Diana Dąbrowska

Jean-Paul Belmondo: Łobuz nigdy nie traci tchu

Persona
/fwm/article/Jean-Paul+Belmondo%3A+%C5%81obuz+nigdy+nie+traci+tchu-143795
Filmweb Sp. z o. o. Sp. k.
https://www.filmweb.pl/fwm/article/Ma%C5%82y+surrealizm%2C+wielka+blaga+%E2%80%93+kino+Petra+Zelenki-119944
PERSONA

Mały surrealizm, wielka blaga – kino Petra Zelenki

Podziel się

Zelenka równie chętnie co reżyserowaniem zajmuje się pisaniem scenariuszy.

Czeski reżyser Petr Zelenka jest dzieckiem pary scenarzystów filmowych. Sam też równie chętnie co reżyserowaniem zajmuje się pisaniem fabuł. I to nie tylko do swoich filmów. Jest ponadto autorem sztuk teatralnych, a także tworzy dla innych reżyserów kinowych i na potrzeby telewizji. 

Powiew świeżości z Pragi

Polska publiczność poznała go jako scenarzystę, gdy w 2000 roku na ekrany naszych kin weszli napisani przez niego "Samotni" w reżyserii Davida Ondřička. Film rozpoczął modę na współczesne czeskie kino w Polsce, czemu trudno się dziwić. Polskie kino pogrążone było wtedy w głębokim produkcyjnym i artystycznym kryzysie, przed którym twórcy uciekali w kolejne ekranizacje lektur szkolnych. Na ekranie nie sposób było zobaczyć postaci bliskich doświadczeniu przeciętnego widza; takich, w jakie mógłby uwierzyć, mówiących do widowni zrozumiałym przez nią językiem.

"Samotni" doskonale wypełniali tę lukę. Portret grupy młodych, zbliżających się pewnie do trzydziestki ludzi z Pragi, wikłających się w nieudane związki, nie do końca potrafiących znaleźć sobie miejsce w świecie pozwalał zobaczyć na ekranie postaci, których egzystencjalne problemy minimalnie korespondują z przeżyciami osób na widowni. Zelenka i Ondřiček zdołali doskonale uchwycić ten świat, przedstawić go bez moralizatorstwa, z dużą empatią, ale często ze złośliwym humorem. Polskiemu kinu brakowało takiego dystansu, zmysłu rzeczywistości, dowcipu, lekkości – 16 lat temu "Samotni" byli nad Wisłą jak powiew świeżego powietrza ze szczęśliwszego, bardziej południowego klimatu.

"Samotni" budzą szereg filmowych skojarzeń. Postaci bez problemu mogłyby się odnaleźć w dowolnym amerykańskim filmie niezależnym rodem z Sundance. To dalecy krewni slackerów z Generacji X, bohaterów Linklatera czy marnujących czas przed ulubionym sklepikiem bohaterów Kevina Smitha. Wiele dowcipnych dialogów pożyczyłby chętnie od Zelenki Woody Allen. Mały realizm, skupienie się na codziennym życiu, zmysł rzeczywistości, smutne, melancholijne tony, jakie często przyjmuje humor scenarzysty, przywodzą na myśl czeską nową falę. 

A jednocześnie w "Samotnych" jest sporo wątków, które nadają filmowemu światu przedstawionemu surrealny, absurdalny wymiar. Wycieczki dla Japończyków oglądających "zwykłych Czechów" w ich domach podczas codziennych czynności; szanowany neurochirurg, mąż i ojciec, który śledząc dawną ukochaną, przebiera się za hydraulika, inkasenta z gazowni itd.; muzyk, który pali tak dużo trawy, że zapomina, iż ma dziewczynę – wszystko to wygląda trochę jak ze snu.

Każdemu jego perwersja

Takie łączenie małego realizmu i rozsadzającego go, dyskretnie wprowadzanego w świat przedstawiony surrealnego elementu stanie się jednym ze znaków firmowych kina Zelenki, także jako reżysera.
 
Łączenie małego realizmu i rozsadzającego go, dyskretnie wprowadzanego w świat przedstawiony surrealnego elementu stanie się jednym ze znaków firmowych kina Zelenki, także jako reżysera.
Jakub Majmurek
W Polsce często zapominamy, że już w okresie międzywojnia czeska kultura bardzo silnie przyswoiła surrealizm i że jest on jednym z najważniejszych źródeł czeskiej kultury filmowej, obok tradycji szwejkowsko-hrabalowskiej. Zelenka twórczo podejmuje to surrealistyczne dziedzictwo w realizowanych przez siebie jako reżyser filmach. W "Opowieściach o zwyczajnym szaleństwie" – filmie bardzo przypominającym "Samotnych" – mamy zwariowanych rodziców głównego bohatera, jakby wyjętych z koszmaru Marka Koterskiego – matka nieustannie oddaje krew na potrzeby ofiar wojennych, ojciec marnuje czas na wpatrywaniu się w jeden punkt i przeprowadzaniu dziwnych eksperymentów. Sam bohater, 33-letni wieczny chłopiec Petr, snuje się trochę bez celu przez życie, zdegradowany w pracy i porzucony przez dziewczynę. By ją odzyskać, próbuje… nadać się do niej paczką pocztową, co nie kończy się dla niego najlepiej. 

Swoją surrealistyczną wyobraźnię Zelenka najsilniej uruchamia w poprzedzających "Samotnych" "Guzikowcach". Mamy tu całą galerię dziwacznych postaci. Para potrafiąca kochać się wyłącznie w taksówce; bezrobotny kładący się pod pociągi i plujący na nie, gdy te przejeżdżają nad jego głową; mężczyzna wkładający w odbyt sztuczną szczękę, by przy jej pomocy obcinać guziki w sofach, tapczanach i fotelach, na których zasiada. Każdą z tych postaci łączy z innymi jakiś specjalny, wyjątkowy sposób doświadczania rozkoszy.

"Guzikowców" porównywano poza Czechami do kina wczesnego Almodovara, z jego punkowego, anarchicznego okresu. Z pewnością postacie z filmu Zelenki doskonale dogadałyby się z bohaterami "Czym sobie na to zasłużyłam", Zelence jest jednak bliżej do rodzimej, surrealnej tradycji niż do Almodovara. "Guzikowcy" tworzą bardzo ciekawy dyptyk z nakręconymi rok wcześniej "Spiskowcami rozkoszy" – aktorskim pełnym metrażem najważniejszej postaci czeskiej animacji, Jana Švankmajera

"Spiskowcy" to także portret grupy osób, którzy oddają się swojej własnej, perwersyjnej relacji z rozkoszą. W filmie są m.in. kobieta, której palce u stóp ssą umieszczone w miednicy karpie, i mężczyzna budujący z urządzeń kuchennych lekko sadystyczny aparat do erotycznego masażu. Podobny temat Zelenka i Švankmajer rozgrywają dość odmiennie. Film tego drugiego ma znacznie bardziej szczątkową fabułę (rozpada się na swoisty katalog perwersji), fantastyczna deformacja świata przedstawionego idzie w nim znacznie dalej. Obaj twórcy wypływają jednak z tej samej tradycji. Bliska jest im także głęboko humanistyczna, libertyńska postawa głosząca "każdemu rozkosz w jego perwersji!". Pod którą podpisałby się zresztą chętnie i Almodovar

Inaczej niż u Švankmajera, u Zelenki celebracji kreatywności ludzkiego dziwactwa towarzyszy też często melancholia, smutek, tęsknota.
Jakub Majmurek
Inaczej niż u Švankmajera, u Zelenki celebracji kreatywności ludzkiego dziwactwa towarzyszy też często melancholia, smutek, tęsknota. Ich medium w filmach Zelenki często bywa stale współpracujący z reżyserem Ivan Trojan. W jego postaciach (wiecznie upalony muzyk Ondrej w "Samotnych", Petr w "Opowieściach", stary Karamazow w "Braciach Karamazow") miesza się ze sobą błazenada, wycofanie z życia, obrona przez ironię, abnegacja, smutek, pragnienie miłości i akceptacji, bezsilne dryfowanie.

Wielka ściema

"Guzikowców", "Samotnych" i "Opowieść" można czytać jako nieformalną trylogię "małego surrealizmu", portret problemów pokolenia reżysera, szukającego dla siebie miejsca w Czechach na początku wieku. Jego twórczość zawiera w sobie także inne wątki, podejmujące dialog z trzecim najważniejszym filarem kina czeskiego: tradycją mistyfikacji i blagi. W kinie przyjmuje ona najczęściej formę mockumentu, którego historia sięga nad Wełtawą już końcówki lat 80. Nakręcone wtedy przez Jana Svěráka "Ropojady" – łże-dokument o naukowcach, odkrywających zwierzęta żywiące się ropą naftową i przemysłowymi odpadami – wymieniane są jako jeden z pierwszych fikcyjnych dokumentów w całej światowej kinematografii.

Zelenka sam chętnie sięga po mockumentalną konwencję. Po raz pierwszy już w latach 90., w obrazie "Mňága – Happy end". Jest to fikcyjna historia faktycznie istniejącego czeskiego zespołu rocka alternatywnego Mňága a Žďorp, przedstawiająca konfabulację na temat historii jego powstania. 

Po podobny schemat Zelenka sięga w jednym ze swoich najbardziej znanych obrazów – "Roku diabła". W jego centrum stoi postać legendarnego czeskiego barda Jaromira Nohavicy. Film ma formę dokumentu, jaki na trasie zespołu Nohavicy – Čechomora – kręci holenderski filmowiec, przybyły nad Wełtawę z intencją nakręcenia filmu o leczeniu alkoholizmu. Trasa obfituje w dziwne zdarzenia ezoterycznej natury, łącznie z samozapłonem jednego z członków zespołu.

Film błyskawicznie stał się w Czechach kultowy; w przeciwieństwie do bohaterów "Mňági" – Nohovic i Čechomor znajdują się w samym centrum czeskiej popkultury. Zelence udało się wkręcić publiczność, wciągnąć ją w grę z różnymi poziomami blagi. Konwencja mockumentu wydaje się bowiem interesować Zelenkę jako rodzaj laboratorium, w którym nakłada się na siebie różne poziomy fikcji i filmowej reprezentacji, gdzie można produkować fikcję w postaci "prawdy" (dokumentalnej konwencji), zwielokrotniać poziom zapośredniczenia świata przedstawionego. Te same zabiegi interesują Zelenkę w jego "Braciach Karamazow" – które można czytać jako mockumentalną rejestrację spektaklu czeskich aktorów wystawiających adaptację powieści Dostojewskiego w nowohuckim kombinacie. Z tym że to, co wydaje się przedmiotem dokumentalnej rejestracji, jest tu tylko kolejnym poziomem fikcji, tak samo jak niesamowita trasa Čechomora w "Roku diabła".

Blaga historii

Wszystkie te tematy mistyfikacji i mnożenia poziomów filmowej fikcji wracają w najnowszym filmie reżysera, "Zagubionych", którym wraca do kina po długiej przerwie. Radziłbym oglądać go bez żadnego przygotowania; tak by móc w pełni wkręcić się w zastawianą przez reżysera pułapkę.

Temat blagi i mistyfikacji jako czegoś centralnego dla czeskiej kultury wraca w "Zagubionych" w odniesieniu do najbardziej być może traumatycznego momentu czeskiej historii: Układu z Monachium, w którym zachodni sojusznicy oddali Czechosłowację na pastwę Hitlera. Zelenka wielokrotnie mnoży poziomy mistyfikacji, obnaża blagi charakterystyczne dla polityki historycznej i świata filmu oraz inscenizuje kolejne. Kręci historyczny "anty-epos", pokazujący blagę kryjącą się w sercu każdej historycznej narracji. W dzisiejszej Polsce, gdy władza bardzo poważnie żąda od filmowców kręcenia pompatycznego kina historycznego "broniącego polskiego punktu widzenia na najnowszą historię", znów obcowanie z tym dziełem przypomina powiew świeżego powietrza z krainy o szczęśliwszym od naszego klimacie. 
3