Felieton

Ciasna wyobraźnia

Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/article/Ciasna+wyobra%C5%BAnia-109229
Gdybyśmy tropem bohaterów "Interstellar" złamali kiedyś ograniczenia czasu, przestrzeni i grawitacji, byłby to ogromny sukces naukowy. Ale już sama koncepcja tuneli czasoprzestrzennych, a nawet napędu WARP jest ogromnym i rzeczywistym tryumfem wyobraźni.

Filmy takie jak "Interstellar" prowokują ludzi do wygłaszania frazesów w rodzaju "ludzka wyobraźnia nie ma granic". Wszystkim, którzy czują pokusę powiedzenia czegoś w tym guście, proponuję najpierw spróbować wyobrazić sobie hipersześcian czy inny wielościan foremny, istniejący w przestrzeni n-wymiarowej, czyli przekraczającej nasz skromny trójwymiar. To ćwiczenie potrafi skutecznie zranić oczy, głowę i miłość własną, a przede wszystkim zderzyć się z ograniczeniami ludzkiej wyobraźni.



A wszystko to i tak ledwie rozgrzewka przed pogrywaniem z innym przedstawieniem czwórwymiaru, czyli  czasoprzestrzenią, czego nie unikniecie, jeżeli chcecie pofantazjować trochę o przygodach w kosmosie. Wyobraźnia ma bowiem swoje granice. Dzięki temu pracę mają naukowcy i specjaliści od sci-fi, którzy potrafią te granice z trzaskiem przełamywać, sprytnie je obchodzić bądź delikatnie przeciskać się przez ukryte w nich furtki. Jedną z takich całkiem solidnych barier dla wyobraźni jest na przykład prędkość światła.

BEZLITOSNA FIZYKA

Z połączenia dwóch informacji – faktu, że nic nie może poruszać się szybciej niż światło oraz że prędkość ta ma ograniczoną wartość (299 792 458 m/s) – jasno wynika zła wiadomość dla wszystkich fanów "Gwiezdnych wojen": są miejsca i galaktyki, które znajdują się na tyle far far away, że człowiek nigdy nie będzie w stanie do nich dotrzeć. "Ludzkość" jako gatunek, na statku-kolonii, gdzie poszczególne jednostki będą żyć, mnożyć się i umierać – być może. Ale nie "człowiek" jako jednostka, indywidualność wyruszająca z Ziemi, bohater kosmicznej przygody. Nawet jeśli osiągniemy największą prędkość i nadzwyczajnie zwiększymy długość swojego życia, sto czy dwieście lat świetlnych w skali kosmosu to ledwie wycieczka na sąsiednie osiedle. Przeszkodą w podbijaniu kosmosu nie jest więc przestrzeń. Ograniczony swoją krótkożywotnością człowiek po prostu nie ma na to czasu (pomyślcie o tym, kiedy następnym razem będziecie chcieli użyć tej wymówki do przyziemnych celów).

"Star Trek"
Twórcy "Star Treka" obeszli ten problem wymyślając napęd warp, dzięki któremu możliwe staje się zagęszczenie przestrzeni przed podróżującym statkiem. To tak, jakby sprinterowi ścisnąć stumetrową bieżnię na przestrzeni kilku centymetrów. W konsekwencji pojazd pokonuje olbrzymie odległości bez forsowania wyników prędkości. Popularnym rozwiązaniem w fantastyce jest także uciekanie się do hibernacji, która wydaje się jednak znacznie mniej ekscytującym rozwiązaniem, nasuwających więcej potencjalnych problemów niż rozwiązań.

Inna, równie bezdyskusyjna granica wyobraźni przebiega w miejscu, w które twórcy science fiction lubią zaglądać szczególnie – na tzw. "horyzoncie zdarzeń" czarnej dziury. O wiele łatwiej pozować na mędrca w dziedzinie filmu niż fizyki, dlatego zamiast kopiować ustępy z Wikipedii, na potrzeby sytuacji i własnej ograniczonej wyobraźni sprowadzę to zjawisko do punktu w kosmosie o tak silnym przyciąganiu grawitacyjnym, że na zawsze pochłania wszystko, co się do niego niebezpiecznie zbliży. Czarnej dziury nie może opuścić nic i nikt – dotyczy to wszystkich (choć widocznie nie bohaterów Nolana) i wszystkiego, także światła, bez którego tajemnice czarnej dziury na zawsze muszą pozostać niezbadane ludzkim okiem. Czarna dziura jest z definicji tajemnicza i nieprzenikniona, nic więc dziwnego, że obrosła mistyczną aurą i filmowymi interpretacjami. Warto jednak pamiętać, że te same przestrogi powtarzano kiedyś odnośnie piekła, zanim kilku śmiałków udowodniło, że jest ono świetnym miejscem na krótką wycieczkę.

"Interstellar"
Próby obejścia tej granicy w fantastyce wypadają jeszcze bladziej niż napęd warp i hibernacja. Filmowcy lubią postrzegać czarną dziurę w kluczu metafizycznym, upatrując w niej czegoś w rodzaju magicznego portalu do zaświatów, chociaż bardziej prawdopodobne jest, że działa ona raczej jak kosmiczna maszynka do mielenia mięsa. Niektórzy twórcy dokonują zaś "świadomej omyłki", zacierając granicę między czarną dziurą a tunelem czasoprzestrzennym, określanym jako "wormhole".

HAKER CZASOPRZESTRZENI


Te "furteczki dla wyobraźni" (podobnie jak te, przez które próbuje przeciskać się w swoim filmie Christopher Nolan) są dość wąskie i nie zawsze przekonujące, ale gdyby nie one, nasza "nieograniczona wyobraźnia" rozbiłaby się na bezlitosnych zaporach jak sportowe Porsche 911 na 20-tonowym tirze. Na szczęście, zarówno na progu czarnej dziury, jak i progu prędkości światła zaczynają się dziać fantastyczne rzeczy, które wynikają mniej z literackich knowań, a bardziej z naukowych teorii. Zagina się czasoprzestrzeń. Jeśli wierzyć ludziom, którzy twierdzą, że rozumieją teorie względności Einsteina, na pokładzie statku kosmicznego mknącego z prędkością zbliżoną do prędkości światła czas zaczyna zwalniać. To samo dzieje się w otoczeniu obiektów o silnym działaniu grawitacyjnym, a więc zwłaszcza w pobliżu czarnej dziury (zegary pracujące na oddalonych od ziemi satelitach mierzą czas w innym tempie niż ich odpowiedniki pracujące na Ziemi).

"Interstellar"
Tak więc podróżując z prędkością światła bądź w pobliżu czarnej dziury, zmierzalibyśmy wprost do przyszłości. Po powrocie – jak Charlton Heston w "Planecie małp" – wylądowalibyśmy na planecie, która postarzałaby się znacznie mocniej od nas. Przestrzeń jest kluczem do czasu, czas – kluczem do przestrzeni. A jeśli można manipulować czasem, czas przestaje być twardym ograniczeniem w odkrywaniu kosmosu. Słyszycie szczęk otwierającej się furteczki?

Jak długo mówimy jednak o podróży w przyszłość, mój entuzjazm jest równie ograniczony, co w przypadku hibernacji. I tu, i tu pomysł opiera się bowiem na "spauzowaniu" procesu starzenia na czas podróży, by świat zdążył się postarzeć, zanim postarzeje się podróżnik. Co to jednak za podróż, z której nie można powrócić, by podzielić się odkryciami ze współczesnymi? W gruncie rzeczy efekt sztuczki sprowadza się do sytuacji, w której jeden zapóźniony głupek ląduje w nudnej i oczywistej dla reszty świata teraźniejszości (co pewnie zresztą skutecznie wyalienuje go na resztę życia). Znam lepszy sposób na wydanie miliardów dolarów, a czas płynie mi zbyt szybko, by bawiło mnie jego przyspieszanie. W ten sposób to ja "podróżuję do przyszłości" zawsze, kiedy pisze kolejne "Efekty specjalne".

"Kontakt"
Co innego z tunelem typu "wormhole" – tym teoretycznym (i teoretycznie możliwym) bytem umożliwiającym podróże w czasie i przestrzeni, na zasadzie "skrótu w czasoprzestrzeni" (jak robak wgryzający się w jabłko w jednym punkcie, by wyjść na powierzchnię w innym, bez nudnego i czasochłonnego pełzania po powierzchni owocu). To koncept znacznie bardziej obiecujący, nic więc dziwnego, że pojawia się w tak wielu filmach ("Kontakt", "Ukryty wymiar", "Czarna dziura") i domaga się osobnego tekstu w "Efektach...". Nawet jeśli w naszej ograniczonej rzeczywistości nie wyruszymy nigdy tropem bohaterów "Interstellar", samą koncepcję "robaczych dziur" trzeba uznać za ogromny i jak najbardziej rzeczywisty tryumf wyobraźni.