Recenzja filmu

Ostatnia rodzina (2016)
Jan P. Matuszyński
Andrzej Seweryn
Dawid Ogrodnik

This is the end, my only friend

W jednym z wywiadów reżyser powiedział, że film nie będzie hagiografią. Z całą pewnością się to udało. Jan P. Matuszyński nie boi się pokazywać toksycznych relacji bohaterów, ale nie zapomina o ...
Każdy z nas ma w swojej głowie demony. Wiele z nich jest okrutnie złych, każą robić potworne rzeczy. Naturą niektórych jest po prostu destrukcja organizmu nosiciela i powolna śmierć obojga. Inne — mimo że istnieją — pozostają na zawsze nieaktywne. Często to właśnie od owego nosiciela zależy czy i jak bardzo pozwoli się obezwładnić wewnętrznemu duchowi. "Ostatnia rodzina" to w żadnym wypadku horror, ale spotkamy tam mnóstwo demonów, które w różny sposób władają poszczególnymi członkami tejże rodziny.

Zakładam, że każdy przynajmniej raz spotkał się z nazwiskiem "Beksiński", czy to poprzez mistrzowskie obrazy Zdzisława, czy przez szerokie uwielbienie do muzyki i filmów jego syna Tomasza. Film Jana P. Matuszyńskiego nie jest klasyczną biografią, która zawiera utarte gatunkowe prawa. Oczywiście, jest to kino biograficzne, ponieważ znajdują się w nim postacie, które faktycznie żyły, a większość przedstawionych wydarzeń działa się naprawdę. Jednak to tylko pretekst do sporządzenia rodzinnego portretu, jaki założyli sobie twórcy.


Scenariusz Roberta Bolesto zawiera wiele najważniejszych sytuacji z życia Beksińskich. Rodzinę poznajemy w 1977 roku, kiedy jej trzy pokolenia zamieszkują jedno z warszawskich osiedli. Zdzisław, Zosia, Tomek, a także jego obie babcie. Bolesto wziął na tapetę tylko konkretne wydarzenia i momenty, w których co rusz dowiadujemy się o bohaterach czegoś nowego. Poznajemy ich przez drobne niuanse i incydentalne przygody. Scenarzysta bez problemu łączy archiwalne wypowiedzi z kolejnymi partiami dialogowymi, tworząc pokaźny ładunek jawnych i ukrytych informacji o każdej z postaci.

Fabularny debiut Matuszyńskiego to bynajmniej film pozbawiony reżyserskiego doświadczenia. Młody twórca bardzo dobrze radzi sobie w opowiadaniu historii obrazem. Nie straszne mu małe mieszkanie, w którym przez większość czasu rozgrywać się będzie akcja. Odgrywanie każdej sceny na jednym ujęciu pomaga widzowi przeżywać każdą sytuację i wypowiedź bohatera, w dodatku w sposób bardziej intymny. Bliskie plany, aktorzy krzątający się przed kamerą pozwalają poczuć się członkiem tej rodziny, choć nie wiem, czy każdy chciałby nim być. Reżyser z wielką dbałością o każdy szczegół portretuje swoich bohaterów. Dba także o wyśmienitą scenografię, która oferuje wiele ciekawostek dla osób bardziej znających historię rodziny. Tak jak Zdzisław na swoich obrazach, tak Matuszyński w filmie przedstawia rodzinę pozornie zwykłą. Portret nabiera kształtu, wychodzą demony, niepokojące wydarzenia, pęknięcia, zszywane rany, skrajnie zmienne emocje.



W jednym z wywiadów reżyser powiedział, że film nie będzie hagiografią. Z całą pewnością się to udało. Jan P. Matuszyński nie boi się pokazywać toksycznych relacji bohaterów, ale nie zapomina o miłości, jaką wzajemnie siebie darzyli. W pewnym momencie filmu Zdzisław i Tomek dyskutują o tym, kto "zgarnie złoto" w konkurencji najdłuższego życia spośród domowników. Moment ten w idealnie przewrotny sposób oddaje faktyczną naturę rodziny. Każdy z nich na swój sposób odczuwa mijający czas i trud, z jakim przyszło żyć – niezależnie od wieku. Dlatego śmierć odgrywa w tej historii niebagatelną rolę, przez cały czas trwania filmu jesteśmy świadkami jej zbiorów.

Ostatnia rodzina to nie tylko barwna paleta reżysersko-scenariuszowa. To przede wszystkim aktorski spektakl. Andrzej Seweryn (Zdzisław Beksiński), Dawid Ogrodnik (Tomasz Beksiński), Aleksandra Konieczna (Zofia Beksińska) to pod każdym względem idealnie uzupełniające się trio. Dawida Ogrodnika, który kreuje Tomka na wybuchowego, rozemocjonowanego i zmanierowanego w sposób doskonały równoważy rola Aleksandry Koniecznej, spokojnej i opanowanej matki poświęcającej siebie dla dobra pozostałych i będącej notabene głową całego rodzinnego organizmu. Na koniec w absolutnie topowej roli w historii polskiego kina przychodzi Andrzej Seweryn jako Zdzisław, który jest nieoceniony w każdym stopniu swojego aktorstwa.



"Nikt nie gwarantował ci, że życie rodzinne jest samą atrakcją". To jedno ze zdań, jakie w zwiastunie filmu wypowiada Andrzej Seweryn (Zdzisław Beksiński). "Ostatnia rodzina" jest więc przykładem rozliczenia się z życiem w najważniejszej, podstawowej grupie społecznej. To trud podejmowania codziennych wyborów, od tych najprostszych po ważniejsze. Dlatego tym bardziej może przerażać fakt, że Beksińscy byli tak naprawdę najzwyklejszą rodziną z niezwykłą historią. Każdy jednak z jej członków miał osobnego demona, z którym przyszło im walczyć samotnie.
1 10
Moja ocena:
8
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
65% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (26 głosów).
"Ostatnia rodzina" jest bezapelacyjnie jednym z najważniejszych dzieł polskiej sztuki filmowej ostatnich lat. Jest wydarzeniem, którego zignorowanie zakrawa wręcz o ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 94%
Jan P. Matuszyński przede wszystkim nie ulega pokusie opowiedzenia wszystkich szczegółów życia Beksińskich.  Z jego filmu nie dowiemy się za wiele o warsztacie Zdzisława ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 85%