Relacja

7. AFF: Nad morzem

autor: /
https://www.filmweb.pl/article/7.+AFF%3A+Nad+morzem-120169
Recenzujemy dwa filmy z programu American Film Festival: świetne "Manchester by the Sea" Kennetha Lonergana z Caseyem Affleckiem i Michelle Williams oraz "Żywy towar" Logana Sandlera z Dree Hemingway.

Pokój z widokiem na morze ("Manchester by the Sea", reż. Kenneth Lonergan)

Nieprzypadkowo tytuł nowego filmu Kennetha Lonergana wskazuje nam miejsce akcji: Manchester (ten amerykański, a nie brytyjski), gdzieś nad morzem. W "Manchester by the Sea" uderza bowiem wrażliwość reżysera na otoczenie, zaklęta już w samej fakturze obrazu: niezwykle ostrego, przejrzystego. Lonergan świetnie oddaje poczucie przynależności do danej przestrzeni - bądź wykluczenia z niej. Pokazuje, jak zmieniające się w czasie sceneria, pogoda i społeczność reagują ze stanem ducha; jak życiowe dramaty istnieją w określonym czasie i miejscu. Co wcale nie znaczy jednak, że czas musi koniecznie leczyć rany, a po burzy zawsze przychodzi słońce. Reżyser bierze formułę melodramatu, opowiada "łzawą" historię, ale przekracza spodziewane dramaturgiczne puenty, idąc dalej, niż pozwalają gatunkowe schematy. Po przestrzelonej "Margaret" tym razem nakręcił film spełniony.


 Głównym bohaterem jest Lee Chandler (Casey Affleck), który po śmierci brata (Kyle Chandler) wraca do rodzinnego miasta, by zaopiekować się osieroconym bratankiem. Powrót do tytułowego Manchester jest także powrotem do dramatu sprzed lat, który niegdyś wygnał mężczyznę z miasta i skazał na pokutną, pustelniczą wegetację w Bostonie. Wśród starych śmieci czają się wspomnienia, teraźniejszość bohatera przeplata się z retrospekcjami. Ponowna wizyta w Manchester zmusi Lee do skonfrontowania się z zablokowaną przeszłością. To dramat sprzecznych zobowiązań: żeby zaopiekować się bratankiem, bohater musiałby wreszcie sobie wybaczyć, pogodzić się z błędami przeszłości - nie wie jednak, czy będzie w stanie. W jednej ze scen wchodzi do pokoju zmarłego brata, wygląda przez okno na morze i sfrustrowany zbija szybę, kaleczy rękę; jakby wciąż uważał, że zasługuje na karę.

 Affleck gra Lee jako człowieka do cna wypalonego, który żyje jeszcze chyba tylko z przyzwyczajenia. Na oddychanie i egzystencję wciąż starcza mu sił; na odruchy zwykłej ludzkiej uprzejmości już raczej nie. Lonergan stopniowo odkrywa kolejne karty jego charakterystyki. Lee pracuje w Bostonie jako konserwator budynku; poznajemy go w wiązance interakcji z kolejnymi lokatorami. Reżyser wygrywa te scenki głównie do śmiechu. Beznamiętność Afflecka wydaje się wówczas zaledwie blazą, po Keatonowsku komediową kamienną twarzą. Z czasem okazuje się jednak, że pod przybraną przez Lee maską rezygnacji buzują pokłady agresji, podsycanej wyrzutami sumienia. Prędzej wda się on w bójkę w barze niż zdobędzie choćby na niewinny small talk.
 
Całą recenzję Kuby Popieleckiego przeczytacie TUTAJ


"Morze czarno-białe" ("Żywy towar", reż. Logan Sandler)

Skłębione chmury przesuwają się po niebie, morze faluje niespokojnie. Chmury przypominają fale, fale wyglądają jak chmury. Sfilmowane w malowniczej czerni i bieli kształty zlewają się, przenikają, hipnotyzują. Tak zaczyna się "Żywy towar" Logana Sandlera, sugerując poetycką opowieść, w której impresyjność formy liczy się bardziej od zwartego scenariuszowego szkieletu. Cóż, nie do końca. Zaraz bowiem z morza wynurza się trup i stawia fabularne pytanie, które aż do końca filmu domagać się będzie odpowiedzi. Reżyser-debiutant nie znajdzie jednak sposobu, by przekonująco połączyć wrażeniowy tryb opowiadania z intrygą opartą na rozumowym, przyczynowo-skutkowym mechanizmie narracyjnym. 
 

Na podstawowym poziomie "Żywy towar" jest opowieścią o żałobie, o milczącym przepracowywaniu straty. Nadine (Dree Hemingway) i Lewis (Keith Stanfield) przeżyli śmierć dziecka. Wakacje na Bahamach mają być próbą odreagowania, psychicznej rekonwalescencji - choć nie zostaje to w zasadzie wypowiedziane wprost. Reżyser komunikuje nam impas związku bohaterów za pomocą półsłówek, spojrzeń, sugestii. O ich stanach emocjonalnych mówią nam nie tyle linijki dialogu, co aspekty krajobrazu i pogody: depresyjnie spokojna, przypominająca pustynię tafla oceanu albo gniewna burza z piorunami. 

Historia Nadine i Lewisa rzucona jest jednak na tło lokalnej rozgrywki o władzę. Mała bahamska wysepka to - jak określa ją lokalny policjant - istny Dziki Zachód. Prawo tu nie dociera, a biedującą społeczność trzyma w ryzach przedsiębiorczy, uczciwy rybak Roy (Robert Wisdom). Monopol Roya nie podoba się jednak Doughboyowi (Leonard Earl Howze), który na boku trudni się przemytem imigrantów. Między dwoma rywalami rozegra się walka o wpływy - oraz o duszę ich wspólnego pomocnika, Myrona (Sam Dillon). Zamknięty, zakompleksiony chłopak jest bowiem podatny na zakusy Doughboya, mamiącego go perspektywą "kobiet i kapitału". Pojawienie się Nadine i Lewisa, pięknych i dobrze sytuowanych, przybyłych z "lepszego świata", tylko wzmocni w Myronie marzenie o społecznym awansie. Aspiracje chłopaka wyrażają się bowiem w najprostszych kategoriach: mieć dziewczynę w typie Nadine i mieć Roleksa. Zaiste - kobietę i kapitał.

Całą recenzję Kuby Popieleckiego znajdziecie TUTAJ