"Tom Clancy’s The Division" – wrażenia z bety

autor: /
https://www.filmweb.pl/news/%22Tom+Clancy%E2%80%99s+The+Division%22+%E2%80%93+wra%C5%BCenia+z+bety-115619
Czyżby duch Toma Clancy’ego czuwał nad Ubisoftem? Niedawno wydawca zaproponował nam całkiem udane "Rainbow Six: Siege", które już wkrótce wkroczy na e-sportowe salony, a kilka dni temu odbyło się wielkie testowanie kolejnej gry opatrzonej nazwiskiem nieżyjącego już mistrza political thrillerów. Muszę przyznać, że udane.


Nie będę się już pastwił nad obcinaniem jakości graficznej, którą obserwować można było w przypadku tego tytułu, tak samo jak w "Siege" i wcześniejszym "Watch_Dogs". Publikowanie podkręconych materiałów wideo wychodzi bokiem Ubisoftowi i im szybciej z tym skończą, tym lepiej.

Na szczęście pod względem oprawy graficznej "The Division" się broni. Nowy Jork po ataku tajemniczego wirusa, który zdziesiątkował ludność miasta, wygląda oszałamiająco. Chwilę po wylądowaniu śmigłowca, którym trafiamy do objętego kwarantanną Wielkiego Jabłka, otrzymaliśmy możliwość swobodnego poruszania się po całkiem niemałym obszarze. A tam obraz prawdziwej tragedii: zaśmiecone ulice, porzucone auta, zabarykadowane budynki... trupy leżące tu i ówdzie. Wszystko to przykryte białą warstwą śniegu. Co jakiś czas możemy spotkać błąkające się bezpańskie psy i zdesperowanych mieszkańców metropolii. No i mniej lub bardziej liczne grupki oprychów, które wykorzystują sytuację do wzbogacenia się i przejęcia kontroli nad miastem. Projektanci oddelegowani do pracy przy tym projekcie wywiązali się z zadania idealnie i pokazali wielkomiejskie truchło niezmiernie realistycznie. Dodatkowo, całe mnóstwo uliczek, zaułków i niewielkich, wewnętrznych patio tworzy istny labirynt zachęcający do zwiedzania. Co ważne to, co udostępniono w wersji beta gry, to podobno tylko niewielki ułamek całości. Już w marcu zapowiadają się całe godziny myszkowania na i pod powierzchnią miasta. Całości tego lekko upiornego uroku dodaje zmienny cykl pór dnia i warunków pogodowych, które odgrywają dużą rolę w rozgrywce.

 

"The Division" to RPG akcji zbliżony w modelu rozgrywki do "Destiny". W ciągu kilkunastu pierwszych minut otwieramy sobie dostęp do centrum zarządzania kryzysowego, które staje się bazą wypadową do dalszych misji. Dalej sami podejmujemy decyzję, jakimi sprawami chcemy się zająć w pierwszej kolejności.

A na brak zadań narzekać nie można. Twórcy przygotowali zestawy misji głównych, które będą skupiały się na wzmacnianiu naszej bazy oraz odkrywaniu przyczyn tajemniczej epidemii. Poza tym czeka na nas wiele zadań pobocznych i losowo generowanych wydarzeń. Twórcy przygotowali też dla nas mnóstwo "znajdziek", które oprócz punktów doświadczenia ujawnią fakty na temat tego, co zaszło po feralnym czarnym piątku.


Samo prowadzenie działań bazuje na sprawdzonym modelu krycia się za osłonami i prowadzeniu ostrzału. Warto jednak pamiętać, że o skuteczności naszego bohatera decyduje nie tylko pewna ręka, ale też statystki postaci oraz broni, którą razimy przeciwników. Dlatego też należy pogodzić się z konwencją, w której wrogowie muszą przyjąć "na klatę" pokaźną ilość ołowiu, zanim dołączą do wcześniejszych ofiar epidemii.

Podobieństw z "Destiny" jest więcej. Jednym z nich jest spora liczba przedmiotów, które będziemy gromadzić. Poczynając od elementów potrzebnych do konstruowania broni, przez najróżniejsze elementy ubioru, amunicję, granaty, kamizelki kuloodporne, po różnej wielkości plecaki pozwalające na noszenie jeszcze większej ilości "lootu". Spora część "znajdziek" będzie miała jakiś wpływ na potencjał naszego bohatera.

 

Po zrujnowanym Nowym Jorku można się było też poruszać w kilkuosobowym zespole. Frajda ze zwiedzania miasta i wykonywania udostępnionych zadań jest wtedy jeszcze większa. No i szanse w tzw. Dark Zone, czyli strefie PvP znacznie wzrastają. Dark Zone to obszary w mieście, gdzie wirus zaatakował z największą siłą. Są one kompletnie odcięte od reszty metropolii i żadne służby porządkowe się tam nie zapuszczają. A warto je odwiedzać choćby z tego powodu, że właśnie tam znajdziemy najwięcej wartościowych przedmiotów.

Beta "The Division" dała wielu graczom przedsmak tego, czego będzie można spodziewać się już w marcu. Wśród komentarzy w mediach społecznościowych przeważają pozytywne opinie. I wcale mnie to nie dziwi. Sam byłem nastawiony sceptycznie, pomimo tego że jestem miłośnikiem prozy Toma Clancy’ego. Krótki udział w becie przekonał mnie, że warto czekać do premiery i sprawdzić, co dobrego zgotowali dla nas twórcy. Wiem jednak, i beta pokazała to dobitnie, że w pierwszych dniach po premierze gry będą spore problemy z podłączeniem się do serwerów gry. To właśnie była jedna z największych bolączek ostatniego okresu testowego.
Udostępnij: