PRZED PREMIERĄ: Beta "Destiny"

Filmweb, Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/news/PRZED+PREMIER%C4%84%3A+Beta+%22Destiny%22-106353
W dniu, w którym udostępniona została beta "Destiny", padła sieć PlayStation Network. Przerwa nie trwała zbyt długo, ale mogła dać pojęcie, jaką popularnością cieszy się produkcja Bungie na dwa miesiące przed premierą.

"Destiny", by uciec w porównania, najbliżej do miksu "Borderlands" i "Halo". Na początku gry wybieramy jedną z trzech ras (różnice są czysto estetyczne), a następnie decydujemy, czy będziemy grać Titanem, Hunterem czy Warlockiem. Wprawieni w bojach erpegowcy widzą na pierwszy rzut oka, że to odpowiedniki wojownika, łotra i maga, tyle że skrojone na potrzeby postapokaliptycznego świata "Destiny".



W becie możemy rozegrać prolog oraz kilka misji fabularnych. Te dzieją się na zdewastowanej i opustoszałej ziemi, konkretnie zaś – w okolicach pewnego rosyjskiego kosmodromu. Poza misjami fabularnymi czeka nas jeden rajd na bossa oraz tryb multiplayer. W zasadzie można powiedzieć, że obecna wersja "Destiny" to nie żadna beta, która służy testom, a po prostu rozbudowane demo. Twórcy ostrzegają, że gra może być niestabilna, wyrzucać nas na "pulpit" PS4, ale przez ładne kilkanaście godzin gry nie napotkałem na żaden błąd... Może tylko poza chwilowym znikaniem modeli postaci kolegi z trybu kooperacji.

Właśnie –  każda misja może być rozegrana z kumplami, z którymi umawiamy się wcześniej na grę. Ale jeśli jesteście samotnikami, nic nie szkodzi. Nawet gdy gra się samemu, "Destiny" na zasadzie "drop in, drop out" dorzuca nam innych graczy, którzy akurat znaleźli się w pobliżu. Nie jesteśmy z nimi związani węzłem małżeńskim pod postacią drużyny – każdy może robić swoje, choć nic nie zacieśnia więzi społecznościowych jak wskrzeszenie jakiegoś nieporadnego gracza.

Same misje jak na razie sprowadzają się do "idź do punktu A, włącz Petera Dinklage'a, zabij wszystkich". Nic wielkiego. Prawdziwe mięso nie kryje się bowiem w celach misji, a w tym, co dzieje się pomiędzy, czyli strzelaniu do wrogów. Bungie, które stoi za "Halo", nie bierze jeńców. Choć gra ma kilka szlifów w stylu "Borderlands", nie ma co się oszukiwać – strzelanie w "Destiny" zrealizowane jest o wiele lepiej. Niby mamy strefy uderzenia, ale sprowadza się to raczej do sprawnego pakowania strzałów w głowę. Strefa "headshot" jest zresztą dość spora, więc nawet co mniej sprawni manualnie gracze powinni dać sobie radę.



W czym "Destiny" przypomina "Borderlands"? W tym, że spora część ustawiania naszego bohatera, to podlanie strzelanki sosem w stylu hack&slash. Nasza postać może być wyposażona w broń główną, dodatkową oraz ciężką. O ile ta pierwsza to podstawa walki i amunicję do niej znajdziemy bez problemu, o tyle dwie pozostałe lepiej zachowywać na specjalne okazje. Dlaczego? Po pierwsze – mają mały limit amunicji, po drugie – magazynki zielone i fioletowe (odpowiednio dla broni dodatkowej i ciężkiej) nie pojawiają się zbyt często. Arsenał jest dość pokaźny. Znajdziemy tu i karabiny maszynowe, i pulsacyjne, ale też potężne rewolwery czy strzelby. Do tego snajperki, lekkie karabiny maszynowe i wyrzutnie rakiet. Każda broń posiada współczynnik zadawanych obrażeń oraz ich typ (np. kinetyczne, "void").

Naszą postać odziejemy także w stosowne ubranko. Hełm, zbroja, nagolenniki i emblematy – wszystkie elementy wyposażenia posiadają swój współczynnik obrony oraz ewentualny bonus do statystyk postaci. Niektóre przyspieszą czas regeneracji granatów (rzut granatem to umiejętność), inne z kolei pomogą w odnowieniu statusu Super Charged. Co najbardziej cieszy, to rzadkość przedmiotów. W grach, w których pojawia się szlif a la hack&slash najczęściej mamy do czynienia ze stertą złomu wypadającą z wrogów. Tu odnalezienie tzw. encrypted engram (przedmiotu do identyfikacji) czy zwykłej broni to święto. I to znacznie lepszy pomysł, bo każdy nowy przedmiot –  nawet jeśli nie spełnia naszych wymagań – to wydarzenie.



Mało tego, nie dość, że bronie różnią się od siebie statystykami i typem obrażeń, im rzadszy przedmiot, tym większa szansa na to, że będzie miał jakąś swoją zdolność – zmniejszenie odrzutu, szybsze przeładowanie czy większy promień eksplozji. Zdolności te odblokowujemy wraz z korzystaniem z broni. Ale i nasza postać posiada masę przydatnych w walce umiejętności. Na pierwszym miejscu (i najwcześniej...) mamy rzut granatem. Każda klasa ma inne granaty. W przypadku Warlocka jest to przygwożdżenie kilku przeciwników i zadawanie im obrażeń przez pewien czas. Titan z kolei oślepia wrogów, dzięki czemu może ich szybko rozpruć seriami z karabinu. Zdolności podstawowych mamy kilka, natomiast każda z nich prędzej czy później może zostać ulepszona wraz z naszymi postępami w grze. Beta ma limit ósmego poziomu doświadczenia, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by cyzelować swoje umiejętności.

Najważniejszy dla wielu graczy będzie jednak multiplayer. W końcu ile razy można przechodzić te same misje fabularne? Na razie w tzw. Crucible dostępna była mapa na Księżycu, a teraz pojawiła się także mapka na Merkurym. Obie rozgrywamy w trybie dominacji, czyli przejmowania i utrzymywania punktów na mapie.



Mapa księżycowa to teren bardziej otwarty, w którym możemy korzystać z różnorakich pojazdów i wieżyczek. Warto zainteresować się pojazdami od razu, ponieważ zaraz po starcie meczu gracze pędzą do nich tak, jakby właśnie do sklepu rzucili świeże mięso... Lepiej zresztą zasiąść za sterami Interceptora, czyli szybkiego pojazdu przechwytującego. Po kilku meczach widać było, że futurystyczny odpowiednik czołgu jest co prawda mocny, ale sprawny gracz raz-dwa zrobi z niego stertę złomu. Merkury z kolei to teren przeznaczony zdecydowanie do spotkań bliskiego stopnia, zwłaszcza z udziałem strzelby. Więcej tu ciasnych przejść, zaułków wręcz stworzonych do zasadzek i szybkiej eliminacji przeciwników. Obie mapy nie są zbyt duże, więc po zebraniu drużyn (6 na 6) trup ściele się gęsto.

Ponadto "Destiny" wygląda wprost fantastycznie. Nie chodzi nawet o poziom strony wizualnej, ale o wysmakowanie. Zdewastowany kosmodrom, pyszniące się zielenią i złotem tereny na Merkurym czy nawet szara powierzchnia Księżyca mają w sobie to coś. Artyści pracujący nad mapami to specjaliści najwyższej próby. Fenomenalnie wygląda nawet widoczek z Wieży, czyli kwatery głównej naszych bohaterów. Najlepszym dowodem niech będzie to, że serwisy społecznościowe zalane zostały seriami "selfie" z majestatycznym Travelerem w tle.

Premiera "Destiny" przewidziana jest na 9 września. Ale już teraz wyraźnie widać, że gra jest ukończona, a domniemana beta to po prostu mocno rozbudowane demo, które ma narobić smaka osobom jeszcze nie zdecydowanym na zakup gry.
Udostępnij: