PRZED PREMIERĄ: "Thief"

autor: /
https://www.filmweb.pl/news/PRZED+PREMIER%C4%84%3A+%22Thief%22-102145
Powroty bywają bolesne. "Thief", jedna z najbardziej uznanych serii gier komputerowych, to produkcja dla wielu obciążona kowadłem nostalgii. Mieliśmy okazję pozwiedzać przez kilka godzin odświeżone i wygładzone nową generacją konsol Miasto. Nasze obawy o jakość gry okazały się bezpodstawne.


Seria "Thief" to prawdziwy klejnot w historii gier komputerowych. Dwie odsłony wyszły spod klawiatur studia Looking Glass, trzecia – po zmianie twórców – stworzona została przez Ion Storm, ludzi, którzy stali m.in. za "Deus Ex: Invisible War". Jest to w pewnym sensie znaczące, gdyż "Deadly Shadows" nie było już tak gęstym i mrocznym projektem jak poprzedniczki. W 2004 roku "Thief" stał się trylogią. Wydawało się, że to już ostatnie zdanie w temacie skradanki ze steampunkowym szlifem.

Kilka lat temu świat gier obiegła jednak wieść o tajemniczym projekcie Square Enix. Szybko okazało się, że studio Eidos Montreal, znane z "Deus Ex: Human Revolution", tworzy czwartą część "Thiefa". Gdy tylko ujawniono pierwsze materiały, zagorzali fani serii rozpalili stosy. Gra miała oferować system zdobywania doświadczenia, Garrettem sterowaliśmy z punktu widzenia trzeciej osoby, słowem: wiele rzeczy nie pasowało wielbicielom dawnych złodziejskich zabaw. Twórcy, co nie jest zbyt popularne w branży, postanowili posłuchać fanów. W efekcie nowy "Thief" to produkcja cokolwiek inna od tej, o której słyszeliśmy kilka lat temu.


"Thief", co warto powiedzieć na wstępie, nie posiada numerka, gdyż nie jest kontynuacją starej trylogii. To reboot i przy okazji znacznie lepsze rozwiązanie niż wikłanie się w świat, w którym wszyscy już umarli. Dwie części "Thiefa" skupiały się na Technice i Naturze, reprezentowanych odpowiednio przez zakon Hammerites (a później sektę Mechanists) oraz, po drugiej stronie barykady, Pogan. Trzecia odsłona odchodziła nieco od tego konceptu na rzecz fabularnych twistów związanych z samymi Keeperami (Strażnikami).

Nowy "Thief" to Garrett w nieco innym entourage’u niż pamiętamy go ze starych odsłon. Stylistycznie gra romansuje z niedawnym "Dishonored". Jest tu i niekoniecznie sympatyczna straż miejska, i zaraza, która dziesiątkuje ludność miasta, i zły baron. Nie ma co wdawać się w fabularne niuanse, by nie psuć zabawy graczom. Ukłonów w stronę oryginału jest sporo. W grze pojawiają się znane fanom klasyki glify, tajemnicze ruiny pod Miastem... Do tego dochodzi nasz kumpel Basso (w pierwszej części musieliśmy go wydostać z więzienia Cragscleft) oraz jego ptaszysko Geneviere (w oryginale była narzeczoną Basso...). Takich subtelnych mrugnięć jest całkiem sporo. Nie widać na razie zbyt wiele sporu o magię i technikę, czyli czegoś, co było rdzeniem starych odsłon "Thiefa". Kto wie, być może w pełnej grze powróci w wielkiej krasie i porządek, i nowa era, i sam Trickster. Tego nie wiemy.


Czas na to, co jest bardzo ważnym elementem skradanki, czyli – niespodzianka – mechanika. Jak na razie "Thief" sprawuje się naprawdę nieźle. Niżej podpisany jest niewolnikiem sentymentu i bardzo sobie waży pierwszą i drugą część serii. Po tylu latach oczekiwania często rozbijają się o rzeczywistość. W tym przypadku "Thief" ze starcia z nostalgią wychodzi obronną ręką. Gra się bardzo płynnie, aż dziw bierze, z jakim pietyzmem twórcy podeszli do ruchów naszego złodzieja. Garrett przywdziewa zupełnie nowe szaty. Było nie było, stare "Thiefy" działały dokładnie tak samo jak zwykłe shootery, tyle że... bez walki. Tutaj dostajemy oczywiście klasyczną skradankę, ale z mocnym szlifem à la "Mirror's Edge". Miasto jest terenem półotwartym, podzielonym na całkiem spore lokacje, podobnie jak w "Deadly Shadows". Możemy przemieszczać się ulicami, ale znacznie wygodniejszym sposobem jest szalony parkour po dachach. Za pomocą L2 galopujemy w takt klekocących dachówek i wrzasku kruków. Od czasu do czasu skok, potem wślizg i tak pokonujemy całkiem spory kawałek terenu. Sprint przydaje się i podczas misji, gdy nieopatrznie wpadniemy w oko jakiemuś strażnikowi.

Jeśli jesteśmy przy wrogach, trzeba to powiedzieć wprost: nie jest łatwo. O ile w pierwszej misji jeszcze możemy próbować wziąć na klatę trzech przeciwników, o tyle już w rozdziale trzecim metoda ataku frontalnego z góry skazana jest na porażkę, i to już na średnim poziomie trudności. To, jak uciążliwa będzie gra, możemy dość dowolnie zmieniać. Bardzo miłym ukłonem w stronę klasyki jest cała lista funkcji w grze, które możemy wyłączyć. Zwiększamy wtedy mnożnik misji, ale i przypominamy sobie, jak to było kilkanaście lat temu... Można pozbawić się całego HUD-a, zmniejszyć wartość skradzionych przedmiotów, ba – wyłączyć całkowicie opcję Focus. 


Focus to z kolei rzecz typowa dla nowoczesnych graczy. Gdy wciśniemy trójkąt, podświetlają się wszystkie elementy, z którymi możemy wchodzić w interakcję. Przedmioty do zwędzenia, dźwignie, drzwi, wrogowie... Do tego, gdy sypniemy groszem niejakiej Queen of Beggars, możemy wykupić "Focus Points". Dzięki nim ulepszymy swoje zdolności. I tego wszystkiego można się pozbawić na własne życzenie. To miłe.

Gdy tylko spojrzymy na graty, jakie zabiera ze sobą Garrett, od razu zakręci się nam w oku łza nostalgii. Strzały wodne, zapalające, specjalne linki... Inwentarz nie uległ dramatycznym zmianom. Lata lecą, nowe generacje konsol, ale łuk i kołczan pozostają te same... Do ciekawostek można zaliczyć różne urządzenia, dzięki którym rozbroimy pułapki czy odkręcimy kraty przewodów wentylacyjnych. Klucz do krat ma zresztą inne zastosowanie. Garrett niczym wytrawny student o ułańskiej fantazji może bowiem odkręcać... tabliczki z nazwami konkretnych lokacji Miasta. Tak, jest taka znajdźka. Brakuje do kompletu win patykiem pisanych i napisu "Roboty drogowe" na regale w wieży zegarowej...


Wizualnie gra spełnia swoje zadanie. To miłe, że Eidos Montreal, mimo lekkiej zmiany stylistyki utrzymało mroczny klimat starych odsłon "Thief". Jest dość ponuro, w zimnych i szarych tonacjach, ba!, cut-scenki wyraźnie nawiązują do starych animacji. Ale grafika pełni w tej grze także konkretną funkcję. Światło i mrok to przecież rzeczy niezwykle istotne w skradance. Jak na razie nie stwierdziliśmy szczególnych problemów. Podobnie jest z równie ważnym udźwiękowieniem. Gdy Garrett następuje na rozbite szkło, momentalnie przechodzą nam ciarki po plecach...

Po czterech godzinach gry w nowego "Thiefa", jeszcze przecież nie ukończonego, widać, że Eidos Montreal słucha społeczności i nie próbuje udziwniać gry na siłę. Fani starych odsłon mogą spać spokojnie. Nie wiadomo, jak pociągnięta zostanie zarysowana w preview fabuła, ale samo okradanie biednych i bogatych oraz okazjonalne machnięcia kichą przez łeb przywołują naprawdę miłe wspomnienia sprzed szesnastu lat. Datę 28 lutego warto zaznaczyć w kalendarzu. Będzie się działo.