wiedźmy z nowych produkcji Disneya, spoglądając w animowaną przeszłość? 


Nie od dziś wiadomo, że Hollywood recyklingiem stoi. Tradycja powtórnego realizowania tego samego scenariusza – lub produkowania filmu przynajmniej inspirowanego wcześniejszym dziełem – jest niemalże równie stara, co sam kinematograf. W idealnym świecie na horyzoncie majaczyłby jeden cel: reinterpretacja pierwowzoru – nowy kontekst, przesunięcie akcentów. W tym prawdziwym sprawa jest bardziej skomplikowana, wynika w dużej mierze z rynkowych mechanizmów, ma swoje źródło w precyzyjnym, ekonomicznym planie. Tak jest w przypadku Disneya, który od kilku lat intensywnie wypuszcza nowe produkcje aktorskie, bazujące na klasycznych filmach animowanych (co wbrew powszechnej opinii, nie jest niczym nowym i stanowi element strategii studia przynajmniej od trzech dekad).  Z drugiej strony, uproszczeniem byłoby stwierdzenie, że mamy tu do czynienia wyłącznie z realizacją wspomnianego planu. Dialogowość dzieł sztuki, którą zdefiniował Bachtin, oznacza mniej więcej tyle, że żaden tekst nie istnieje w próżni. Zawsze wchodzi w rozliczne relacje z innymi tekstami, odwołując się do nich, czerpiąc z nich bądź odcinając się od tego, co było w nich zawarte, wyzyskując nakreślone w nich treści lub budując na ich podstawie coś nowego. W ten sposób filmy prowadzą ze sobą dialog na przestrzeni wieków, tworząc nieprzerwany ciąg coraz to nowych interpretacji i nawiązań. Szczególność remake'u wynika przede wszystkim z tego, że jego twórcy próbują opowiedzieć tę samą historię. Próbują, ale opowiedzieć nie mogą, właśnie z uwagi na nowy kontekst oraz język.

Nawet w bezpiecznych remake'ach disnejowskich klasyków (a może zwłaszcza w nich) zauważyć można wyraźne zmiany – zarówno w konstrukcji bohaterek, jak i w sposobach opowiadania o nich. Mówią one coś istotnego o ewoluujących wartościach i społecznym kontekście, a także o tym, jak zmieniła się nasza wizja kobiecości (wszak disnejowskie księżniczki pozostają jednym z jej ważnych wzorców we współczesnej popkulturze) i jak przekazujemy nową narrację najmłodszym. A jest o czym mówić, gdyż znane i kochane bohaterki stanowią kawał historii kina. Jak wiele wspólnego mają zatem bohaterki aktorskich remakeów  z animowanymi pierwowzorami sprzed 30 czy nawet 60 lat? 

Wszystkie odcienie kobiecości

"Czarownica" Roberta Stromberga nie jest co prawda pierwszym aktorskim remakiem disnejowskiego hitu, lecz pod wieloma względami to film pionierski. Jego sukces był wielką niewiadomą – być może dlatego całość okazała się szerszym polem dekonstrukcji schematów, które na przestrzeni kolejnych lat zostały wpisane w biznesplan. Choć "Czarownica" spogląda z sentymentem w stronę "Śpiącej królewny", to przecież mówi własnym głosem. Owszem, królewna Aurora, bohaterka animacji, odgrywa tu rolę znaczącą, lecz najważniejsza pozostaje Diabolina, tytułowa czarownica, którą oświetlano dotąd pod innym kątem. O ile w animacji z 1959 roku była po prostu czarnym charakterem czyniącym ze zła sztukę dla sztuki oraz, jak się zdaje, pozbawionym głębszych motywacji, o tyle tym razem poznaliśmy jej przeszłość i motywacje, nadzieje i lęki. Diabolina krzywdzi, ponieważ sama została skrzywdzona. Nienawidzi, gdyż jest przedmiotem nienawiści. 

Gdyby pokusić się o prostą opozycję, "Śpiąca królewna" reprezentuje perspektywę męską i konserwatywną, zaś "Czarownica" – kobiecą i nowoczesną.
Madgalena Ślaska
W tym względzie aktorski remake świadomie podważa nie tyle samą opowieść z animowanego pierwowzoru, co perspektywę, z której została przedstawiona. Gdyby pokusić się o prostą opozycję, "Śpiąca królewna" reprezentuje perspektywę męską i konserwatywną, zaś "Czarownica" – kobiecą i nowoczesną. W pierwowzorze mamy do czynienia przede wszystkim z dwoma rodzajami postaci kobiecych – aktywnymi, ale złymi i przesiąkniętymi żądzą destrukcji (Diabolina jako archetyp złośliwej, zawistnej wiedźmy) oraz pasywnych, słabych i wymagających ratunku (Aurora czy też dobre wróżki niebędące w stanie odwrócić złej klątwy). Ratunek ten przynieść może jedynie mężczyzna – aktywny, dzielny i zdecydowany królewicz. Wyzwolenie daje prawdziwa miłość, którą to mężczyzna oferuje kobiecie i którą ona powinna z wdzięcznością przyjąć. Nieprzypadkowo również narratorem baśni jest mężczyzna, zaś, poza złą wiedźmą oczywiście, kluczowymi postaciami podejmującymi zakulisowe decyzje są królowie – Stefan i Hubert. Podział na bohaterów dobrych i złych jest jasny i wyrazisty, a struktura opowiadania – klasyczna. 

W "Czarownicy" tymczasem o zmianie perspektywy mówi już choćby obecność żeńskiego narratora (jak się pod koniec dowiadujemy – to sama Diabolina), przybliżającego widzom życiorys kobiety, która niegdyś była szlachetna, lecz została skrzywdzona przez obłudnego (ale nie jednoznacznie złego) mężczyznę. Bohaterka nie neguje przy tym zła, które dokonało się za jej sprawą, lecz stara się opowiedzieć całą historię, bez pomijania istotnych faktów (które, jak się możemy domyślać, pominął narrator męski). Diabolina w wykonaniu Angeliny Jolie to postać skomplikowana i wielowymiarowa – samotna, zgorzkniała i pogrążona w żądzy zemsty, ale również empatyczna, wrażliwa i gotowa do poświęceń; dziewczynka, kochanka, władczyni, matka. 

Nic więc dziwnego, że Diabolinę i Aurorę łączy w "Czarownicy" szczególna i stopniowo dojrzewająca relacja – od nienawiści, wywołanej pochodzeniem bohaterki (Aurora jest dzieckiem Stefana, który skrzywdził Diabolinę), aż do matczynej miłości, której potwierdzeniem staje się pocałunek, ratujący życie Aurory (w końcu kto potrzebuje królewicza?). Sama Aurora jest zresztą w remakeu bardziej dziecięca i wiarygodna w swoich emocjach, co jeszcze mocniej akcentuje przemianę Diaboliny z "brzydkiej, a więc złej" wiedźmy w piękną, zmienną, wielowymiarową kobietę. 

Dzieweczka, dziwaczka

O ile "Czarownica" rzuca zupełnie nowe światło na opowieść znaną z animacji, o tyle aktorska wersja "Pięknej i Bestii" przynosi nieco subtelniejsze, ale równie istotne zmiany. Na pierwszy rzut oka Bella, główna bohaterka, jest przez wiejską społeczność postrzegana bliźniaczo – zarówno w animacji w reżyserii Kirka Wisea i Gary'ego Trousdale'a (1991), jak i w remake'u Billa Condona (2015) – jako piękna, miła i lekko odklejona od rzeczywistości dzieweczka. Jeśli jednak przyjrzeć się bliżej, to różnice są wyraźne. Animowana Bella poszukuje odmiany, lecz bezustannie unosi się ponad chodnikiem, jej planom brakuje precyzji. W nowej wersji – casus "Czarownicy" – dowiadujemy się więcej o jej przeszłości: urodziła się w Paryżu, uciekła wraz z ojcem na prowincję przed epidemią dżumy. Również tęskni za innym życiem, lecz w przeciwieństwie do swojej animowanej poprzedniczki, dokładnie wie, czego chce, o czym zresztą kilkukrotnie mówi (a nawet śpiewa) wprost. 

maxresdefault.jpg


Tam, gdzie Bella z animacji posłusznie zgadzała się z wolą innych bądź szlochała z bezsilności, Bella o twarzy Emmy Watson szuka rozwiązań i pozostaje aktywna.
Magdalena Ślaska
To rozszerzenie biografii przesuwa całkowicie fabularny akcent. Pierwsza Bella jest dziewczyną ze wsi, która wybija się na niezależność dzięki intelektowi. Druga – wyemancypowaną dziewczyną z wielkiego miasta, która robi zamieszanie na prowincji. Jedna to zaczytana w książkach marzycielka, żyjąca w swoim świecie, będąca archetypem nieszkodliwej dziwaczki. Druga – stanowcza i sprytna rebeliantka. Gdy Gaston oświadcza się tej pierwszej, dziewczyna – wyciągająca wnioski ze swojego statusu w prowincjonalnej wspólnocie – nie może uwierzyć w szczerość jego intencji. Gdy zalotnik zbliża się do drugiej, ta bezbłędnie rozpoznaje jego motywy i odprawia go z kwitkiem: nie przyjmuje kwiatów, nie sili się na delikatność, podsumowuje jego umizgi ripostą, że nie jest w jej typie. 

Bella z filmu Condona podejmuje również szereg działań, które naciągają społeczną tkankę do granic wytrzymałości – chce między innymi dzielić się swoją wiedzą, uczy czytać małą dziewczynkę (w związku z czym spotyka się, przynajmniej na moment, z ostracyzmem ze strony miejscowych). Nieprzypadkowo Gaston mówił w oryginalnej bajce, że "kobieta nie powinna czytać, bo jeszcze, nie daj Bóg, zacznie myśleć?". Aktorska Bella, w przeciwieństwie do animowanej, jest także wynalazczynią, konstruuje prototyp pralki, która jak możemy się domyślać, znacząco odciążyłaby kobiety z wioski. 

Rzeczony typ marzycielki-feministki ulega zresztą kolejnym przeobrażeniom w dalszych partiach filmu. Tam, gdzie Bella z animacji posłusznie zgadzała się z wolą innych bądź szlochała z bezsilności, Bella o twarzy Emmy Watson szuka rozwiązań i pozostaje aktywna. I chociaż wciąż trudno zaprzeczyć, że "Piękna i Bestia" jest w jakiejś mierze opowieścią o urokach syndromu sztokholmskiego, to w nowej wersji przynajmniej dostajemy jakiś rodzaj kontrnarracji.

Władza w ręce kobiet


Jeszcze inaczej ewoluowała postać Dżasminy w nakręconym przez Guya Ritchiego remake'u (2019) filmu "Aladyn" z 1992 roku (reż. John Musker i Ron Clements). Animowana Dżasmina to przede wszystkim młodziutka dziewczyna, która marzy o wielkiej miłości. Piękna, naiwna, zupełnie oderwana od rzeczywistości, w której żyją poddani jej ojca, bohaterka cierpi przede wszystkim z powodu widma aranżowanego małżeństwa z rozsądku.

Problemy dziewczyny granej przez Naomi Scott mają zupełnie inną naturę. Młoda księżniczka odrzuca nie tyle samo aranżowane małżeństwo, co fakt, że jej życie planowane jest przez mężczyzn. Co więcej, Dżasmina z wersji aktorskiej nie chce być po prostu piękną ozdobą u boku męża – ona sama czuje powołanie, by rządzić swoją ukochaną ojczyzną i, co rzuca się w oczy względem oryginału, jest do tego dobrze przygotowana. Inteligentna, oczytana, posiadająca rozległą wiedzę polityczną i geograficzną, Dżasmina jest po prostu najlepszą kandydatką do tronu. W jej konflikcie z Dżafarem nie chodzi jedynie o to, kto zdobędzie władzę, ale również o to, czy kobiety mogą sobie z jej sprawowaniem poradzić. Po tym jak Dżafar wstępuje na tron, jako pierwsza wdaje się z nim w dyskusję i przemawia do rozumu kapitanowi straży, odwołując się do jego lojalności. Nie zgadza się z wezyrem, który każe jej się pogodzić z tradycją i zrozumieć, że na księżniczkę przyjemniej jest patrzeć niż jej słuchać. Jedną z najbardziej chyba zapadających w pamięć (i zupełnie nowych) scen jest ta, w której Dżasmina śpiewa buntowniczo "Nie będę milczeć!". I rzeczywiście, nie milknie. Dla bezpieczeństwa swojego kraju jest w końcu nawet w stanie poświęcić swoją wolność i ideały – wyjść za mąż za niekochanego mężczyznę. 

aladyn__2019__aladdin_006_naomi_scott_jako_jasmine.jpg


Kobiecość jako pewność siebie, gotowość do odpowiedzialności, poczucie misji? O ironio, Dżasmina chyba najlepiej zostaje scharakteryzowana przez działania swojego ojca. Podczas gdy w animowanym pierwowzorze zmienia on prawo po to, by córka mogła poślubić parweniusza, u Ritchiego czyni z niej sułtana, by mogła zmienić prawo zgodnie z własną wolą. Ewolucja czy rewolucja? 

Nowe księżniczki Disneya nie patrzą z pogardą na swoje poprzedniczki. Zmieniają się i stopniowo dostosowują do innych czasów oraz modeli kobiecości. Jaki jest dalszy ciąg tej ewolucji? Dowiemy się tego pod koniec marca, gdy na ekranach kin znów zagości Mulan – dziewczyna, która – w przeciwieństwie do swoich koleżanek z disnejowskiej drużyny – od zawsze brała się za bary z mężczyznami (w kolejce czeka też Mała Syrenka). Jasne, księżniczki przebyły długą drogę – z bezwolnych owieczek zamieniły się w waleczne tygrysice. Ale doceniając te zmiany, warto zwrócić uwagę na to, co pozostało niezmienione. Bez względu na to, czy książęta oraz rycerze uczestniczą w akcji, czy nie, i tak czekają na nich role mężów oraz narzeczonych. Bo choć ich partnerki mają więcej do powiedzenia od swoich animowanych poprzedniczek, koniec końców zrobią to, czego się od nich oczekuje – staną na ślubnym kobiercu, wstąpią na tron, odegrają rolę w pradawnej przepowiedni. Baśniowy porządek musi być. Diabolina może pokazać inną naturę, ale i tak ustąpi w cień, by nie zabierać światła zakochanej królewnie. Bella może protestować i tupać nogą w zamku Bestii, ale i tak zakocha się w nim, by zdjąć zły urok. Dżasmina może zostać sułtanem i zmienić prawo, ale o czas ekranowy zawsze będzie walczyć z dzielnym Aladynem. Baśń pozostanie baśnią – nawet jeśli dostrzeżemy w niej lustro odbijające naszą codzienność.  Z drugiej strony, czy naprawdę potrzebujemy tu rewolucji? Zburzenia całej struktury i powołania do życia całkowicie odmienionych bohaterów? Na tę bajkę chyba nie jesteśmy jeszcze gotowi. 
12