Recenzja filmu

Dziewczyna z lilią (2013)
Michel Gondry
Romain Duris
Audrey Tautou

Życie to nie bajka

Od scenograficznych detali i animowanych przedmiotów można dostać oczopląsu: Omar Sy próbuje złapać pstrąga chowającego się w kranie, jego pomocnik wyskakuje z lodówki i z piekarnika, a ...
Tych, którzy uważają, że twórczości artysty nie powinno się interpretować w kluczu biograficznym, uczulam już na wstępie: film Michela Gondry'ego nie istnieje bez swojego literackiego pierwowzoru, noweli "Piana złudzeń". Ponadto, jest nierozerwalnie związany z życiorysem jej autora, Borisa Viana.



Vian słynął nie tylko z surrealistycznych opowieści, ale i trybu życia wiecznego chłopca. Wino, tańce, dobre jedzenie i brak zawodowych zobowiązań to credo jego książkowego bohatera, Colina. Zarówno w oryginale, jak i ekranizacji francuskiego reżysera, żyje on w odrealnionym, bajkowym (czytaj: "francuskim") świecie, a jedyne, czego brakuje mu do pełni szczęścia, to miłość. Kiedy na przyjęciu u przyjaciółki swojego kucharza poznaje Chloé (Audrey Tautou), wydaje się, że już lepiej być nie może. I właśnie wtedy, na mocy starego dramaturgicznego prawa, na zakochaną parę spada wielkie nieszczęście w postaci choroby Chloé. W płucu dziewczyny zaczyna się rozwijać lilia (Vian zmagał się z chorobą serca niemal przez całe życie). Bańka mydlana pęka, Colin (Romain Duris) zrywa ze wszystkimi zabawami i próbuje zdobyć pieniądze na leczenie ukochanej. Świat bohaterów zaczyna blednąć, a dom obrasta pajęczyną.

Początkowo, bohaterowie "Dziewczyny z lilią" uśmiechają się szeroko, jedzą wykwintne dania, popijają kolorowe drinki, korzystają z używek i na niczym nie oszczędzają. Od scenograficznych detali i animowanych przedmiotów można dostać oczopląsu: Omar Sy próbuje złapać pstrąga chowającego się w kranie, jego pomocnik wyskakuje z lodówki i z piekarnika, a miniaturowy myszoczłowiek biega podekscytowany po mieszkaniu. Dzwonek do drzwi przypomina żywego karalucha, dom wygląda jak pociągowy wagon – wszystko jest z innego świata i wpisuje się doskonale w poetykę filmów francuskiego reżysera. Zabawne to i urocze, jak we francuskich filmach bywa. I choć wraz z postępującą chorobą Chloé takich zabiegów jest coraz mniej, surrealizm a'la Gondry nie traci na intensywności.



Z czasem bohaterowie smutnieją, pokornieją, a film – mimo nieustępującej lekkości – nabiera poważniejszego tonu (kontrast między początkiem a finałem jest uderzający). Z tego powodu "Dziewczynę z lilią" można odczytać nie tylko jako opowieść o miłości, ale też o konieczności pożegnania się z beztroskim chłopięctwem i skutkach konfrontacji z okrutną rzeczywistością. Mimo początkowej ekstatyczności i bajkowości w filmie nie brakuje ani gorzkiego, nostalgicznego klimatu, ani psychologicznej prawdy. Wątek przyjaciela Colina – Chicka (Gad Elmaleh), który pogrąża się w uzależnieniu od twórczości pewnego francuskiego pisarza (pomysły na odurzanie się jego powieściami bywają wyjątkowo... zabawne), to z kolei ukłon w stronę makabreski – obok lukrowanych widoczków mamy na ekranie krew, flaki i pourywane kończyny.  

Wiernych fanów Gondry'ego do kina przyciągną tradycyjnie surrealistyczne, imponujące scenografie, wymyślne rekwizyty i subtelne poczucie humoru. Reszcie spodoba się opowiedziana w ujmujący sposób i inspirowana przeżyciami samego Viana, kronika wielkiej miłości.
1 10
Moja ocena:
7
Dorota Kostrzewa
Absolwentka Wydziału Polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie ukończyła specjalizację edytorsko-wydawniczą. Redaktorka Filmwebu z długoletnim stażem. Aktualnie także doktorantka w Instytucie... przejdź do profilu
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
81% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (110 głosów).
Udostępnij: