Relacja

BERLINALE 2014: Dzieciaki, kłopoty i widz

autor: , /
https://www.filmweb.pl/article/BERLINALE+2014%3A+Dzieciaki%2C+k%C5%82opoty+i+widz-102696
W czwartek mieliśmy okazję zobaczyć wspaniały "Boyhood" Richarda Linklatera oraz "La tercera orilla" w reżyserii Celiny Murgy.


Chłopięcy świat (rec. filmu "Boyhood")

Jeśli istnieje coś takiego jak zapas szczęścia otrzymanego w darze od losu, Richard Linklater powinien wyczerpać go do cna przy realizacji "Boyhood". Choć zdjęcia trwały tylko 39 dni, prace nad przedsięwzięciem zajęły łącznie 11 lat. Wszystko dlatego, że teksański reżyser wymarzył sobie rozgrywający się na przestrzeni ponad dekady film, w którym aktorzy dojrzewają wraz ze swoimi postaciami. Co roku skrzykiwał więc ekipę i dokręcał kolejny segment opowieści.  Przez ten czas  żaden z członków obsady nie stracił zapału i nie wycofał się z udziału w projekcie. Cierpliwość opłaciła się. "Boyhood" to imponujący eksperyment, ale przede wszystkim wspaniała historia inicjacyjna.


Głównego bohatera Masona (Ellar Coltrane) poznajemy, gdy ma sześć lat. Jest słodkim blondasem zainteresowanym głównie wykopaliskami wokół domu i dekorowaniem farbą w sprayu okolicznych murów. W ostatniej scenie filmu chłopak stoi już u progu dorosłości – ze stypendium w kieszeni i głową pełną pytań o sens wszystkiego rozpoczyna naukę w college'u. Choć świat stoi przed nim otworem, Mason do końca chyba jeszcze nie wie, jak się przez ten otwór przecisnąć. Intuicja mówi mi jednak, że wkrótce znajdzie drogę.

Linklater, być może jak żaden inny reżyser od czasów Johna Hughesa ("Klub winowajców"), potrafi bez ściemniania opowiadać o blaskach i cieniach dorastania. Na swoich młodocianych bohaterów spogląda z czułością, zrozumieniem i poczuciem humoru. Nie moralizuje, nie poucza i niczemu się nie dziwi. Zaprzecza też obiegowej opinii, jakoby współczesna młodzież była gorsza od tej z poprzednich pokoleń. Młodość – mówi reżyser – jest wciąż taka sama: kipiąca energią i głodna nowych doświadczeń, a zarazem niepewna siebie, zlękniona. Przywiązana do  rodziców, a jednocześnie coraz bardziej nimi rozczarowana.


Jeśli coś się zmienia, to nie ludzie, a mody. W "Boyhood" o upływie czasu przypominają nam zarówno piosenki dobiegające z głośników w samochodach, jak i fryzury bohaterów. Jest też wojna w Iraku, walka Obamy o fotel prezydencki, Harry Potter i pierwszy Xboks. Kronika Linklatera wydaje się tym ciekawsza, że jest pisana kamerą na gorąco, a nie z perspektywy czasu, która otula przeszłość mgiełką nostalgii bądź ironicznego dystansu.  

Resztę recenzji Łukasza Muszyńskiego znajdziecie TUTAJ.



Precz z maczyzmem (rec. filmu "La tercera orilla")

Nastoletni Nicolás nie mówi za wiele. Zajmuje się rodzeństwem, spotyka z kolegami i stażuje w gabinecie lekarskim ojca. Na jego twarzy (ciekawa rola młodego aktora, Aliana Devetaca), wypisany jest gniew, smutek, cierpkie rozczarowanie światem. Może dlatego, że ojciec, którego chłopiec nie nazywa inaczej niż Jorge, jest ubranym w dobre maniery macho, próbującym podporządkować sobie wszystkich wokół, a także jawnym bigamistą, dzielącym czas i pieniądze między dwie rodziny. "Ta druga" wydaje się przy tym uprzywilejowana, a ciężar opieki nad "pierwszą" zrzuca na syna. W małym argentyńskim miasteczku lekarz jest autorytetem i wolno mu wszystko. Kto zresztą mu zabroni, jeśli nie jego partnerki, które mimo cierpień na taki układ się godzą?


Argentyńska reżyserka Celina Murga, dla której "La tercera orilla" jest trzecim pełnometrażowym filmem, naświetlała wcześniej problemy kobiet ("Ana i inni") i dzieci ("Tydzień wolności"). Tym razem bierze się za facetów – młodych i starych. Dyskretnie, ale jednocześnie bezlitośnie rozprawia się z panoszącym się w Ameryce Łacińskiej maczyzmem, wedle którego mężczyzna jest panem i władcą niemal w neandertalskim stylu. Pokazuje, jak wzorce zachowań przenoszą się z pokolenia na pokolenie, gdy Jorge – bigamista i dziwkarz – próbuje przerobić syna na swoje podobieństwo.

Trzeba przyznać, że robi to bardzo sprytnie, mamiąc go samochodem i forsą, ale w zamian oczekując naśladownictwa. Nicolás ma zostać lekarzem, zachęcany jest do kontaktów z  prostytutkami, przyucza się go do zarządzania w kolonialnej manierze pracownikami na farmie. Chłopak ma jednak co innego w głowie – nie dowiemy się wprawdzie co, bo bohaterowie nie rozmawiają o swoich uczuciach. Nietrudno jednak domyślić się, kiedy pali papierosy w samotności, że tęskni do innego życia, że chce uciec od cierpień matki, nazbyt wczesnej odpowiedzialności, despotyzmu ojca. Czy uda mu się przerwać zaklęty krąg maczyzmu?

Resztę recenzji Adama Kruka znajdziecie TUTAJ.
Udostępnij: