Jak minął rok pandemii w box offisie?

Filmweb, Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/news/Rok+pandemii+w+box+offisie-141493
Jak minął rok pandemii w box offisie?
źródło: Getty Images
Marek Pilarski, założyciel bloga Boxoffice'owy Zawrót Głowy, przyjrzał się dla nas sytuacji kin w czasie koronawirusa. Kto poniósł największe straty, a kto otrząsnął się z kryzysu najszybciej? Czy kino ma szansę na powrót do formy sprzed pandemii? Co można wyczytać z boxoffice'owych statystyk? Wszystkiego dowiecie się z tekstu poniżej – bo jak pisze autor: "Wszystko, co wydarzyło się od początku pandemii, może mieć duży wpływ na to, jak box office będzie kształtował się w kolejnych miesiącach, a nawet latach". 

***


Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że z boxoffice'owego punktu widzenia ostatnie dwanaście miesięcy nie miały zbyt wiele do zaoferowania: całkowicie wstrzymana lub mocno ograniczona dystrybucja kinowa na świecie, szczątkowe wyniki dotyczące przychodów, przesunięcie premier wielu produkcji lub przerzucenie ich na platformy streamingowe oraz VOD, które – w przeciwieństwie do box office'u – nie dostarczają twardych danych na temat wyników sprzedaży czy oglądalności. Jednak wszystko, co wydarzyło się od początku pandemii, może mieć duży wpływ na to, jak box office będzie kształtował się w kolejnych miesiącach, a nawet latach, i pokazuje także, że powrót do stanu sprzed 2020 roku będzie wolniejszy, niż mogło się to początkowo wydawać.
 

Pierwsze filmowe ofiary koronawirusa



Gdy na początku ubiegłego roku epidemia koronawirusa zaczęła zataczać coraz szersze kręgi i dotykać obywateli kolejnych państw, kina - tak jak wiele innych miejsc, w których gromadzą się ludzie, zostały zamknięte. Dla większości z nas oznaczało to przede wszystkim brak możliwości zobaczenia filmu na dużym ekranie. Inni zaczęli borykać się z różnego rodzaju problemami związanymi z prowadzeniem działalności, część także straciła zapewne pracę i źródło dochodu.

Z box office'owego punktu widzenia na początku najbardziej poszkodowanymi filmami nie były te produkcje, które nie zdążyły jeszcze trafić na ekrany i których premiery zostały przełożone na później. Ofiarami koronawirusa stały się najpierw tytuły, które wystartowały tuż przed zamknięciem kin. W Ameryce była to chociażby animacja "Naprzód", która będąc wyświetlana przez kilkanaście dni, zdołała zarobić tylko $61,5 mln, co w tej chwili oznacza najgorszy wynik ze wszystkich pełnometrażowych filmów studia Pixar. Wraz z przychodami wygenerowanymi na rynku zewnętrznym na konto tej produkcji wpłynęło ostatecznie tylko $142 mln. Jeszcze mniej szczęścia miał "Bloodshot", który mógł być wyświetlany zaledwie przez tydzień. W tym czasie zarobił w amerykańskich kinach zaledwie $12,6 mln. Mało czasu na wykorzystanie swojego potencjału miał także thriller "Niewidzialny człowiek", który po bardzo dobrym otwarciu na przełomie lutego i marca ($28,2 mln) w ciągu pierwszych trzech tygodni zgromadził $64,9 mln. Przy tak dobrych recenzjach wynik końcowy po otwarciu na tym poziomie byłby zdecydowanie lepszy w normalnych warunkach.

"Bloodshot"
Bez ofiar nie obyło się także w Polsce. Rodzime kina zostały zamknięte kilka dni po polskiej premierze "Naprzód" oraz "Sali samobójców: Hejtera". Obie nowości zaliczyły obiecujące wyniki podczas weekendu otwarcia: odpowiednio – 99 tys. oraz 143 tys. widzów. Biorąc pod uwagę dobre recenzje, które zaczął zbierać film Jana Komasy, można było liczyć na niewielkie spadki i wynik końcowy w okolicach tego odnotowanego przez poprzednika (ponad 800 tys.), a może nawet powyżej pułapu miliona sprzedanych biletów. Z kolei nowość Pixara zgromadziłaby najprawdopodobniej co najmniej pół miliona widzów. Tymczasem w rozrachunku końcowym oba filmy obejrzało ok. 240 tys. Polaków, przy czym spora część wybrała się na seans już po ponownym otwarciu kin w czerwcu, a wtedy "Hejter" był od dawna dostępny na VOD. Animacja studia Pixar, mimo konkurencji ze strony innych filmów familijnych, okazała się atrakcyjną propozycją dla rodzin podczas wakacji, gromadząc w tym czasie mimo wielu obostrzeń ok. 115 tys. widzów.

W poszukiwaniu remedium



Jeszcze przed zamknięciem kin hollywoodzkie studia w reakcji na rozprzestrzeniającą się na całym świecie i nieobliczalną epidemię koronawirusa zaczęły przekładać na dalsze terminy w 2020 roku premiery swoich produkcji, które miały trafić na duży ekran na przestrzeni następnych tygodni i miesięcy. Jako pierwsi zareagowali producenci "Nie czas umierać", którego start w kinach przesunięto najpierw z początku kwietnia na listopad 2020 (w tej chwili premiera jest zaplanowana na październik 2021). Inne studia filmowe, jak chociażby Universal Pictures, jakby już wtedy zdając sobie sprawę, że koronawirus szybko nie odpuści, od razu przełożyły niektóre premiery na kolejny rok. W przypadku dziewiątej części serii "Szybcy i wściekli" był to przeskok z maja 2020 na kwiecień 2021 (obecnie premiera jest zaplanowana na koniec maja tego roku).

"Nie czas umierać"
Z perspektywy czasu można powiedzieć, że Hollywood było kompletnie nieprzygotowane na to, co miało się wydarzyć w wyniku pandemii w kolejnych tygodniach i miesiącach. Dopiero z czasem zauważalne zaczęły stawać się wcielane w życie przez największe studia filmowe strategie radzenia sobie z kryzysem, choć te były i często są nadal realizowane metodą prób i błędów. I tak Universal, poprzez rezygnację z premiery kinowej "Trolli 2" i jednoczesne rozzłoszczenie kiniarzy, zapoczątkował sposób dystrybucji polegający na udostępnianiu części swoich produkcji jako premium video on demand. Strategia studia uległa jednak modyfikacji i ostatecznie oparta jest na dzieleniu się przychodami z PVOD z największymi kinowymi sieciami (AMC, Cinemark) w zamian za skrócenie kinowego okna dystrybucji do 17 lub 31 dni (w zależności od tego, czy podczas premierowego weekendu przychody danego filmu przekroczą $50 mln czy nie).

Za największy do tej pory kinowy przebój "czasów zarazy" odpowiada Warner Bros., które opóźniło znacząco premiery wszystkich filmów poza jednym. "Tenet", który pierwotnie miał trafić na duże ekrany w lipcu 2020, wystartował z zaledwie miesięcznym opóźnieniem, wykorzystując chwilowy niż pandemiczny oraz uzyskując bardzo dobre wyniki w wielu krajach, a w szczególności w sparaliżowanej obecnie przez drugą falę pandemii Europie Zachodniej. Poza Ameryką na konto filmu Christophera Nolana wpłynęło $305 mln, co jest najlepszym wynikiem dla hollywoodzkiej produkcji osiągniętym nie tylko od rozpoczęcia pandemii, ale także w całym 2020 roku. Z kolei przychody wygenerowane w amerykańskich kinach ($57,9 mln) uznano za nieco rozczarowujące, choć w ostatnich dwunastu miesiącach żaden inny film nie był w stanie osiągnąć lepszego wyniku. W tej chwili zbliża się do niego animacja "Krudowie 2: Nowa era", która właśnie przekroczyła pułap $50 mln.

Era streamingu



Warner Bros. oraz Disney – który także przesuwał początkowo, nawet kilkukrotnie, premiery części swoich produkcji – zaczęły w międzyczasie na różne sposoby wykorzystywać potencjał własnych platform streamingowych. Te ze względu na specyfikę globalnego kryzysu stały się momentalnie ważnym źródłem dochodu stojących za nimi korporacji. Na Disney+ wylądował potencjalny boxoffice'owy niewypał "Artemis Fowl", w sierpniu – "Mulan", choć za dodatkową opłatą o równowartości 30 dolarów, a w Boże Narodzenie – jako gwiazdkowy prezent – "Co w duszy gra", za które Disney nie zażądał dodatkowej opłaty. Ostatnie dwa wymienione filmy pojawiły się także na ekranach kin w krajach, gdzie Disney+ póki co nie jest dostępny. "Mulan" zarobiła w sumie na tych rynkach zaledwie $69,1 mln, z czego rozczarowujące $40,7 mln pochodziło z Chin. Lepiej poradziła sobie animacja studia Pixar, która do tej pory wygenerowała przychody rzędu $121,8 mln. Prawie połowa tej kwoty ($57,1 mln) pochodzi z chińskich kin. W normalnych warunkach oba wyniki zostałyby uznane za boxoffice'owe porażki.

"Mulan"
Na początku grudnia Warner Bros. podało do wiadomości publicznej informacje na temat strategii dystrybucyjnej na bieżący rok. Decyzja o jednoczesnej premierze wszystkich tegorocznych premier w kinach oraz na HBO Max (choć tam tylko przez pierwszy miesiąc) wywołała konsternację w branży, jako że – jak się później okazało – nie była konsultowana wcześniej ani z właścicielami kin, ani z agencjami reprezentującymi twórców i aktorów, ani ze wspólnikami. Pierwotnie w dystrybucji hybrydowej miała pojawić się tylko "Wonder Woman 1984", która w ciągu pierwszych dwóch miesięcy wyświetlania zarobiła w Ameryce nieco ponad $40 mln, a poza nią – choć tylko tam, gdzie kina są obecnie czynne – dodatkowe $116 mln. W obecnych warunkach trudno liczyć na wyższe przychody.

Być może dlatego takie studia jak Sony, które nie ma własnej platformy streamingowej, oraz Paramount, które ze swoim Paramount+ (a wcześniej CBS All Access) stawia tak naprawdę dopiero pierwsze kroki w "wojnie streamerów", zdecydowały się albo przesuwać premiery swoich filmów do momentu, w którym sytuacja pozwoli na w miarę normalną dystrybucję kinową, albo sprzedać prawa dystrybucyjne. Sony "pozbyło się" w ten sposób "Misji Greyhound" z Tomem Hanksem (Apple TV+) oraz "An American Pickle" (HBO Max). Z kolei Paramount zbyło prawa dystrybucyjne takich filmów, jak "Proces siódemki z Chicago" (Netflix), "Coming 2 America" i "Without Remorse" (oba poszły do Amazon Prime Video). 

Nie ulega wątpliwości, że ostatni rok należał do platform streamingowych. Doskonale pokazuje to wzrost liczby ich subskrybentów. Netflix zaliczył w 2020 roku skok ze 167 mln do ponad 203 mln (w roku poprzednim wzrost był niemalże dwukrotnie niższy), z kolei Disney+ przyciągnął od swojej premiery w listopadzie 2019 roku aż 95 mln subskrybentów na kilkudziesięciu rynkach, gdzie jest obecnie dostępny.

Azja kontratakuje



Sytuacja związana z pandemią najszybciej zaczęła się stabilizować w tych rejonach świata, gdzie koronawirus pojawił się najwcześniej. W związku z tym właśnie na takich rynkach, jak Chiny, Korea Południowa czy Japonia masowy powrót widzów do kin był zauważalny najwcześniej, bo już latem. W Korei, gdzie kina w żadnym momencie nie były całkowicie zamknięte, pierwszym dużym przebojem "czasów zarazy" okazał się "#Alive", czyli thriller o epidemii tajemniczego wirusa. Na przełomie czerwca i lipca zgromadził on przed ekranami ponad 1,9 mln widzów i stał się szóstym największym przebojem roku. Jeszcze lepiej poradziły sobie kilka tygodni później "Półwysep", który jest kontynuacją "Zombie express", oraz "I zbaw nas ode złego". Ten pierwszy przyciągnął do kin 3,8 mln Koreańczyków (trzeci najlepszy wynik roku), natomiast ten drugi zgromadził ponad 4,35 mln widzów, co dało mu drugie miejsce w klasyfikacji końcoworocznej.

"I zbaw nas ode złego"
Tymczasem powrót Chińczyków do kin rozpoczął się pod koniec lipca. Początkowo kina miały do zaoferowania głównie starsze filmy. Jednym z nich była odrestaurowana wersja 3D pierwszej części przygód Harry'ego Pottera. "Kamień Filozoficzny" zgromadził wtedy dodatkowe $27,3 mln, co pozwoliło mu przekroczyć pułap miliarda dolarów w światowych kinach niemalże 20 lat po premierze. W sierpniu do kin trafił także historyczny dramat chińskiej produkcji "800", który po otwarciu na poziomie $82 mln zarobił ostatecznie $460 mln. Jest to rezultat, który pozwolił mu zająć pierwsze miejsce w globalnym box offisie 2020 roku. Jesienią świetnie spisały się jeszcze "My People, My Homeland" ($422,4 mln) oraz animacja "Jiang Ziya" ($240 mln). 

Prawdziwą furorę robią jednak dwie nowości, które trafiły na ekrany kilka tygodni temu, punktualnie na świąteczny okres wokół Chińskiego Nowego Roku, czyli najbardziej dochodowego okresu w chińskich kinach (w tym roku w ciągu dziesięciu dni sprzedano bilety na kwotę ponad $1,5 mld). "Detective Chinatown 3", którego premiera była pierwotnie zaplanowana na luty 2020 roku, zgromadziła podczas premierowego weekendu $400 mln, co oznacza nie tylko nowy rekord otwarcia w chińskim box offisie, ale także na jakimkolwiek rynku. Trzecia część popularnej serii komediowej pokonała tym samym "Avengers: Koniec gry", do którego należał dotychczasowy – ustanowiony w amerykańskich kinach – rekord trzydniowego otwarcia ($357,1 mln). Fenomenalnie radzi sobie także "Hi, Mom", który mimo znacznie słabszego otwarcia ($160 mln) już po dziesięciu dniach wyświetlania zdążył dogonić "Detective Chinatown 3". Po ostatnim weekendzie na koncie "Hi, Mom" znajduje się $745 mln i 106 mln widzów (trzeci najlepszy wynik w historii), z kolei ten drugi może pochwalić się przychodami na poziomie $667 mln i widownią rzędu 89 mln widzów (piąty najlepszy wynik wszech czasów).

Rekordy padały także w Japonii. Tam na szczycie box office'u przez piętnaście tygodni znajdował się "Demon Slayer: Mugen Train". Film anime zgromadził od premiery w październiku 26,9 mln widzów, ponad 2,5 mln widzów więcej niż dotychczas najpopularniejszy film w historii japońskich kin, "Spirited Away: W krainie bogów". Także pod względem przychodów został ustanowiony nowy rekord, który wynosi obecnie $353 mln. Wraz z "drobnymi" z kilku innych rynków na koncie tego filmu znajduje się $367 mln, co daje mu czwarte miejsce w klasyfikacji końcoworocznej globalnego box office'u.

Polaków powrót do kin



Wprawdzie w polskich kinach w ostatnim roku żadne rekordy frekwencji nie zostały ustanowione, ale mimo obostrzeń kilka produkcji osiągnęło całkiem przyzwoite wyniki. Od momentu otwarcia kin na początku czerwca do ich ponownego zamknięcia pięć miesięcy później największą widownię zgromadził film biograficzny o Tomku Komendzie "25 lat niewinności" (niemalże 712 tys. widzów). Następne w kolejności były "Pętla" Patryka Vegi (570 tys.) oraz trzy hollywoodzkie produkcje: "Scooby-Doo!" (445 tys.), "Tenet" (309 tys.) oraz "Mulan" (308 tys.).

Jednak klasyfikację całoroczną zdominowały filmy, które zdążyły trafić do kin przed pandemią. Chodzi przede wszystkim o rodzime produkcje. Numerem jeden było "365 dni", które przyciągnęło 1,64 mln widzów (a później stało się wykraczającym poza granice Polski przebojem na Netfliksie). Podium uzupełniają "Psy 3. W imię zasad" (1,185 mln) oraz "Jak zostałem gangsterem. Historia prawdziwa" (1,136 mln). W pierwszej dziesiątce roku znalazło się w sumie aż siedem polskich filmów: "Mayday" (977 tys. / miejsce czwarte), wspomniane wcześniej "25 lat niewinności" (miejsce piąte), "Pętla" (miejsce szóste) oraz "Zenek" (ponad 507 tys. / miejsce dziewiąte). Ogólnie w 2020 roku do kin wybrało się 17,1 mln widzów, co oznacza 72-procentowy spadek względem roku poprzedniego, kiedy to osiągnięto rekordową po 1989 roku frekwencję rzędu 60,9 mln widzów.

"Zenek"
W tej chwili polskie kina są znów częściowo czynne, choć ze względu na próbny charakter możliwości ich otwarcia oraz zakaz spożywania pokarmów i napojów podczas seansów wielkie sieci kinowe zdecydowały się póki co nie wznawiać działalności. Podczas pierwszego weekendu po ponownym otwarciu kina odwiedziło ok. 90 tys. widzów. Ponad połowa z nich wybrała seanse przedpremierowe m.in. takich filmów jak "Palm Springs" (27 tys.), "Na rauszu", "Zabij to i wyjedź z tego miasta" (5,5 tys.) czy "Sound of Metal". Oficjalne zestawienie weekendu nie uwzględnia jednak tych tytułów i w związku z tym nie oddaje tego, co podczas walentynkowego weekendu działo się tak naprawdę w polskich kinach. W tej chwili nie wiadomo dokładnie, co w najbliższym czasie czeka polski rynek kinowy. Rządzący zaczynają mówić o trzeciej fali zakażeń, co może doprowadzić do ponownego zamknięcia kin. Brak konkretnych planów uniemożliwia także długofalowe planowanie premier, a tych zaległych jest naprawdę dużo. Do tej pory polscy widzowie nie mieli możliwości zobaczyć takich produkcji jak "Co w duszy gra" czy "Wonder Woman 1984", która – jak podano kilka dni temu – w ogóle już nie trafi do kin w naszym kraju i będzie dostępna od 1 kwietnia na HBO GO.

Ciąg dalszy nastąpi...



To oczywiście nie koniec pandemicznego koszmaru w branży. W związku z tym, że dystrybucja szczepionek oraz związane z nią nabywanie odporności stadnej odbywa się wolniej, niż wcześniej zakładano, kolejne przesunięcia premier kinowych nie są wykluczone. Obecnie pierwszą w kolejności wysokobudżetową hollywoodzką produkcją, która ma trafić wyłącznie na duży ekran, jest "Czarna Wdowa". Do premiery zostały nieco ponad dwa miesiące, w których wiele może się zmienić. Promykiem nadziei na lepsze czasy jest podjęta niedawno decyzja o ponownym otwarciu nowojorskich kin, oczywiście w rygorze sanitarnym, które zostało zaplanowane na 5 marca. Już niebawem przekonamy się więc, czy największy obok (nadal zamkniętego) Los Angeles rynek w Ameryce będzie miał znaczący wpływ na poprawę stanu północnoamerykańskiego box office'u. Na ten dzień zaplanowana jest premiera animacji "Raya i ostatni smok", która tego samego dnia będzie dostępna także na Disney+, choć – podobnie jak "Mulan" – za dodatkową opłatą. Tymczasem podczas minionego weekendu bardzo dobrze jak na obecne warunki spisał się "Tom and Jerry". Familijny film zarobił $13,7 mln, notując drugie najlepsze otwarcie od początku pandemii.

"Tom and Jerry"
Jedna jaskółka wiosny nie czynni i dystrybucja kinowa najprawdopodobniej jeszcze przez jakiś czas będzie tkwić w pewnym błędnym kole, które można było zaobserwować w ostatnich dwunastu miesiącach. Kina liczą na powrót widzów oraz atrakcyjnych produkcji ze studiów filmowych i od dystrybutorów, choć nie mają pewności, że ci pierwsi – z różnych względów – będą chętni masowo wrócić przed ekrany, a ci drudzy będą chcieli podjąć ryzyko i udostępnić kosztujące niekiedy dziesiątki milionów dolarów produkcje. Widzowie z kolei mogą mieć opory przed pójściem do kin ze względu na własne zdrowie, brak komfortu oglądania filmów lub przekonanie, że w tej chwili repertuar nie jest wystarczająco atrakcyjny. Natomiast studiom i dystrybutorom nadal brakuje jednoznacznych i konkretnych przesłanek, które wskazywałyby na poprawę sytuacji i to, że kina będą znów miały możliwość funkcjonować tak jak przed pandemią. A także – że widzowie będą chętni wrócić do nich i generować przychody poprzez zakup biletów. A ta sieć zależności jest jeszcze bardziej złożona i dotyczy również innych podmiotów.

Mimo wszystko wydaje się, że w tym roku branża – a tym samym box office – będzie zaczynała powoli wracać do stanu sprzed pandemii. Po fatalnym roku, kiedy to całoroczne przychody w Ameryce spadły do poziomu $2,27 mld (-80% względem roku poprzedniego), a na świecie do $12,4 mld (-71% względem 2019), kolejne miesiące powinny przynieść poprawę. Optymizmem napawają ostatnie doniesienia o rekordach ustanawianych w Chinach. Pokazują one, że ludzie są nadal spragnieni rozrywki, jaką oferuje oglądanie filmów na dużym ekranie, mimo znacznego wzrostu znaczenia streamingu, który wydaje się jednak przede wszystkim konkurencją dla telewizji i branży home video. Atrakcyjnych premier kinowych na pewno nie zabraknie. Kino postpandemicznej rzeczywistości będzie zapewne nieco inne niż to sprzed ubiegłego roku – być może na stałe zostanie skrócone okno dystrybucyjne, zmniejszy się liczba (typów) filmów, które trafiają na duży ekran albo zmienią się zasady podziału przychodów ze sprzedaży biletów między studiami/dystrybutorami a kinami. Jedno jest jednak pewne: kino, a tym samym box office, nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa.

Dane frekwencyjne zawarte w pierwszym i drugim akapicie sekcji "Polaków powrót do kin" pochodzą ze strony Stowarzyszenia Filmowców Polskich.
Udostępnij: