Filmweb sp. z o.o.
https://www.filmweb.pl/article/WENECJA+2019%3A+Pok%C5%82ony+dla+%22Kr%C3%B3la%22-134513

WENECJA 2019: Pokłony dla "Króla"

  • autor: Małgorzata Steciak, Łukasz Muszyński
  • Relacja
Łukasz Muszyński dzieli się wrażeniami po obejrzeniu "Króla" z Timothee Chalametem, natomiast Małgorzata Steciak recenzuje "Martina Edena" na podstawie powieści Jacka Londona. Fragmenty ich recenzji znajdziecie poniżej. 

***


Samotność na szczycie, rec. filmu "Król", reż. David Michôd
autor: Łukasz Muszyński

Król nie ma przyjaciół. Ma tylko zwolenników i wrogów – słyszy w jednej ze scen tytułowy bohater filmu Davida Michôda, Henryk (Timothée Chalamet). Młodzian jeszcze do niedawna spędzał czas w gospodach, osuszając kolejne dzbanki wina wraz ze swoją wierną kompanią. Teraz musi jednak przejąć schedę po ojcu i wstąpić na tron Anglii. Nowy monarcha próbuje nie zagubić się w gąszczu dworskich intryg. Nie wie jednak, komu ufać, a kogo trzymać na dystans albo umówić na natychmiastowe spotkanie z katowskim toporem. Korona zaczyna ciążyć chłopakowi jeszcze bardziej, gdy okazuje się, że władca Francji nasłał na niego płatnego mordercę. Jeśli Henryk nie zareaguje, wyjdzie na słabeusza. Jeśli jednak postąpi w myśl zasady "ta zniewaga krwi wymaga", popchnie kraj w stronę wyniszczającego konfliktu.

3 21

Zrealizowany na motywach kronik Szekspira "Król" to opowieść o tym, że dziedzictwo przodków bywa często niechcianym bagażem, który przeznaczenie każe nam wziąć na barki. To także film o brutalnej logice męskiego świata, w którym przemoc jest najprostszym (i często jedynym) sposobem na radzenie sobie z problemami, co w efekcie prowadzi do serii niepotrzebnych tragedii. W tej mrocznej, skąpanej w krwi historii światełkiem w tunelu wydaje się przyjaźń między Henrym a Falstaffem – niegdyś zawołanym żołnierzem, dziś obrastającym w tłuszcz próżniakiem bez grosza przy duszy. Grany przez znakomitego Joela Edgertona bohater wnosi do historii humor, a zarazem pełni w niej rolę moralnego kompasu. W przeciwieństwie do młodego króla rozumie bowiem, że wojna nie ma w sobie nic szlachetnego, a za kościelnymi sztandarami i podniosłymi frazesami płynącymi z ust doradców kryje się wyłącznie brudna polityczna gra.

Michôd portretuje średniowieczną Anglię bez cienkiej choćby warstwy pudru. Oglądając niedomyte ciała, ropiejące rany oraz truchła zwierząt, ma się wrażenie, że lada chwila z ekranu wybije niewyobrażalny fetor. Podobny brak romantyzmu widać również w inscenizacji pojedynków i scen batalistycznych. Twórca "Królestwa zwierząt" do spółki z operatorem Adamem Arkapawem ("Makbet") w konfrontacjach odzianych w ciężkie zbroje samców widzi wyłącznie krwawą kotłowaninę. 

Całą recenzję Łukasza Muszyńskiego można przeczytać TUTAJ.

***


Z daleka widok jest piękny, rec. filmu "Martin Eden", reż. Pietro Marcello
autorka: Małgorzata Steciak

Pietro Marcello w "Martinie Edenie" ekranizuje powieść Jacka Londona, klasyczną opowieść inicjacyjną o ambitnym robotniku wspinającym się po szczeblach pisarskiej kariery. Martin Eden (świetny Luca Marinelli), ze swoją determinacją i głęboko ukrytą wrażliwością, jest trochę jak włoski Gatsby, trochę jak bohaterki "Genialnej przyjaciółki" Eleny Ferrante. Klasyczna opowieść o wzlocie i upadku równie genialnego, co niezrozumiałego pisarza, walczy o Złotego Lwa na festiwalu filmowym w Wenecji.

martin-eden.jpg

Podczas pierwszego spotkania z Eleną (Jessica Cressy) Martin ogląda kolekcję obrazów zgromadzoną przez rodziców dziewczyny. "Z daleka wydaje się piękny, ale z bliska widać tylko rozmyte plamy", podsumowuje prostodusznie bohater Marinellego. Wywodzący się z klasy robotniczej marynarz z zachwytem chłonie każdy detal nowego otoczenia. Martin skończył zaledwie kilka klas szkoły podstawowej, od jedenastego roku życia pływa na statkach i ima się wszelkich dorywczych prac. Ma nieposkromiony apetyt na życie, a w oczach blask i naiwność, na jaką stać tylko marzycieli szaleńców. Braki w edukacji nadrabia entuzjazmem i charyzmą, nie daje się zawstydzić przez bogaczy, przyglądających mu się z zaciekawieniem, lecz dość jednoznacznie – z góry.

Martin Eden mógłby być bohaterem cyklu neapolitańskiego Eleny Ferrante. Ma w sobie determinację i siłę Lili, i talent pisarski Lenu. Jego otoczenie, dom siostry i szwagra, w którym sporadycznie pomieszkuje, wyglądają jak żywcem wyjęte z niedawnej ekranizacji powieści autorstwa Saverio Costanzo. Zapytany podczas kolacji z rodzicami swojej ukochanej o jego zdanie na temat wydatków rządu na edukację, z rozbrajającą bezpretensjonalnością sprzedaje prostą i trafiającą w punkt metaforę, która została podczas weneckiego pokazu prasowego nagrodzona burzą oklasków. Przełykając kęs spaghetti bierze do ręki bułkę i wycierając pieczywem talerz mówi: "bułka to edukacja, sos – bieda. Nabierasz bułką sos i bieda znika". Podobnie jak słynne przyjaciółki Martin szuka drogi ucieczki z patologicznego środowiska przez edukację i kulturę. Chłopak pochłania kolejne książki i tomy poezji, kupuje maszynę do pisania i na przekór zdrowemu rozsądkowi i dobrym radom bliskich postanawia, że zostanie pisarzem. Wierzy, że kiedy mu się uda, Elena zostanie jego żoną, a jej rodzina zacznie traktować go jak równego sobie.

Całą recenzję Małgorzaty Steciak mona przeczytać TUTAJ


zobacz też:

Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię