Relacja

8. PKO OFF CAMERA: "Przylepiony" Polański, "Taxi" Panahiego i "Strefa nagości" Antoniak

autor: /
https://www.filmweb.pl/article/8.+PKO+OFF+CAMERA%3A+%22Przylepiony%22+Pola%C5%84ski%2C+%22Taxi%22+Panahiego+i+%22Strefa+nago%C5%9Bci%22+Antoniak-111221
8. edycja Międzynarodowego Festiwalu Kina Niezależnego PKO OFF CAMERA rozpoczęła się z przytupem. Podczas gali otwarcia Roman Polański został uhonorowany nagrodą "Pod Prąd". Jak powiedział sam laureat, jakimś cudem to dopiero jego pierwsze tego typu wyróżnienie od miasta Krakowa, w którym się wychował i które do dziś jest bliskie jego sercu. "Pod Prąd" ma być dowodem uznania dla niepokornych artystycznych dusz i twórca "Dziecka Rosemary" udowodnił, że na nagrodę zasłużył. Kiedy wkroczył na scenę, poproszono go o odcisk dłoni, który ma zostać wmurowany w chodnik pod krakowskim Wawelem. Wydawałoby się: galowa rutyna. Ale Polański zrobił ze swojego wejścia majstersztyk reżyserii, aktorstwa i... figlarstwa. Kiedy padło hasło, że może już przestać odciskać, twórca nie posłuchał. "Chyba się przylepiłem", wydusił i zaparł się stopą, jakby rzeczywiście nie mógł oderwać rąk. Dziesięć sekund horroru i humoru w jednym - iście w stylu Polańskiego.

Filmowo Kraków również dopisał. Festiwal zainaugurował tegoroczny laureat Złotego Niedźwiedzia na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Berlinie - "Taxi - Teheran" w reżyserii Jafara Panahiego - poniżej znajdziecie recenzję filmu. Obejrzeliśmy też "Strefę nagości", udany nowy film Urszuli Antoniak, autorki "Nic osobistego" oraz "Code Blue".

"Człowiek z kamerą" ("Taxi", reż. Jafar Panahi)

Poprzedni film Jafara Panahiego otwierał widok zza zakratowanego okna: prosta, czytelna metafora sytuacji artysty skazanego na artystyczny areszt domowy, filmowca, któremu zabroniono kręcenia filmów. Przez parę pierwszych minut "Taxi" punkt widzenia jest podobnie ograniczony. Kamerę umieszczono na desce rozdzielczej tytułowej taksówki; tak, by rejestrowała widok rozpościerającej się przed maską samochodu ulicy. Zamknięcie w puszce samochodowej kabiny nie oznacza jednak bezruchu, kapitulacji. Panahi po raz kolejny przekuwa przeszkodę w atut i z klaustrofobicznej sytuacji robi twórczą zasadę swojego filmu.


Nie mija zresztą dużo czasu, nim obiektyw zwrócony zostaje ku wnętrzu pojazdu. Panahi już wcześniej (choćby w "Kręgu") obejmował irańskie społeczeństwo syntetycznym spojrzeniem, wynajdował narodowe punkty zapalne. Tym razem za narzędzie - a zarazem przestrzeń - analizy służy mu właśnie taksówka. To rodzaj laboratorium, przez które przewijają się kolejne jednostki; miejsce, gdzie dochodzi do modelowych spięć. Pasażerowie dyskutują, zwierzają się z problemów, kłócą, spotykając osoby, których normalnie by nie spotkały. Oto szczególny rodzaj papierka lakmusowego. Pokażcie mi swoje taksówki - zdaje się mówić reżyser - a powiem wam, jakim narodem jesteście.

Panahi nie jest oczywiście pierwszym filmowcem, który posłużył się podobnym fortelem. Zbliżony koncept znajdziemy choćby w "10" Abbasa Kiarostamiego. Ale Panahi ma własny pomysł na ogranie samochodowej przestrzeni, nie ma tu mowy o plagiacie. Podczas gdy u Kiarostamiego kamera była statyczna, a reżyser wybierał jedynie między ujęciem kierowcy a kontrplanem z pasażerem, Panahi mnoży źródła obrazu. Oprócz zamontowanej na desce rozdzielczej kamery wykorzystuje telefony, aparaty, tablety, którymi posługują się bohaterowie. Ale nie ulega pokusie "nad-patrzenia", jakie niesie ze sobą współczesna era cyfrowa. W którymś momencie bohaterowie oglądają nagranie z aktu przestępstwa, reżyser jednak powstrzymuje się przed pokazaniem nam tego, na co patrzą. Choć zabroniono mu kręcenia filmów, wciąż znajduje powody warte tego, by jednak nie wciskać przycisku "REC". Odwrócenie wzroku może być zarówno aktem cenzuralnej przemocy, jak i odruchem zwyczajnej, ludzkiej empatii.

Całą recenzję Kuby Popieleckiego znajdziecie TUTAJ.

"Fragmenty dyskursu erotycznego" ("Strefa nagości", reż. Urszula Antoniak)

W "Code Blue", poprzednim projekcie Urszuli Antoniak, pojawiał się wątek podglądania, obserwacji. "Strefa nagości" jest już w zasadzie cała zbudowana na grze spojrzeń. Film otwiera cytat z "Fragmentów dyskursu miłosnego" Rolanda Barthesa, ale Antoniak opowiada nie tyle o miłości, co uwodzeniu. O oku, które śledzi, świdruje i domaga się wzajemności. I o ciele, które to spojrzenie przyjmuje lub odrzuca. O pojedynku.


Bohaterkami "Strefy nagości" są dwie nastolatki: Naomi i Fama. Jedna jest Holenderką, druga muzułmanką. Dziewczyny widują się w metrze, na basenie, mijają na ulicy. Wymieniają ukradkowe spojrzenia, obserwują, śledzą. Pierwszy rzut oka, wahanie, dotyk. Reżyserka w zmysłowy sposób pokazuje trajektorię wzajemnej fascynacji, jaka rodzi się między dwiema osobami. Dynamikę przyciągania i odpychania, przejmowania inicjatywy i wycofywania się. A także paradoksalnej samotności, jaka wyzwala się między potencjalnymi kochankami. Nie poznajemy przyjaciół, znajomych, rodziców dziewczyn; ich domy wydają się wyludnione, ich własne społeczne kręgi – puste. Oto alienacja podmiotu, którego świat sprowadzony zostaje tylko do tej drugiej osoby – wyczekiwanej, wyobrażanej, pożądanej.

Antoniak dzieli swój film na rozdziały, czy raczej - za wzorem książki Barthesa – "figury". W ten sposób autorka organizuje tematycznie grę między bohaterkami. Tytuły kolejnych sekcji nazywają pewne stany emocjonalne, wrażenia, są rodzajem kluczy, zadań interpretacyjnych dla widza. To w zasadzie jedyne słowa, jakie padają w filmie – poza nimi jest jeszcze tylko list, który wymieniają między sobą dziewczyny. Co Barthes skrupulatnie i czule werbalizował na kolejnych stronach swojego eseju, Antoniak przepisuje na język kina. Jej "dyskurs" rozgrywa się w sferze tego, co niewypowiedziane, w przestrzeni między słowami. Odrzucenie słownika – z jego rozumnością i porządkiem – ma zresztą odbicie w strukturze filmu, w zdyskwalifikowaniu hierarchii scenariuszowej "drabinki". Relacja między dziewczynami rozwija się w czasie, układając się samoistnie w jakąś nić przyczynowo-skutkową - ale brak tu jednoznacznych sygnałów, gdzie początek, a gdzie koniec, co jest jawą, a co snem. Podchody między Naomi i Famą aż proszą się o porównanie do erotycznego tańca - ale przecież cała "Strefa nagości" ma w sobie pewną muzyczność. Zamiast trzyaktowej struktury z fabularnym pytaniem na początku i fabularną odpowiedzią w finale, Antoniak proponuje nam rodzaj filmowej fugi, gdzie kolejne motywy powracają raz po raz w nowych inkarnacjach, wariantach.

Całą recenzję Kuby Popieleckiego przeczytacie TUTAJ.
Udostępnij: