Recenzja filmu Gwiezdne wojny: Część I - Mroczne widmo (1999)
Jacek Rozenek
George Lucas

Gdzie ta Moc?

To porażka artystyczna i moralna, choć wielki triumf techniczny. Wasz sprawozdawca wybrał się obejrzeć "Mroczne widmo" aż dwa razy. Za każdym razem wysiedział do końca tylko z obowiązku, a to z ...
Filmweb Sp. z o. o. Sp. k.
To porażka artystyczna i moralna, choć wielki triumf techniczny.

Wasz sprawozdawca wybrał się obejrzeć "Mroczne widmo" aż dwa razy. Za każdym razem wysiedział do końca tylko z obowiązku, a to z paru powodów.
Przede wszystkim z powodu okropnego aktorstwa. Liam Neeson i Ewan McGregor są dobrymi aktorami w dobrych rękach reżysera i scenarzysty. Tutaj jednak nie mają czego grać. Neeson jako mistrz Jedi jest uroczysty i trochę znudzony. McGregor udaje przejęcie swoim mistrzem, ale jest postacią kompletnie pustą w środku. Obaj blakną w zestawieniu z osobami zrodzonymi z animacji komputerowej, które są o wiele bardziej wyraziste. Przykro patrzeć, jak bardzo obaj rycerze są zakłopotani tym wspólnym występem i żal serce ściska, gdy się wspomni Harrisona Forda i Aleca Guinnessa w pierwszych "Gwiezdnych wojnach", tworzących postaci prawie z krwi i kości. Zapewne aktorzy ich klasy potrafiliby nasycić treścią nawet tak kiepski materiał, ale Lucas postanowił zaoszczędzić na gwiazdorach. Wypadło nie tylko tanio, ale i tandetnie.
Śliczna Natalie Portman wydaje się zanadto przejęta rolą królowej Amidali, brakuje jej jednak ironii czy gorliwości Carrie Fisher, królowej z wcześniejszych "Gwiezdnych wojen". Jake Lloyd jest uroczym dzieckiem bez najmniejszego odcienia zła, który mógłby zapowiadać jego późniejszą przemianę w Dartha Vadera. W pewnym momencie reżyser składa na jego wątłe ramionka cały ciężar walki o ratunek dla planety Naboo. Stanowi to obrazę dla inteligencji dorosłej widowni, ale jest bardzo sprytnym posunięciem handlowym. Długa sekwencja lotu Anakina w myśliwcu rakietowym, zakończona efektownym wybuchem reklamuje grę wideo podwiązaną do filmu. Nauczyciel ludzkości z Hollywood zachwala swój towar i wyciąga rękę po grosz na kupno swego towaru od dziecka.
Technika animacji komputerowej zaszła tak daleko, że w rubrykę "okropne aktorstwo" można także wciągnąć Jar Jar Binksa. Jest to postać całkowicie wrysowana w taśmę - wywołuje tak pełne złudzenie żywej istoty, że może współgrać z aktorami. Pełni tu archetypiczną rolę komicznego pomocnika głównych bohaterów, jak Sancho Pansa u boku Don Kichota, lecz jest obrzydliwa i irytująca. Mógłby tak wyglądać człowiek, gdyby przystosował się do życia w środowisku wodnym. Nie jest to uczłowieczone zwierzę, jak w starych, dobrych bajkach, ale zezwierzęcony człowiek, łamiący tym samym największe tabu ewolucji zakazujące regresu. Spontaniczne poczucie obrzydzenia na widok Jar Jar Binksa jest więc zdrową reakcją organizmu.
"Mroczne widmo" nie ma świeżości pierwszych "Gwiezdnych wojen". Pomysł stworzenia syntetycznej mitologii dla całej ludzkości wyczerpał się przed 20 laty. Zgasła też fascynacja lotami kosmicznymi, gdy do publiczności dotarła w końcu prawda, jak trudno oderwać się od ziemi. Już "Powrót Jedi" z 1983 roku oglądało się ciężko i myśl o tym, że czeka nas jeszcze pięć kolejnych odcinków - dwa z przodu plus trzy z tyłu trylogii - napawała zwykłą zgrozą. Oczywiście nie trzeba chodzić na to do kina, ale niepodobna wymknąć się machinie promocji i reklamy, która zaśmieca środowisko w mediach, namawiając do kupna biletów i podwiązanych towarów.
Film odniósł jednak w Ameryce wielki sukces kasowy i handlowy. Lucas pokazał bowiem wspaniałe wizje światów: planety, która jest jednym wielkim Nowym Jorkiem, podwodną kolonię gadoludzi, czy planetę Naboo, która wygląda jak skrzyżowanie czystych Indii z Europą. Kulminacyjna scena walki na świetliste miecze rozgrywa się na wielu poziomach w technologicznej przestrzeni bezkresnej, choć zamkniętej, która sugeruje znaczenie walki uniwersalnej między dobrem a złem. Bardzo piękne kostiumy nadają tej opowieści pozór historii mitycznej. "Mroczne widmo" jest jednak pustym widowiskiem, motywowanym tyleż fascynacją techniczną, co chciwością. Pozdrowienie rycerzy Jedi "niech Moc będzie z tobą" brzmi tym razem głucho.

Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 34% uznało tę recenzję za pomocną (176 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (6)

zobacz wszystkie