PRZED PREMIERĄ: Graliśmy w "Assassin's Creed IV: Black Flag"

autor: /
https://www.filmweb.pl/news/PRZED+PREMIER%C4%84%3A+Grali%C5%9Bmy+w+%22Assassin%27s+Creed+IV%3A+Black+Flag%22-99366
Pod koniec września Ubisoft zorganizował w Genui pokaz "Assassin’s Creed IV: Black Flag", na którym zaproszeni dziennikarze dostali możliwość spędzenia kilku godzin z grą uruchomioną na PlayStation 4. Żadnych długich prezentacji z PowerPointa czy patrzenia, jak grają inni – czysty "hands-on". Byliśmy tam i my, embargo na publikacje już minęło, tak więc możemy podzielić się z Wami naszymi wrażeniami.



Zanim jednak przejdziemy do samej gry, warto wspomnieć o kwestiach technicznych. "AC IV", jak już zostało wspomniane, ogrywaliśmy na devkitach PlayStation 4 podłączonych do 40-calowych telewizorów, od których siedzieliśmy w odległości około metra. Wszelkie opinie na temat oprawy wizualnej dotyczą więc grania w takich warunkach.

"Assassin’s Creed IV: Black Flag" jest prawdziwym powiewem świeżości w lekko skostniałej już serii. Największą zmianą w temacie rozgrywki jest oczywiście otwarty świat. Tak, "Assassin’s Creed" stało się sandboksem z krwi i kości, przez co w tym roku konkuruje już nie tylko z grami akcji czy skradankami, ale i z chociażby "GTA V". Po ukończeniu początkowego etapu i otrzymaniu własnego statku możemy robić co nam się żywnie podoba. Gdzieś tam na mapie pojawiają się markery kolejnych misji fabularnych, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, abyśmy wybrali się do położonego na drugim końcu archipelagu miasta, ograbili po drodze parę statków i pozbierali rozrzucone po świecie gry znajdki. 
 

Zajęć odciągających nas od głównego wątku jest co niemiara. Polowanie na dzikie zwierzęta, grabienie pływających po oceanie statków, misje poboczne, zdarzenia losowe czy bieganie za uciekającymi przed nami nutkami, po zebraniu których nasi piraci uczą się śpiewać nowe szanty. Na szczęście, w przeciwieństwie do wielu gier z otwartym światem, ten w "Black Flag" jest niesamowicie niebezpieczny nie tylko dla bezbronnych cywili, ale i dla nas. Podczas wyprawy naszą wierną "Kawką" możemy trafić na sztorm, który potrafi wyrządzić niemałe szkody. Wrogie statki wyznają zasadę "najpierw strzelaj, potem pytaj", więc jeśli trafimy do czerwonej strefy, to bardzo szybko pożegnamy się nie tylko ze swoją łajbą, ale i życiem. Podczas pływania po oceanie czy zwiedzenia niezbadanych jeszcze miast trzeba mieć oczy dookoła głowy.

Ogromne zmiany w stosunku do "trójki" zaszły również w samym modelu walki na wodzie. Aby ograbić jakiś statek, musimy do niego podpłynąć na bezpieczną odległość, przy użyciu armat zadać mu trochę obrażeń i – kiedy widzimy, że sytuacja na pokładzie przeciwnika jest nieciekawa – podpłynąć najbliżej jak tylko się da i rozpocząć abordaż (czyli wcisnąć kółko na padzie). Nasi piraci zarzucają liny, po których możemy przejść, wybić stawiających opór marynarzy i dopiero zająć się przejmowanie ich towaru. Tu również nie jest tak prosto, gdyż jeśli w okolicy pojawi się sojusznik plądrowanego przez nas statku, to może do nas podpłynąć i zaatakować nas z drugiej strony. Dwóch przeciwników jeszcze jesteśmy w stanie jakoś pokonać, ale przy trójce już raczej nie mamy szans.

Tryb fabularny gry ma nam zapewnić około 20 godzin zabawy, z czego 40% spędzimy na wodzie, a pozostałe 60% na lądzie. Model walki wręcz jak i samego biegania nie różni się wielce od tego, co pamiętamy z "Assassin’s Creed III". Całość stała się jedynie trochę bardziej brutalna. Piraci nie byli przyjemnymi typami, stąd też przygotujcie się na kombosy w stylu draśnięcie szablą -> kopniak między nogi -> powalenie przeciwnika na ziemię -> przyciśnięcie kolanem -> strzał prosto w twarz. To tylko przykład, jednak co na pewno zasługuje na pochwałę to płynność, z jaką Edward Kenway to wszystko robi.

Osobny akapit wypada poświęcić oprawie graficznej. Jak już zostało wspomniane na wstępie, tytuł ten ogrywaliśmy na PlayStation 4 i przeskok graficzny między nową a starą generacją konsol jest widoczny gołym okiem. Masa detali, pięknie wykonani bohaterowie, wszystko ostre jak żyleta i tysiące przeróżnych efektów. Twórcy sami przyznali, że nie mogli stworzyć na konsole nowej generacji innej gry niż na stare, więc cała para poszła w oprawę graficzną. Jeśli grając w "AC IV" na 40-calowym telewizorze z odległości metra tytuł ten prezentuje się godnie, to przy normalnych warunkach (nie oszukujmy się, nikt nie siedzi metr od telewizora) będzie to wszystko wyglądało jeszcze lepiej. Aby to lepiej zobrazować, powiedzmy, że graficznie "Black Flag" to takie trochę ładniejsze 'The Last of Us" z otwartym światem i dużo większą ilością efektów specjalnych.
 

Fani serii po "Assassin’s Creed IV: Black Flag" na pewno sięgną, ich nie trzeba w żaden sposób przekonywać. Znajdą tu wszystko, za co pokochali tę serię i poznają dalsze losy templariuszy, Animusa oraz "nowego Desmonda". Nowych graczy i osoby do tej pory patrzące niechętnie na gry o asasynach powinien przyciągnąć piracki klimat. Dziadek Connora to prawdziwy twardziel, pijak i kobieciarz. Takich bohaterów nie da się nie lubić. Premiera jeszcze w tym miesiącu na aktualnej generacji konsol, w listopadzie zaś na PC, PS4 i Xboksa One.

Podczas eventu mieliśmy możliwość przeprowadzenia wywiadu z Ashrafem Ismailem, jednym z projektantów nowego "Assassina". Wideo z naszej rozmowy możecie obejrzeć poniżej.

Udostępnij: