Tofifest 2018: Zapraszamy dziś na pokaz w toruńskim Planetarium

W najbliższy piątek wyjątkowe wydarzenie 16. MFF Tofifest – razem z DJ-em Funktionem na chwilę oderwiemy się od Ziemi. Wszystko za sprawą pokazu "Makrokosmos" w toruńskim Planetarium z przygotowaną specjalnie na potrzeby festiwalu muzyką, który odbędzie się już dziś o 19. Z tej okazji o kinie, nauce i rozmiarach wszechświata rozmawiamy z Jerzym Rafalskim – astronomem z toruńskiego planetarium i popularyzatorem nauki.

tofifest_2018_A5-page-001.jpg


Angelika Jasiulewicz: Co ma wspólnego film z kosmosem?

Jerzy Rafalski: Kino przybliża ludziom świat. Podobną rolę pełnią planetaria, które pokazują to, co dla nas niedostępne. Ich podstawowym zadaniem jest zachwycić, a dopiero później uwolnić umysł. Chodzi o to, by znaleźć coś, co sprowokuje myśli. Filmy bardzo wpływają na ludzi. Na mnie też.

Na przykład jakie?

Gdy byłem przedszkolakiem, tata pokazał mi Wielki Wóz. Wtedy kosmos mnie zafascynował. Przedszkolaki chodzą dość wcześnie spać, więc podziwianie rozgwieżdżonego nieba w nocy było prawdziwą przygodą. Jakiś czas później zobaczyłem serial "Kosmos 1999" z Martinem Landauem w roli komandora Koeniga, który bardzo na mnie wpłynął, pamiętam go do dziś. Później – film "Kontakt" Zemeckisa na podstawie prac wielkiego popularyzatora nauki, Carla Sagana, a także "Bliskie spotkania trzeciego stopnia" Spielberga. Jest wiele wizji kosmosu i każdy reżyser ma swoją. A to Kubrick, a to Scott i jego "Marsjanin".

No właśnie, Kubrick. W tym roku przypada 50. rocznica powstania jego wyjątkowej produkcji "Odyseja kosmiczna". Wokół tej wizji osnuliśmy temat przewodni tegorocznego Tofifestu. Stąd pomysł na pokaz "Makrokosmosu" w ramach festiwalu?


Pomysł wyszedł od dyrektorki festiwalu, Kafki Jaworskiej. To ona przyszła do nas i spytała, czy nie chcielibyśmy zorganizować takiego specjalnego pokazu. Tak się składa, że rocznica "Odysei..." zbiega się z inną ważną rocznicą. W tym roku mija 50 lat od najdalszej podróży człowieka w kosmos. To dobry moment, by zadać sobie pytanie, gdzie są granice przestrzeni. "Makrokosmos" jest podróżą do jej granic. Muzykę do tego widowiska zgodził się napisać toruński artysta, DJ Funktion. Pojawią się tematy z filmów poruszających "kosmiczną" tematykę: "Interstellar" Nolana, "Gwiezdnych Wojen" Lucasa, no i oczywiście materiały muzyczne z "Odysei...".

Co jeszcze czeka na tych, którzy odwiedzą w piątek planetarium?

Najpierw polecimy na Księżyc. To jakieś pół godziny świetlnej. Później odwiedzimy planetę Jowisz – mniej więcej godzina drogi świetlnej. Wyruszymy aż na krańce Wszechświata, czyli jakieś czternaście miliardów lat świetlnych stąd. Polecimy do granic naszej wyobraźni, ale nie Kosmosu, bo pamiętajmy, że koniec ludzkiej poznawalności to wcale nie jest koniec Wszechświata. W kinie jest więcej człowieka, w planetarium – przestrzeni. Ten pokaz to połączenie sztuki i nauki. Często zapominamy, że ona, nauka, jest również bardzo czuła. I należy ją odbierać sercem, tak jak dzieci tłumaczą nam świat.

Połączenie sztuki i nauki, nowoczesności i tradycji, to chyba już wizytówka Torunia?

Dokładnie. W Toruniu mamy olbrzymi potencjał do rozwoju nauki. Nasze Centrum Astronomii to największy ośrodek astronomii obserwacyjnej w Polsce i jeden z większych w Europie. A naszym – astronomów – zadaniem jest tę naukę popularyzować.

To wola, rodzaj pasji, czy raczej obowiązek?

Myślę, że i jedno, i drugie. Jeżeli latamy na księżyc, prowadzimy badania, korzystając przy tym z publicznych pieniędzy, musimy popularyzować kosmos. On jest bardzo egzotyczny. Nie wiemy, jak wyglądają tamtejsze światy, ale to działa na wyobraźnię. W kosmosie jest więcej gwiazd niż ziarenek piasku na wszystkich plażach świata. Wyobrażamy sobie duże liczby – ale ich rozmiar jest tylko pozorny. Wszechświat zaczyna się poza naszą wyobraźnią.

Podróżowanie jest obecnie bardzo trendy. Eksploracja innych kontynentów to przyjemność, wyzwanie, a czasem fanaberia. Potrzebujemy więcej wrażeń, a więc pociąga nas przekraczanie granic. Co z eksploracją kosmosu?

Jeśli chcemy, by ludzka cywilizacja przetrwała, jesteśmy na niego skazani. Nie nazwałbym tego fanaberią, tym bardziej, że człowiek nie do końca nadaje się do zwiedzania kosmosu. Na pewno będziemy eksplorować obce światy. Być może damy radę żyć na innych planetach, ale będzie to dotyczyć odległych pokoleń. Wszechświat nas fascynuje – badamy go, często ryzykując własne życie. Już teraz wysyłamy sondy na Księżyc, słuchamy marsjańskiego wiatru... Być może kiedyś będziemy chcieli przekonać się, jak tam jest.

Nasz festiwal – podobnie jak inne festiwale filmowe – pokazuje, że ludzie wciąż chcą chodzić do kina. Kochają je i chcą o nim rozmawiać. Czy tak samo chodzą do planetariów i chcą rozmawiać o kosmosie?

Tak! Odwiedzają nas nie tylko wycieczki szkolne, ale także osoby prywatne. Często przychodzą dziadkowie z wnukami, żeby objaśniać im świat. Turyści. Pary. Ludzie w średnim wieku. W kinie jest więcej człowieka, w planetarium – przestrzeni. Film wyświetlany jest na prostokątnym ekranie, planetarium to z kolei kopuła, przestrzeń, która nas otacza. Jest wiele różnic pomiędzy tymi miejscami, ale też wiele je łączy. Bardzo się cieszę, że w piątek symbolicznie połączymy te dwa światy.

Jak zachęci Pan do przyjścia na pokaz torunian, naszych widzów, ale też uczestników Tofifestu?

Warto przyjść, by poczuć kosmos i zadać sobie pytanie, gdzie są jego granice. Piątkowy seans to opowieść nie lektorem i nie tłumaczem, ale obrazem i dźwiękiem. Splot muzyki, filmu i naukowości jest nieprzypadkowy. Bycie badaczem wymaga wielkiej wrażliwości, a odbiór tego, co we Wszechświecie – przejścia pewnej ewolucji. W przyszłości to dzieci będą tłumaczyć nam świat. Warto już teraz uczyć się ich wrażliwości.

Rozmawiała: Angelika Jasiulewicz

zobacz też: