Filmweb sp. z o.o.
https://www.filmweb.pl/article/CANNES+2019%3A+%C5%9Amier%C4%87+cz%C5%82owieka+pracy-133127

CANNES 2019: Śmierć człowieka pracy

  • autor: Michał Walkiewicz
  • Relacja
Kolejny dzień, kolejne konkursowe propozycje. Michał Walkiewicz recenzuje dla Was tym razem debiutancki obraz francusko-senegalskiej reżyserki Mati Diop, kapitalny "Atlantique" oraz nowy film weterana kina społecznego Kena Loacha – "Sorry We Missed You". 
***


Gniew oceanu, rec. filmu "Atlantique", reż. Mati Diop

Niezła migrena: melodramat, który wykiełkował z kina faktu, surrealistyczny trip z przystankami na społeczną diagnozę oraz opowieść o dojrzewaniu z historią o duchach w tle. Stojąca za kamerą francuska reżyserka o senegalskich korzeniach Mati Diop wierzy w najlepszą możliwą definicję pełnometrażowego debiutu: gaz do dechy, pasy bezpieczeństwa są przereklamowane. 

atla.jpg

Akcja rozgrywa się u wybrzeży Atlantyku, w Dakarze – mieście, które przoduje w rankingach zanieczyszczenia i które na ekranie przypomina coś pomiędzy współczesnym Babilonem a terenem jurysdykcji Sędziego Dredda. Monumentalna wieża, symbol kapitalistycznego dobrobytu i zarazem ekonomicznej niesprawiedliwości (wznoszą ją w pocie czoła współcześni niewolnicy) góruje nad slumsami, gorące powietrze wypala gałki oczne, pył i piach zamieniają stolicę Senegalu w ukryty przed światem labirynt. W tych cudownych okolicznościach przyrody poznajemy bohaterkę – wkraczająca w dojrzałość siedemnastoletnią Adę (Mame Bineta Sane). Dziewczyna nie ma lekko: kocha jednego z robotników, Suleimana (Ibrahima Traore), lecz szykuje się do przymusowego małżeństwa z bogatym Omarem (Babacar Sylla). Suleiman też ma swoje za uszami, gdyż bez słowa pożegnania wypływa do Hiszpanii w poszukiwaniu pracy. Na happy end się nie zanosi – zwłaszcza kiedy mężczyzna wraca z bielmem na oczach i głosem żywego trupa próbuje wyegzekwować zaległe pieniądze od nieuczciwego przedsiębiorcy. Karaluchy pod poduchy. 

Atlantyk nie bez powodu pojawia się już w tytule – ilekroć widzimy niespokojne fale i słyszymy narastający, świdrujący dźwięk, wiemy, że z błękitnej toni nie wyłonią się raczej emisariusze ONZ. Ocean odbiera życie, lecz daje również szansę na odkupienie: to w nim żyją duchy pokrzywdzonych i marginalizowanych. Diop wprowadza na ekran kilkanaście innych postaci uwikłanych w skomplikowane relacje z Adą. Są tutaj jej przyjaciółki żyjące materialistycznymi marzeniami o innych, równie bogatych Omarach, jest idealistyczny policjant prowadzący śledztwo w sprawie podpalenia łóżka nowożeńców (ich sypialnia to najlepszy żart w filmie, dziecko wrażliwości Ludwika XIV i Kanyego Westa). Bijącym sercem tego świata pozostaje jednak nastolatka, dziewczyna balansująca na kilkunastu granicach: świata rzeczywistego i metafizycznego, beztroskiego dzieciństwa i bolesnej dorosłości, wolności tożsamej z bezinteresowną miłością oraz niewoli patriarchalnych norm.  

Całą recenzję można przeczytać TUTAJ

***

Przesyłka uszkodzona, rec. filmu "Sorry We Missed You", reż. Ken Loach

Przychodzi pracownik do właściciela firmy transportowej i mówi: "mam swoją godność". A wyszczerzony w wilczym uśmiechu właściciel firmy transportowej na to: "potrzymaj moje piwo". Ken Loach, odcinek 4568.

Wybaczcie, jeśli zbyt mocno tłukę w bębny sarkazmu. Jednak definicja kina autorskiego, według której reżyser "przez całe życie kręci jeden film", jest rozumiana przez Brytyjczyka nieco zbyt dosłownie. "Sorry We Missed You" to kolejny przyzwoity, empatyczny oraz szlachetny obraz w jego dorobku, który najpewniej zleje się w jedna masę z dziesiątkami podobnych – od interwencyjnego "Polaka potrzebnego od zaraz" po nagrodzonego Złotą Palmą "Ja, Daniel Blake". Myślę też, że – o ile nic się nie zmieni – kiedyś będziemy nazywać je kolektywnie "późnym Loachem". 

swmy-first-look-still.jpg

Tyle gorzkie żale. Całość znów ogląda się bez bólu, co ma związek nie tylko ze wspomnianą empatią – wizytówką twórcy "Kes" od ponad pół wieku – ale i z kapitalnym rysunkiem bohaterów, z którymi łatwo sympatyzować. Ricky (debiutujący na ekranie Kris Hitchen) to ciężko pracujący facet z Manchesteru, który próbuje rozkręcić w Newcastle własny biznes, lecz póki co musi strategicznie podpiąć się pod dostawczą franczyzę. Jego żona Abbie (Debbie Honeywood, również debiutantka) jest opiekunką starych, schorowanych i zniedołężniałych – z wywieszonym językiem gania po całym mieście, z trudem znajdując chwilę dla bliskich. No i dzieciaki: rezolutna i beztroska jak wiosenny poranek Liz Jane (Katie Proctor) oraz wchodzący w wiek burzy i naporu nastolatek Seb (Rhys Stone). Dzięki subtelnej kronice ich codziennej rutyny (kolejna ze specjalności reżysera), bez trudu wierzymy w miłość bohaterów. A także w to, że zatrudniając się w rządzonej twardą ręką firmie przewozowej, Ricky trąca palcem pierwszą kostkę domina. 

Całą recenzję można przeczytać TUTAJ

zobacz też: