Pierre Niney, gwiazda "Obietnicy poranka", opowiada o filmie

Informacja nadesłana autor: /
https://www.filmweb.pl/news/Pierre+Niney%2C+gwiazda+%22Obietnicy+poranka%22%2C+opowiada+o+filmie-129049
Pierre Niney to jeden z najlepszych francuskich aktorów młodego pokolenia. Gwiazdor "Yvesa Saint Laurenta" i "Frantza" podtrzymuje dobrą passę za sprawą "Obietnicy poranka", w której brawurowo wcielił się w pisarza Romaina Gary'ego. W filmie partneruje mu Charlotte Gainsbourg, która na potrzeby roli nauczyła się mówić po polsku. W rozmowie z Piotrem Czerkawskim Niney przybliża sylwetkę tej niezwykłej postaci, opowiada o swoim podejściu do aktorstwa i zdradza, za co ceni polskie kino.

"Obietnica poranka" już od 20 lipca w kinach.



Piotr Czerkawski: Jaka była Twoja pierwsza reakcja po przeczytaniu scenariusza "Obietnicy poranka", w której wcielasz się postać pisarza Romaina Garyego?

Pierre Niney: Pokochałem ambiwalencję tej historii, która uwidacznia się zwłaszcza w relacji mojego bohatera z matką. Romain doskonale wie, że Nina jest w tym samym stopniu potworna, co wspaniała i potrafi nawiązać z nią bardzo silną więź. Przy okazji Gary od początku wydał mi się także niesamowicie złożoną postacią, poszukiwaczem przygód, człowiekiem, który traktuje wszystkie wydarzenia ze swojego życia jak potencjalny materiał literacki. Możliwość wcielenia się w kogoś takiego to sama przyjemność.

W Polsce zmarły w 1980 roku Gary wydaje się pisarzem trochę zapomnianym. We Francji jest dziś podobnie?

I tak, i nie. Kilka jego książek wciąż przerabia się w szkole, gdzie przekonuje się uczniów, że to jedna z największych, a być może wręcz największa postać francuskiej literatury. Na tym jednak właściwie koniec. Prawdziwą wiedzę o Garym zdobyłem dopiero podczas przygotowań do filmu. Zaskoczyło mnie wtedy, że – o czym właściwie się nie mówi – postać matki odcisnęła piętno nie tylko na "Obietnicy", lecz także na każdej innej książce Romaina.

Wygląda na to, że w krótkim czasie stałeś się ekspertem od biografii swojego bohatera.

Początkowo rzeczywiście można było odnieść takie wrażenie. Zabrałem się do pracy z wielkim zapałem, przegadałem wiele godzin z reżyserem Erikiem Barbierem, który jest znawcą postaci Garyego i utrzymuje kontakt z jego synem – Diegiem. Zdobywałem też informacje na własną rękę – przeczesywałem kolejne książki, listy i albumy w poszukiwaniu najdrobniejszych szczegółów. W pewnym momencie odkryłem jednak, że to nie ma sensu, bo Gary potrafił opisywać te same wydarzenia na różne, wykluczające się sposoby. Był więc kłamcą, niezwykle uroczym i utalentowanym kłamcą, który uwielbiał modyfikować rzeczywistość wedle podszeptów własnej wyobraźni. Odkrycie to było dla mnie wyzwalające, bo sprawiło, że zamiast niewolniczo trzymać się faktów, postanowiłem zawierzyć własnej intuicji.


Gary był rosyjskim Żydem i część swojego dzieciństwa spędził w Polsce, którą wspominał później z wielką sympatią. W Polsce toczy się również część akcji "Obietnicy", a ty sam wypowiadasz na ekranie kilka zdań w naszym języku. Domyślam się, że ich nauka była dla Ciebie sporym wyzwaniem.

Nawet jeśli tak było, podszedłem do tego zadania z wielkim entuzjazmem, bo od lat uwielbiam polskie kino. Zarówno klasyczne filmy Polańskiego, jak i te współczesne, zrealizowane przez Pawła Pawlikowskiego. "Ida" to według mnie prawdziwe arcydzieło. Abstrahując od tego, poznanie nawet podstaw polskiego było dla mnie ważne, bo Romain spędził przecież w Waszym kraju pierwsze lata życia, które mocno ukształtowały jego wrażliwość i myślenie o świecie. Język stał się kolejną płaszczyzną, na której mogłem się przybliżyć się do mojego bohatera i jeszcze lepiej go zrozumieć.

"Obietnica" to nie pierwszy film, w którym dobrze sprawdzasz się w stylizacji retro. Wcześniej zebrałeś sporo pochwał za rolę we "Frantzu" Francois Ozona. To czysty przypadek czy dowód na to, że dobrze czujesz się w kostiumie z poprzednich epok?


Jako widz lubię filmy historyczne, więc – choć nie jest tak, że szukam ich na siłę – cieszę się, gdy otrzymuję tego rodzaju propozycje. Zawsze mam jednak jeden warunek. Film "z epoki" interesuje mnie tylko o tyle, o ile, mimo osadzenia akcji w przeszłości, jest w stanie powiedzieć nam coś ciekawego o współczesności.

Gary wydaje się człowiekiem, który bardzo wcześnie zdecydował, że w przyszłości chce zostać pisarzem. Czy Ty sam równie szybko odkryłeś własne powołanie?

Co do Garyego, myślę, że nie tyle była to jego własna decyzja, tylko spełnienie woli matki, która przygotowała dla niego życiorys pisarza, herosa i zdobywcy kobiet. Jedną z największych zalet "Obietnicy" wydaje mi się zresztą to, że prowokuje widza do odpowiedzi na pytanie: "W jakim stopniu sam decyduję o swoim życiu, a w jakim wypełniam wolę matki, ojca albo otoczenia?". Osobiście czułem, że mam wolną rękę i mogę krok po kroku odkrywać, kim naprawdę jestem. Oczywiście, miałem też jednak swoich idoli i ludzi, których uważałem za wzorce do naśladowania. Kiedy chodziłem do szkoły, spotkałem na swojej drodze wielu inspirujących nauczycieli, a gdy zacząłem interesować się aktorstwem, za swoich mistrzów uznałem Gerarda Depardieu, Roberta De Niro i Leonarda DiCaprio.

Choć matka Garyego wywierała toksyczny wpływ na jego życie, jednocześnie na każdym kroku wspierała wysiłki swojego syna. W takim razie była dobrym czy złym rodzicem?

To kluczowe pytanie, które stanowi sedno naszego filmu. Osobiście uważam, że "Obietnica" stanowi hołd dla postaci Niny, która – mimo swej inwazyjności – stanowi dla Romaina nieocenione źródło inspiracji. Nie mam jednak, oczywiście, monopolu na rację i myślę, że każdy widz może wyrobić sobie własne zdanie w oparciu o osobiste doświadczenia i poglądy.


Czy Twoja mama widziała już "Obietnicę"?

Tak i muszę przyznać, że jej reakcja była urzekająca w swojej prostocie. Po seansie mama podeszła do mnie i powiedziała tylko: "Błagam, powiedz mi, że nie byłam aż taką wariatką!".

Gary nie ukrywał, że gdy pisał, czerpał garściami z własnego życia. Ty, gdy pracujesz, wolisz odwoływać się do swoich doświadczeń czy zaufać wyobraźni?


Myślę, że trudno bazować wyłącznie na jednym albo na drugim, więc staram się łączyć obie te strategie. Oczywiście, wszystko zależy też od natury konkretnego projektu. Niektóre z nich skłaniają bardziej do korzystania z doświadczeń, inne w większym stopniu stymulują wyobraźnię. Fakt, że te proporcje ulegają ciągłym zmianom bardzo mi się podoba, bo dzięki temu praca nad każdym filmem wygląda inaczej, a mnie nie grozi nuda i ugrzęźnięcie w schematach.

W jednym z wywiadów powiedziałeś, że najbardziej lubisz wcielać się w postacie ekstremalne. Czy zgodziłbyś się z Gustavem Flaubertem, według którego artyści przekraczający granice w swojej sztuce najczęściej pozostają spokojni i uporządkowani w codziennym życiu?

W tej kwestii nie ma jednej reguły. Spotkałem bardzo wielu twórców, których przypadek potwierdza tezę Flauberta, ale znam też drugie tyle artystów, którzy żyją na krawędzi, w sposób dziki i chaotyczny, a uzyskane w ten sposób emocje wykorzystują z dobrym skutkiem do tworzenia swojej sztuki.

Ty sam, choć nie skończyłeś jeszcze 30 lat, masz już na koncie Cezara i cieszysz się statusem jednego z najzdolniejszych europejskich aktorów. Czy stawiasz przed sobą kolejne cele, które chciałbyś osiągnąć w najbliższym czasie?


Staram się nie wybiegać w przyszłość zbyt daleko, ale jednocześnie nie chcę spoczywać na laurach i planuję ciągle się rozwijać. Dlatego już niebawem spróbuję sił w roli producenta. Napisałem również scenariusz i mam nadzieję, że jeszcze w przyszłym roku uda mi się wyreżyserować na jego podstawie swój pierwszy film.
Udostępnij: