Relacja

36. WFF: Recenzujemy "Shirley" i "Nieszczególne miejsce"

autor: , /
https://www.filmweb.pl/article/WFF+2020%3A+Recenzujemy+%22Shirley%22+i+%22Nieszczeg%C3%B3lne+miejsce%22-139722
W stolicy trwa już 36. edycja Warszawskiego Festiwalu Filmowego. Jak co roku jesteśmy na nim obecni i jak co roku będziemy Wam dostarczać relacje z najważniejszych wydarzeń. Dziś publikujemy recenzje dwóch interesujących filmów z programu –  "Shirley" w reżyserii Josephine Decker z Elisabeth Moss w roli głównej oraz "Nieszczególnego miejsca" Uberto Pasoliniego z zachwycającym Jamesem Nortonem

***


Kto się boi Shirley Jackson?
recenzja filmu "Shirley", reż. Josephine Decker

Choć scenariusz Sarah Gubbins oparty jest na powieści Susan Scarf Merrell inspirowanej życiem Shirley Jackson (autorki "Nawiedzonego domu na wzgórzu"), to licho mogłoby porwać całą tę szkatułkowość, a "Shirley" poradziłaby sobie sama. Antybiografia pierwszej damy amerykańskiej powieści grozy jest tym, czym "Zakochany Szekspir" dla twórcy "Makbeta": epizodycznym zmyśleniem, quasi-gatunkowym mrugnięciem oka, zakrzywionym portretem twórczym. Celem Josephine Decker (pod producenckim patronatem Martina Scorsesego) jest raczej dialog z pisarską wyobraźnią specjalistki od rozpadu kobiecej tożsamości niż z jej biografią. Dostajemy więc przystępną miksturę fikcji i rzeczywistości, psychologicznie trudny do oszacowania i tyleż niepokojący obyczajowy thriller.


Gdy świeżo upieczeni małżonkowie Rose (Odessa Young) i Fred (Logan Lerman) trafiają pod dach charyzmatycznego profesora literatury, bon vivanta Stanleya (niepokojąco impulsywny Michael Stuhlbarg) i jego nie mniej ekscentrycznej żony-wiedźmy-pisarki Shirley (Elisabeth Moss, jaką znamy i jakiej się boimy), nie wiedzą, że skrzypiące domostwo okaże się placem zabaw gospodarzy-manipulatorów. W amerykańskich latach 60. opieka nad kuchnią i pomoc wahliwej pani domu wydaje się dziewczynie adekwatną ceną za uczelnianą asystenturę ambitnego męża. Do czasu. Lektury mrocznych opowiadań i codzienność u boku ich weredycznej autorki sprawią, że szał twórczy pisarki znajdzie godną przeciwwagę w przebudzeniu samej Rose.

Czy chodzi o starą dobrą emancypację? Dobre sobie! Jeśli sądzicie, że znacie tę historię, zapnijcie pasy, bo Decker ogołoci was z oczekiwań i obije na polu psychologicznej bitwy. Kto tu z kim walczy, trudno z całą pewnością stwierdzić. Racji nie da się zmierzyć z linijką w ręku. Relacja mistrzowsko-uczniowska mieni się odcieniami wzajemnej fascynacji, niechęci, powiernictwa, wampiryzmu i pożądania. Relacja na linii kobiety-mężczyźni pozostaje równie nieostra: między obłudą, toksycznością, uległością, przemocową protekcjonalnością, podziwem i najprawdziwszym lękiem. W "Shirley" pod jednym dachem dwie pary o różnych stażach przyglądają się w sobie jak w lustrze. A że lustro jest zakrzywione, sporządzane na własny użytek (już i tak iskrzące) definicje związku i uczuć okazują się tymczasowe i wymagają znacznie większej kreatywności.

Całą recenzję Gabriela Krawczyka można przeczytać TUTAJ

***


Ojciec i syn
recenzja filmu "Nieszczególne miejsce", reż. Uberto Pasolini

Spojrzenia. Kiedy 35-letni John myśli o przyszłości, nieustannie spogląda na swojego syna – małego, rezolutnego chłopca. W jego spojrzeniu kryje się przeogromna miłość, ale też ból, strach, cierpienie. Nigdy nie powie tego wprost synowi. Stara się, by dziecko nie widziało tych spojrzeń. Kiedy mu się to nie udaje, maskuje je ciepłym słowem, odwraca uwagę zabawą. Czasem, kiedy w rozmowie dotyka spraw ostatecznych, pozbawia je osobistego kontekstu, zmieniając w abstrakcje, które chłopiec z trudem ogarnia.


Spojrzenia. Kiedy 4-letni Michael myśli o teraźniejszości, spogląda na swojego ojca – ciepłego, troskliwego mężczyznę, który czasami zdaje się bardzo zmęczony. W jego spojrzeniu kryje się przeogromna miłość, ale też niepewność i strach. Nigdy nie powie tego ojcu. Głównie dlatego, że nie potrafi ubrać swoich przeżyć w słowa. Czuje, że nie wszystko jest w porządku. Nieustanne odwiedziny w coraz to nowych domach obcych ludzi czy sytuacje, kiedy tata jest zmęczony lub myślami nieobecny, wprowadzają dziwną atmosferę w domu. Czasami, kiedy spojrzenia nie wystarczą, chłopiec będzie próbował angażować ojca w zabawę. A gdy napięcie stanie się nie do zniesienia, skryje się za wybuchami gniewu o pozornie nieistotne rzeczy.

W swoim nowym filmie "Nieszczególne miejsce" Uberto Pasolini przygląda się rodzinie u progu traumatycznego wydarzenia. Ojciec jest osobą umierającą na nieuleczalną chorobę. Pozostało mu zaledwie kilka miesięcy życia. Czas ten spędza w pracy, w domu, otaczając miłością syna, oraz na spotkaniach z potencjalnymi rodzinami zastępczymi. Jest zdeterminowany, by znaleźć chłopcu nowe miejsce, zapewnić mu szczęście, kiedy jego już nie będzie. Zadanie to jednak go przerasta. Mężczyzna zdaje sobie sprawę, że musi przygotować chłopcu przyszłość, że musi się z nim pożegnać, a jednak nie jest na to gotowy. Jego protest jest niemy, nie chce bowiem straszyć chłopca. I tak pozostają jedynie spojrzenia lub zwierzenia prowadzone, gdy 4-letniego Michaela nie ma w pobliżu.

"Nieszczególne miejsce" zaskakuje dyskretnie prowadzoną narracją. Biorąc pod uwagę temat, można byłoby się raczej spodziewać epatowania scenami wywołującymi w widzach niekontrolowanego potoki łez. Pasolini stawia jednak na prostszy sposób prowadzenia narracji. Jego opowieść jest skromna, cicha, skupiona na bohaterach i ich relacjach. Nie znaczy to wcale, że pozbawiona jest wzruszeń. Emocje są tu silne i bardzo czytelne dla każdego oglądającego. Reżyser pozostawia je  jednak w stanie naturalnym, słusznie dochodząc do wniosku, że autentyzm relacji ojca i syna zadziała na widzów równie skutecznie.

Całą recenzję Marcina Pietrzyka można przeczytać TUTAJ
Udostępnij: