WENECJA 2019: Recenzujemy "The Truth" Hirokazu Koreedy

  • Relacja
Pierwszego dnia festiwalu w Wenecji nasz dziennikarz Łukasz Muszyński obejrzał nowy film twórcy "Złodziejaszków" Hirokazu Koreedy pt. "The Truth". Poniżej możecie zapoznać się z jego wrażeniami. Kolejne gorące recenzje już jutro. 

***

Wszystko o mojej matce, rec. filmu "The Truth", reż. Hirokazu Koreeda

Niech Was nie zwiodą nowe dekoracje. Choć w "The Truth" Hirokazu Koreeda zamienił Tokio na Paryż, a obiektyw kamery skierował na wolną od trosk materialnych burżuazję, jego przepis na kino pozostał taki sam. Japończyk wciąż jest czujnym, a przy tym niezwykle czułym portrecistą skomplikowanych rodzinnych więzi. Nawet, gdy zdarza mu się rozdrapywać niezabliźnione rany na sercach bohaterów, nigdy nie zapomina założyć na nie kojącego opatrunku. Idąc na jego film, nie musicie się obawiać, że wyjdziecie z seansu z popsutym humorem. 

The-Truth-2-1.jpg

Nie będę mówić samej prawdy. To za mało interesujące – broni się Fabienne (Catherine Deneuve), gdy córka (Juliette Binoche) oskarża ją, że w wydanej niedawno autobiografii popuściła wodze fantazji. Dla bohaterki życie na styku rzeczywistości i fikcji to chleb powszedni. Jest wybitną aktorką, boginią ekranu, która do perfekcji opanowała wykorzystywanie autentycznych przeżyć na potrzeby roli. Goniąc za kolejnymi artystycznymi wiktoriami, gwiazda zawsze stawiała bliskich na drugim miejscu. W efekcie jej relacja z latoroślą – scenarzystką mieszkającą na stałe w Nowym Jorku wraz z mężem (Ethan Hawke) i dzieckiem – to materiał na wieloletnią terapię. Naznaczona rozczarowaniem i żalem, a jednak niepozbawiona bliskości oraz poczucia humoru. Nabrzmiała od konfliktów, a mimo to nacechowana wzajemnym szacunkiem. Raz zimna wojna, raz czułe słówka.

Trajektorię fabuły "The Truth" wyznacza wątek Fabienne grającej drugoplanową rolę w filmie science fiction "Wspomnienie mojej matki". Opowiada on historię kobiety, która z powodów zdrowotnych mieszka poza Ziemią, a rodzinę widuje tylko raz na siedem lat. Podczas gdy dla niej czas stanął w miejscu, mąż i córka nieubłaganie starzeją się. W tej baśniowej historii bez trudu można dostrzec metaforę sytuacji Fabienne – wielkiej gwiazdy żyjącej niejako w innej galaktyce niż reszta ludzi. W komediodramacie Koreedy prawda i fikcja nieustannie przenikają się. Sztuka może zadawać cierpienie, ale czasem ma również właściwości uzdrawiające. Artysta bywa  narcystycznym pasożytem żerującym na cudzych emocjach, jednak dzięki talentowi potrafi wyczarować iluzję, która porusza w odbiorcy najczulsze struny.

Intrygujących motywów jest tu znacznie więcej: niezgoda na przemijanie, opowieść o niedoskonałej pamięci i konfrontacji ze wspomnieniami, tęsknota za epoką, gdy kino miało mitotwórczą siłę. Twórca "Złodziejaszków" buduje całe to obszerne zaplecze intelektualno-tematyczne z pozornie nieefektownych sytuacji: rozmów przy posiłkach, przerw na papierosa, podróży samochodem na plan zdjęciowy. Nie ma tu szokujących zwrotów akcji ani rozdzierających melodramatycznych gestów.  I choć czasem chciałoby się, żeby Koreeda poszedł za radą pojawiającej się w filmie postaci reżysera ("Zagraj mi to o 20% szybciej") i nieco zagęścił narrację, jego bezpretensjonalność, empatia oraz dowcip wynagradzają delikatne dłużyzny. 

Całą recenzję Łukasza Muszyńskiego można przeczytać TUTAJ


 

zobacz też:

Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię