Relacja

PRZED PREMIERĄ: Graliśmy w "Śródziemie: Cień Mordoru" i "Gauntlet"

autor: /
https://www.filmweb.pl/article/PRZED+PREMIER%C4%84%3A+Grali%C5%9Bmy+w+%22%C5%9Ar%C3%B3dziemie%3A+Cie%C5%84+Mordoru%22+i+%22Gauntlet%22-105136
Na londyńskim pokazie, będącym wprawką przed E3, mieliśmy okazję zobaczyć w akcji gry "Gauntlet" oraz "Śródziemie: Cień Mordoru". Znamy odpowiedź na pytanie, czy warto na nie czekać. 


"Gauntlet" z 2014 roku to odświeżona wersja zręcznościówki z lat 80. I trzeba przyznać, że pod względem rozmachu robi wrażenie. Co prawda w międzyczasie, pod szyldem Atari, ukazywały się jeszcze inne gry z tej serii, ale to właśnie nadchodząca rzeź jest godnym spadkobiercą oryginału.

  

W praktyce "Gauntlet" prezentuje się nieźle. Nam udało się rozegrać dość krótkie demo, naturalnie w trybie kooperacji i na cztery pady. Niżej podpisany, mając w pamięci odsłony z lat 90., szybko wybrał Elfa. Poza długouchym łucznikiem do wyboru jest jeszcze Wojownik, Walkiria i Mag. Najtrudniej gra się tym ostatnim i dlatego też Mag posiada największy zestaw zdolności specjalnych. W jego przypadku to trzy czary. W pełnej wersji arsenał będzie powiększony do dziewięciu zdolności magicznych. Pozostali bohaterowie są znacznie biedniejsi pod tym względem. Każda postać, poza zwykłym atakiem, może raz na jakiś czas użyć zdolności specjalnej. Do tego dochodzą zdobywane lub kupowane pomiędzy misjami relikty. Twórcy zapewniają, że gdy tylko odblokujemy danego grata, możemy korzystać z niego już do końca gry. 

Rozrywka to stary, dobry arcade. Nie ma tu poziomów doświadczenia ani jakichkolwiek elementów RPG. Miały się takowe pojawić, jednak po długich naradach zrezygnowano z tego pomysłu. "Gauntlet" ma być z założenia czystą, szybką rzeźnią z lotu ptaka. I tak też jest podczas gry. Co prawda spędziliśmy na prezentowanej nam mapie raptem kilkadziesiąt minut, ale intensywność rozgrywki jest naprawdę niezła. Twórcy, czyli Arrowhead Game Studios, nie są zresztą nowicjuszami. Ich debiutem była "Magicka", całkiem ciekawa gra niezależna, utrzymana w lekko absurdalnym i prześmiewczym klimacie fantasy. Pozostaje mieć nadzieję, że i z "Gauntletem" będzie dobrze. 

  

Gra na razie jest w stosunkowo wczesnej fazie produkcji. Wiele rzeczy ma być jeszcze zmienionych, nad kilkoma aspektami gry, jeśli wierzyć twórcom, wciąż toczą się ostre dyskusje. Najlepszym tego przykładem jest postać Maga. Początkowo był on bardzo słaby. Teraz jest znacznie potężniejszy dzięki różnorodnemu arsenałowi czarów. Te odpalamy zresztą podobnie jak w "Magicka" – ustalając za pomocą przycisków kolejność żywiołów, stanowiących składniki danego czaru. 


Drugą prezentowaną grą było "Śródziemie: Cień Mordoru". Choć na początku, tuż po prezentacji, zdania na jej temat były podzielone, gra zdecydowanie zyskała podczas testowania. Akcja "Śródziemie: Cień Mordoru" toczy się pomiędzy "Hobbitem" i "Władcą pierścieni". Jak można się domyślić, miejscem potyczek jest tytułowy Mordor. Nie jest to jednak pustkowie, jakie znamy z filmów czy książek. Trafiamy tam bowiem w momencie powrotu Saurona do tych ziem.

Na pierwszy rzut oka "Śródziemie: Cień Mordoru" przypomina skrzyżowanie "Assassin's Creed" i serii "Batman". Inspiracje tym pierwszym przejawiają się choćby w poruszaniu się naszej postaci, Taliona. Cały parkour i przemykanie po dachach orkowych warowni jest wręcz bliźniaczo podobne do znanej serii Ubisoftu. Z kolei w szrankach z Urukami najlepiej odnajdą się fani "Batmana" studia Rocksteady. 

Ale tym, na co można się realnie nastawiać, nie jest całkiem spory, choć podzielony na sektory otwarty świat ani nawet znane rozwiązania w zakresie mechaniki gry. Uwagę zwraca system Nemesis. O co chodzi? W ogrywanym fragmencie "Śródziemie: Cień Mordoru" naszym głównym zadaniem było pozbycie się pięciu orkowych watażków i zbudowanie własnej armii. Można odnaleźć ich ochroniarzy, zdominować ich umysły i wysłać przeciw swym władcom. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, by wprowadzić chaos we wrogich szeregach przez wzniecanie buntów. Wreszcie możemy sami ruszyć od razu na wielkiego bossa. Całkiem sporo możliwości, które w dodatku zmieniają się w locie. Przykład? Przejąłem kontrolę nad jednym z ważniejszych orków i wysłałem go przeciwko ochroniarzowi jednego z dowódców. Wróg padł, zaś mój protegowany wskoczył na kolejny poziom mocy. Następnie puściłem go przeciwko osłabionemu dowódcy. Ork wygrał i tę walkę i tym samym został władcą marionetkowym. Szkoda tylko, że kilka minut później zginął w przypadkowej walce z innym oddziałem orków...

Możemy też sprawę załatwić bezpośrednio, ale jest to niezwykle trudne. Dlaczego? Ze względu na losowość świata. Niżej podpisany zebrał dość mocne baty, gdy doszło do konfrontacji z jednym z dowódców orków. Nie dość, że chroniony był przez dwóch dość przypakowanych przybocznych, w trakcie walki podniósł alarm, a jakby tego było mało, na pole bitwy przyplątał się jeden z mocniejszych Uruków, który... akurat patrolował okolicę. 

  

Jeśli gra nie zostanie zeżarta przez bugi, losowość i płynne zmiany na szachownicy pełnej orków, to w tej postaci zapowiada się na niezłą i dość dynamiczną rozgrywkę. Kusi zwłaszcza perspektywa czegoś, co roboczo można nazwać "stwórz sobie arcywroga". Gdy walczymy z jakimś bardziej rozpoznawalnym orkiem, czasem uda mu się zwiać. Wedle twórców, taki wróg istnieje cały czas w wiecznie zmieniającym się świecie "Śródziemie: Cień Mordoru" i możemy równie dobrze spotkać go kilkanaście godziny gry później, już jako potężnego dowódcę, który pała żądzą zemsty. W zapowiedziach wygląda to cudnie, oby tak samo prezentowało się w praktyce.

  

"Śródziemie: Cień Mordoru" nie wygląda na szczególnie odkrywcze, jeśli chodzi o mechanikę. Przyciąga natomiast płynnym doborem wrogów i protegowanych oraz nieźle zrealizowanym otwartym modelem rozgrywki. Czy wyjdzie z tego dobra gra? Zobaczymy.