Relacja

E3: Seks, przemoc i "Wiedźmin" na Xboksa

Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/article/E3%3A+Seks%2C+przemoc+i+%22Wied%C5%BAmin%22+na+Xboksa-74420
Wracamy do Los Angeles, gdzie Michał Walkiewicz sypia dwie godziny na dobę, kawę  popija redbullem i ogrywa dla Was najlepsze tytuły targów E3. Na tapecie same hity: nowy "Tomb Raider", "Wiedźmin 2" na Xboksa, "Gears of War 3", "Aliens: Colonial Marines", "Dead Island", dwa nowe "Residenty" oraz – najlepsza jak dotąd gra imprezy według naszego człowieka – "Elder Scrolls V: Skyrim". Zapraszamy na przegląd tego, co w ciągu ostatnich dwóch dni działo się w targowych halach.

Księżniczka gotowa do koronacji

Hostessy, hostessy, hostessy. W skórach i w atłasie, ostre i łagodne, w pozycjach wertykalnych i horyzontalnych, z bronią białą i wielkimi giwerami. Na ironię losu zakrawa fakt, że po halach E3 nie przechadza się egzemplifikacja moich wczesnonastoletnich marzeń, czyli modelka firmująca swoją twarzą i ciałem nowego "Tomb Raidera". Rebootujący całą serię twórcy doszli do wniosku, że sprawdzony zabieg marketingowy będzie pasował do ich gry jak pięść do nosa. Zdejmują Larę z koturnów seksbomby i przedstawiają ją graczom na nowo: to zwyczajna, 21-letnia dziewczyna świeżo po college’u, która udaje się na swoją pierwszą wielką wyprawę i kończy jako rozbitek na niebezpiecznej wyspie. "Myślałam, że wyruszam na poszukiwanie przygody, ale to przygoda odnalazła mnie" – mówi.
 
Najmłodsze dziecko Eidosu eksponuje ten wątek bardzo wyraźnie, a autorzy postawili sobie za punkt honoru wiarygodne ukazanie ewolucji bohaterki, od nieopierzonej dziewuszki po ikonizowaną przez popkulturę herod-babę w seledynowym body i szortach. Lara jest przestraszona, czasem załamana, na jej twarzy malują się strach, niedowierzanie, zniechęcenie. Jest maltretowana, raniona, a w chwilach grozy nerwowo mamrocze do siebie, starając się uspokoić i dodać sobie otuchy. Dookoła przepięknie odwzorowane środowisko, które przemierzymy głównie na piechotę (co ciekawe, z gry wyleciały również sekcje podwodne), a przed nami dziesiątki zagadek logicznych (przedkładających zabawę z siłami natury nad machanie dźwigniami i przesuwanie kamiennych bloków), zwierzęcych i ludzkich przeciwników (twórcy uparcie milczą na temat systemu walki) oraz fantastycznie wyreżyserowanych przerywników filmowych. Będzie hit.

 

"Resident" kontra "Resident"

Na stoisku Capcomu doszło z kolei do starcia dwóch nowych tytułów z serii "Resident Evil". "Revelations" na Nintendo 3DS starło się z przeznaczonym na stacjonarne konsole "Operation: Racoon City". Tytuł na kieszonsolkę wygrał w cuglach – zachowująca mechanikę current-genowych "Residentów" gra jest bez dwóch zdań najpiękniejszą pozycją na 3DS (poziom graficzny sytuuje się w okolicach flagowych tytułów PSP!) i po premierze może stać się konkretnym system-sellerem tegoż sprzętu.

Wielkoekranowa operacja Raccon City wypada niestety blado. Sprofilowana na mutliplayera drużynowa strzelanina przypomina marną kalkę "Gears of War" – jest brzydka, kiepsko animowana i zaskakująco ograniczona pod względem opcji taktycznych. Nie pomaga fakt, że wreszcie wcielamy się w przedstawicieli Ciemnej Strony Mocy, czyli chciwej korporacji Umbrella, nie pomaga kiepsko zrealizowany motyw infekcji (kiedy zostaniemy zarażeni i nie zdążymy się uleczyć, umieramy, zaś czekając na spawna, możemy pohasać jako zombiak; fun z tego średni, bo i tak któryś z kompanów litościwie wyśle nas wcześniej na łono Abrahama). Nie będzie hitu.       

 

Polish Invasion

Podczas tegorocznego E3 udało się również odwiedzić przedstawicieli rodzimej branży growej – chłopaków z CD Projektu, dopieszczających xboksową wersję "Wiedźmina 2: Zabójców Królów" oraz twórców "Sniper: Ghost Warrior 2" z City Interactive (w zakamarkach południowej hali kryli się jeszcze ludzie z iFun4All, określający się mianem "najgorszego developera na świecie", którzy już wkrótce uderzą ze startowym tytułem na PS Vita!).
 
Obydwa pokazy wypadły nieźle, chociaż większym zaskoczeniem okazał się snajperski FPS. Druga część powstaje przy współpracy z ekipą Cryteku, która obdarowała City Interactive swoim mocarnym silnikiem CryEngine (nie bez kozery typowanym na następcę wysłużonego Unreal Engine 3). Jest więc o wiele ładniej i o wiele płynniej, zaś snajperskie zadania przeniosą się z leśnych miejscówek w zaśnieżone Himalaje, mroźną Arktykę i do przeoranej wojną Bośni. Twórcy nie pozostali też głusi na vox populi i zastąpili okazjonalną sieczkę z wykorzystaniem broni maszynowej kontekstowymi zadaniami snajperskimi (w prezentowanym fragmencie przeciwnikiem bohaterów był śmigłowiec). Ukończona w 70% gra, pokazywana w surowej wersji pre-alfa już teraz prezentuje się doskonale.

 

Jeśli prace nad adaptowanym w pocie czoła "Wiedźminem 2" nie będą się przeciągać, a wróżbita Maciej nie zadecyduje inaczej, dostaniemy najbardziej dojrzały RPG na konsolę Microsoftu. Załoga CD Projekt Red jest pewna siebie, nie żałuje pieniędzy na marketing i rączo zmierza po prymat na erpegowym podwórku. Poza drobnymi wadami (miejscami kulejąca animacja), ich utwór wygląda i brzmi świetnie. Do pełni szczęścia będzie tylko brakować portu bądź konwersji "jedynki", ale przecież nie można mieć wszystkiego. Srebrnowłosy okazał się tak nośną marką, że nawet w zderzeniu z Chopinowską sonatą w jednym ze zwiastunów potrafi się obronić.
   
Na stoisku Square Enix ograłem też nowy tytuł Techlandu – "Dead Island", na który zęby ostrzy sobie cały growy świat. Kontrast rajskiej scenografii z fabularnym motywem zombie-apokalipsy nadaje grze niepodrabialnego klimatu. Wyrzynka sprawia wielką frajdę, lecz zaledwie pięciominutowe demo nie pozwoliło do woli poszaleć z wyborem narzędzia mordu (zasada "tym kręcę, co wpadnie w ręce") rozwijaniem postaci i wykonywaniem pobocznych zadań. Czy gotowy produkt utrzyma poziom niesamowitego teasera, który zelektryzował graczy na całym globie? Oby.   

 

Oooorah!

W kosmosie tymczasem aż dwie wielkie wojny. W "Gears of War 3", na planecie Sera, ludzie ścierają się z wrednymi locustami oraz nową rasą, infekującym inne formy organizmem zwanym lambent. Z kolei w "Aliens: Colonial Marines", kolonialni żołdacy rewanżują się Xenomorphom za bolesną porażkę poniesioną w "Obcych – Decydującym starciu" Jamesa Camerona. Pierwsza gra to murowany hit, drugiej wyraźnie przeszkadza bagaż uniwersum, reprezentowanego przez tytuły co najwyżej dobre.  Obydwie jednak są świetne.

"Gears of War 3" zamyka trylogię o Marcusie Feniksie i jego wesołej kompanii, zamieniającej locustów w karmę dla kotów. Zapowiada się emocjonująca i dramatyczna opowieść, w której na pewno padną wzniosłe świadectwa miłości, przyjaźni i braterstwa. Zaprezentowane fragmenty ukazywały nowe, alternatywne ścieżki kampanii singlowej (teraz gra będzie się cofać i pokazywać te same wydarzenia z perspektywy innych bohaterów, co da możliwość wcielenia się w resztę zespołu) oraz fenomenalny, redefiniowany tryb Hordy w multiplayerze. Okraszona wątkiem ekonomicznym (zarabiamy pieniądze, za które budujemy i naprawiamy fortyfikacje, a nawet produkujemy własnego mecha, zwanego Silverback) Horda 2.0 zabierze nas na zupełnie nowe mapy, a co dziesięć rund da możliwość konfrontacji z takimi przyjemniaczkami jak Berserker czy Brumak (także w zmutowanej wersji lambent). Strach się bać.

"Aliens: Colonial Marines" to jak dotąd największe zaskoczenie drugiego dnia targów. Pomijając fakt, iż jest to hołd, złożony całej franczyzie Camerona (paradoks – konsultantem jest Ridley Scott), mamy do czynienia z tytułem, w który włożono duuuuużo miłości. To ładny, dynamiczny i świetnie oświetlony FPS, zamieniający starcia z Obcymi w pierwszoligowy panic thriller. Chronologicznie rzecz ulokowana jest między trzecią a czwartą częścią filmu, natomiast fabularnie mamy do czynienia z sequelem dwójki. Klimat będzie więc żołnierski, a humor – koszarowy. Jak w pierwszym etapie, gdy leżymy oszołomieni wybuchem, a kolega-żołdak wyciąga do nas dłoń, pytając, ile palców widzimy. Odpowiedź może być tylko jedna, toteż ochoczo prezentujemy mu środkowy palec. Cytując klasyka, "dzień w korpusie jest jak dzionek na farmie – każdy obiad to uczta, każda pensja to fortuna, a każda musztra to parada".

 

Nie może być!

Po prostu "Skyrim". Gdyby przed tegorocznym E3 ktoś powiedział mi, że będę padał na kolana przed Bethesdą, a do tego zachwalał tytuł z przereklamowanego cyklu "Elder Scrolls", wysłałbym go po poradę do specjalisty. A jednak! "Elder Scrolls V: Skyrim" pozamiatał mną całą salę projekcyjną.
 
Formalnie to erpeg. Najbardziej klasyczny z klasycznych i najbardziej europejski z europejskich. Czytaj: konserwatywny bestiariusz, ogromne połacie terenu, dungeony wyładowane skarbami, mnóstwo NPC, długie rozmowy o modzie i pogodzie. Jednakże sposób, w jaki twórcom udało się spoić te składniki, pozostawia gracza w niemym zachwycie. Nieco uduchowiona atmosfera, podkręcana niesamowitą, "misteryjną" muzyką, przywodzi na myśl inną wielką grę – "Shadow of the Colossus" (notabene pokazywaną na targach w trójwymiarze – mistrzostwo świata!). Fantastyczna grafika i powalający design świata oraz potworów to w świecie free-roamingowych gier rzecz bez precedensu. Sprofilowany na długą i wymagającą eksploarację, rozbudowany do granic nieprzyzwoitości, inteligentnie napisany – zalety "Skyrima" można wymieniać w nieskończoność.  "Ocenianie erpega po 20-minutowej prezentacji jest jak ocenianie książki po okładce. W tym przypadku jednak okładka cisnęła nami o ścianę" – pisał o grze kolega z portalu Gamezilla, Marcin Kosman. Nie wiem jak on, ale ja się od tej ściany jeszcze nie odkleiłem.  


SMSy z Los Angeles:

"Batman: Arkham City". Jest grywalna Catwoman, są Harvey Dwie Twarze, Pingwin, Joker i Harley Quinn po liftingu. Są też poważne zmiany w gameplayu, m.in. podwójne takedowny, nowy system reversali i ciosów specjalnych. Nietoperz znowu zarządzi, a ja na pewno powrócę do tego tytułu w kolejnej relacji.
 
"Rayman Origins". Michel Ancel wraca do swojej flagowej postaci i rozsadza Wasze gałki oczne. Fantastyczna dwuwymiarowa platformówka z mnóstwem nawiązań do klasyki i workiem pomysłów, o których Wam się nie śniło. Jak wyżej – wrócę do Ancela.
 
"FIFA 12" na iPada i 3DS. Ubogie krewne wersji z dużych konsol. Na 3DS fajny trójwymiar, iPadowe wydanie biedne jak mysz kościelna. Czekam na "dorosłą" "FIFĘ".
"Binary Domain" i "Anarchy Reigns". Dwa kulawe tytuły od Segi: przeciętna strzelanina w futurystycznym sosie, a także kiepska graficznie oraz gameplayowo multiplayerowa nawalanka z bohaterem "Mad World".

"[videogame=614758]Prey 2[/videogame]". Jedynka miała indiańskiego bohatera i ciekawy wątek szamańsko-mistyczny. Dwójka to standardowy shooter, unurzany w cyberpunkowym sosie. Poczekamy, jak rozwinie się developing tej produkcji, szkoda byłoby ją już teraz przekreślać.  
"Rage". Hit od Id Software wciąż w podobnej fazie. Nie pokazano nic nowego, a grywalny fragment prezentowano już w wersji wideo na poprzednim Gamescom w Kolonii. Id, co z wami?

"Silent Hill Downpour". Miał być wielki powrót marki, jest rozczarowanie. Gra wygląda brzydko, animacja rwie się niemiłosiernie, na dodatek kod wysypuje się co kilkadziesiąt sekund. Shame on you, Konami.
 
PS Vita – "Uncharted: Golden Abyss", "Virtua Tennis", "LittleBigPlanet". Komentarz zbędny. "Uncharted" to graficzny Mount Everest, MałaWielkaPlaneta doskonale wykorzystuje wszelkie nowości w konsoli Sony, zaś kieszonkowy tenis jest jedną z najpiękniejszych gier sportowych, w jakie zagracie w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy.

"Dragon’s Dogma" – dwie ikony Capcomu, Hideaki Itsuna oraz Hirouyuki Kobayashi, zaliczyły bolesny upadek. Ich RPG wygląda potwornie, jest kiepsko animowany i koszmarnie zabugowany. Do premiery jeszcze okrągły rok, więc trzymam kciuki. Ratujcie, co się da!

Stay tuned...
Udostępnij: