Relacja

BERLINALE 2014: Sztuka wojny i rozmowy

autor: , /
https://www.filmweb.pl/article/BERLINALE+2014%3A+Sztuka+wojny+i+rozmowy-102533
W sobotę na festiwalu w Berlinie mieliśmy okazję zobaczyć dramat wojenny George'a Clooneya "Obrońcy skarbów" oraz animowany dokument "Is the Man Who Is Tall Happy?" w reżyserii Michela Gondry'ego.



Polowanie na Madonnę ("Obrońcy skarbów", 2014)

Spokojnie, babcia muzyki pop jest bezpieczna. Chodzi o Madonnę z Brugii – marmurową rzeźbę wykutą przez Michała Anioła w XVI wieku. Renesansowe cudo podzieliło los tysięcy arcydzieł, które w trakcie II wojny światowej zostały skradzione prawowitym właścicielom przez nazistów. Odzyskania zagrabionych artefaktów podjęli się tak zwani Monuments Men – amerykańskie komando złożone w większości z  historyków, konserwatorów i pasjonatów sztuki. To właśnie o nich opowiada nowy film George'a Clooneya

Obsada "Obrońców skarbów" świeci się od hollywoodzkich gwiazd. Jest to jednak światło odbite, bowiem niemal wszyscy grają tu według dobrze znanego publiczności klucza. Wąsaty Clooney jeszcze raz jest zatroskanym kondycją wszechświata dżentelmenem, który nawet na wojennym froncie wygląda jak model Armaniego. Damon gra moralnie nieskazitelnego ojca i męża, Dujardin – szarmanckiego Fhancuza, a Murray – samotnika i smutasa chowającego się za maską cynicznego wesołka. Jedna Cate Blanchett jako kolaborantka z przymusu i uwodzicielka z wyboru nie idzie po linii najmniejszego oporu. Inna sprawa, że – jak przystało na aktorskiego kameleona – nigdy nie dała się wepchnąć do szufladki z określonym typem ról.



Historia grupy żołnierzy zwerbowanych do wykonania misji niemożliwej na terytorium wroga automatycznie budzi skojarzenia z kanonem kina wojennej przygody: "Parszywą dwunastką", "Działami Navarony" czy "Tylko dla orłów". W porównaniu z wymienionymi tytułami "Obrońcy skarbów" wydają się jednak tylko pustą imitacją. W przeciwieństwie chociażby do Tarantino i jego "Bękartów  wojny" Clooney nie rozpycha się w skostniałej konwencji. Bierze ją taką, jaka jest. Staroświecki sznyt filmu może się podobać, ale tylko do czasu, gdy odkryjemy, że nie idzie on w parze z zajmującą fabułą. Brakuje tu mocnego kośćca dramaturgicznego, który połączyłby w całość porozrzucane na różnych frontach epizody. Co z tego, że wiele z nich daje radę w pojedynkę (przygody Goodmana i Dujardina, a także Murraya i Balabana), skoro razem tworzą bezładną zbieraninę. Z takim oddziałem Clooney nie wygra raczej wojny o względy widza.

Resztę recenzji Łukasza Muszyńskiego przeczytacie TUTAJ.


Tabu profesora ("Is the Man Who Is Tall Happy?", 2013)

 
Podczas Berlinale 2014 Michel Gondry wystąpił w podwójnej roli. Po pierwsze, jako członek jury u boku Jamesa Schamusa, Tony'ego Leunga i Christopha Waltza oceniał filmy konkursowe. Po drugie zaprezentował w sekcji Panorama Dokumenten obraz "Is the Man Who Is Tall Happy?". Dzieło, łączące dokument z animacją, stanowi zapis kilku rozmów, jakie reżyser przeprowadził z legendarnym lingwistą i aktywistą, Noamem Chomskym. Materiał to o tyle niezwykły, że nagrany został starodawną kamerą 16 mm, oferującą widzowi nieustanny terkot w uszach. W obrazie zaś – zamiast zwykłej gadającej głowy – Gondry postanowił wprawić w ruch swoje rysunkowe fantazje, czasem luźno tylko związane z tematem rozmowy. Efekt, jak zwykle u autora "Zakochanego bez pamięci", jest lekko psychodeliczny.

Chomsky, będący już po osiemdziesiątce, nie ma może żyłki do wygłupów jak Slavoj Žižek, chętnie za to opowiada reżyserowi o Galileuszu i Newtonie,  narodzinach nowoczesnej nauki i wciąż funkcjonujących w jej obrębie tabu. Świat wielkiej myśli przekuwa na codzienność, przypominając o znaczeniu kwestionowania oczywistości i opieraniu się w tłumaczeniu zjawisk wyłącznie na, często mylącej, percepcji. Na przykładzie tytułowego zdania "Is the Man Who Is Tall Happy?" próbuje zaś w sposób możliwie najprostszy wyjaśnić, na czym polega gramatyka transformacyjno-generatywna. Poza tym wspomina swoich rodziców, Amerykę lat 30. i czasów wojny, opowiada o swoich żydowskich korzeniach, analizuje konteksty eksmisji Romów we współczesnej Francji. Głos drży mu jednak i wyraźnie wycofuje się, kiedy reżyser podpytuje go o jego zmarłą niedawną żonę. Także on ma swoje tabu.


Inna sprawa, że z Gondry'ego żadna Oriana Fallaci. Rozmówcą jest raczej niedzielnym i często nieporadnym: skacze z tematu na temat, nerwowo potakuje, nie prowokuje zbyt osobistych wyznań ani ryzykownych politycznie manifestów. Jest jednak przy tym swojej nieporadności absolutnie świadomy i czyni z niej atut, kokietując nią profesora i widzów. Na samym początku zastrzega, że jest bardzo zdenerwowany, później żartuje z własnej głupoty (sic!) i francuskiego akcentu, który jest tyle zabawny, co uroczy. Dokładnie to samo można powiedzieć o jego nieco infantylnych ilustracjach. To właśnie one sprawiają, że seria mniej lub bardziej udanych rozmów, mogąca służyć za słuchowisko radiowe, staje się pełnokrwistym filmem. Czasem animacje ilustrują słowa profesora, innym razem to im podporządkowana jest narracja, jak kiedy Gondry prosi Chomsky'ego o powtórki, by mógł pochwalić się swoimi rysunkami. 

Resztę recenzji Adama Kruka przeczytacie TUTAJ.