Felieton

Walkiewicz udziela lekcji karate

Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/article/Walkiewicz+udziela+lekcji+karate-65318
I TY MOŻESZ ZOSTAĆ KARATEKĄ!

A także bokserem, tancerzem, akrobatą i małym buddą. Wchodzący na ekrany remake "Karate Kida" spełnia obietnicę nostalgicznej wyprawy w lata osiemdziesiąte, gdy kimono służyło za strój wyjściowy i pidżamę, a bóle głowy leczono piąchopiryną. Udowadnia również, że dla chcącego nic trudnego, o ile tylko chcący skorzysta z zapisanego na celuloidzie poradnika samoakceptacji. Jak osiągnąć szczęście w pięciu krokach, radzą sensei Kesuke "Pan" Miyagi i pokorny Walkiewicz-san.


KROK PIERWSZY: NIEOCZEKIWANA ZMIANA MIEJSC(A)
Pan Miyagi radzi: "Idź i znajdź równowagę"

Ścieżka do triumfu nie jest usłana różami. Nie można również ot tak na nią wkroczyć. Niezbędnym warunkiem wydaje się generalna niezgoda na świat, skłonność do nieskoordynowanych zapasów z rodziną, przyjaciółmi i z samym sobą. Oj, zna Miyagi paru takich, którzy sobie nie radzili: Daniela Larusso ("Karate Kid", 1984), Jake’a Tylera ("Po prostu walcz!", 2008), Jasona Silla ("Bez odwrotu", 1986). Chłopców butnych, z potarganymi włosami, zagniewanych, zakompleksionych. W kinie familijnym to zwykle niepewne siebie dzieciaki, w gatunkowo cięższych dramatach – dorośli faceci skłóceni z życiem, jak włoski ogier Rocky Balboa. Większość z nich zmienia adres zameldowania z przymusu. Przyczyny przeprowadzki nie są istotne, liczy się w końcu to, co nowe. Konstandinos Kawafis pisał w wierszu "Miasto": "Mówisz: pojadę do innej ziemi, nad morze inne/ Jakieś inne znajdzie się miasto, jakieś lepsze miejsce […] Lecz to miasto pójdzie za tobą/ Zawsze w tych samych dzielnicach będziesz krążył/ W tych samych domach włosy ci posiwieją/ Zawsze trafisz do tego miasta". Czemu jednak miałbyś mu wierzyć? Nie zaprzątaj sobie głowy cudzymi lękami, pamiętaj tylko, że pierwszych rozczarowań związanych z "inną ziemią" nie osłodzi nawet zalotne spojrzenie nowej miłości. Zwłaszcza, że tuż za rogiem czeka już wredny rywal. Pierwszy strzał, krótki letarg, a potem pobudka i obietnica poprawy: tak dalej być nie może!

 

KROK DRUGI: STRZAŁA AMORA I STRZAŁY NA ODLEW
Pan Miyagi twierdzi: "Nie ma kogoś takiego, jak zły uczeń, jest tylko zły nauczyciel. Nauczyciel mówi, uczeń robi"

Jaki mentor jest, każdy widzi. Przede wszystkim jest facetem z przeszłością, a raczej z Przeszłością. Coś się wydarzyło. Kiedy? Gdzie? Dlaczego? Tego się nie dowiecie, przynajmniej nie przed finałową próbą. Zwykle, jeśli nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze. Nie w tym przypadku. Rzut oka na mentora, parę słów, kilka gestów i wiesz już, że to kwestia utraconego honoru, albo utraconej miłości. Mentor jest gościem, z którym nie warto zadzierać. Niby powtarza do znudzenia, że w całym Twoim treningu chodzi o obronę, ale wie przecież jak nikt inny, że najlepszą obroną jest atak. Gburowaty i opryskliwy, będzie mówił zagadkami i wątpił w sens Waszego przedsięwzięcia. Nie każe Ci wprawdzie "żreć błyskawic i srać piorunami" (tylko ultratwardziel Balboa zasługiwał na trenera z takim językiem), ale nie licz, że odpuści. Przed Nim na twojej drodze stanie Ona – piękna, zabawna, inteligentna, rozczulająca. Niebiańska istota złożona z samych paradoksów: wyzywająca i skromna, zadziorna i potulna, zdyscyplinowana i spontaniczna, dziewczęca i "chłopacka", przeciętna i wyjątkowa. Gdy Twoje nogi zmienią się w watę, a puls przyspieszy, okaże się, że księżniczki strzeże zmutowany mięśniak, który postanowi wybić Ci z głowy amory. Twoje serce płonie, ale nie musisz czytać Patricka Marbera, by intuicyjnie podzielać jego zdanie: może i to serce było kiedyś z perfumowanej bibuły, lecz dziś wygląda jak pięść oblana krwią. 



KROK TRZECI: TRENING CZYNI MISTRZA
Pan Miyagi mówi: "Człowiek, któremu uda się złapać muchę pałeczkami, osiągnie wszystko"

Muzyka łagodzi obyczaje, a w Twoim przypadku nawet łączy pokolenia. Nie można trenować bez odpowiedniej ścieżki dźwiękowej. A jeśli Twój prywatny zapis "hartowania stali" ma poruszyć dorosłych, dzieci i "wieczne dzieci", musisz zadbać o to, żeby był możliwie efektowny. Chłopaki z Survivor, wspomagający swoim talentem Rocky’ego, są już wprawdzie niedysponowani, ale wciąż możesz liczyć na amerykańskiego, deskorolkowego punk-rocka, albo lukrowany pop, które umilą Ci trudy treningu. Trening zaś to najważniejszy element Twojej próby. To podczas wzmacniania ciała i ducha uczucie do najdroższej osoby rozkwitnie, mentor stanie się powiernikiem i przyjacielem, rodzina nabierze do Ciebie szacunku. Cokolwiek trenujesz, znajdziesz refleks swojej wytężonej pracy w codziennych czynnościach – pielęgnowaniu flory ogrodowej, woskowaniu samochodu, malowaniu dachu, zakładaniu i zdejmowaniu kurtki. Zwieńczeniem tego etapu będzie wspaniały teledysk z Twojego życia. W rytmie popu pokonasz swojego mistrza na setkę, zrobisz sto tysięcy przysiadów, odtańczysz nowozelandzką hakę przy zachodzącym słońcu i w końcu złapiesz tę przeklętą muchę pałeczkami.  


KROK CZWARTY: NIE CZAS NA ŁZY
Pan Miyagi pyta: "Pamiętasz lekcję o równowadze?"

Prędzej czy później woda sodowa uderzy Ci do głowy. Pewny siebie, postanowisz wypróbować swoje nowe umiejętności i zdecydujesz się na, jakże przedwczesną, konfrontację z Twoim nemezis. Zła decyzja (Pan Miyagi kiwa głową na znak dezaprobaty i wraca do pielęgnowania drzewka bonsai). Piękne dziewczę w Ciebie zwątpi, przyjaciele przestaną kibicować, zapieczętowany w nowym miejscu gniew wybuchnie ze zdwojoną siłą. Ciemna strona mocy już na Ciebie czeka, na szczęście Ty potrafisz wziąć się w garść i spuścić ciemnej stronie mocy łomot. To właśnie chwila, w której Twój mentor wyciąga asa z rękawa, albo w ogóle odkrywa wszystkie karty. Nawet jeśli jest duchem Bruce'a Lee ("Bez powrotu") albo samym Chuckiem Norrisem ("Kumple", 1992), ratuje sytuację, zdejmując ze swojej przeszłości woal tajemnicy. Poruszony jego szczerym wyznaniem, zaczynasz pojmować, że Twoja siła nie leży tu (w tym momencie spoglądasz na swoje zaciśnięte pięści), ale tu (kładziesz palec na swojej piersi) i tu (a teraz przyciskasz go do czoła). Proste? Proste!


KROK PIĄTY: BIJ I NIE DAJ SIĘ POBIĆ
Konkluzja Pana Miyagi: "Dla człowieka, który nie zna przebaczenia, życie jest gorszą karą niż śmierć"

Pamiętasz jak to było? Rok 1989, "Najlepsi z najlepszych". Amerykańska reprezentacja w taekwondo jedzie na turniej, by zmierzyć się z odwiecznymi rywalami z Korei. Istnieją niewyrównane rachunki krzywd: brat lidera jankeskiej drużyny, człowiek o wschodnich korzeniach zresztą, zginął z rąk niegodziwego Koreańczyka. Amerykanie przegrywają dwa do zera, jednak szybko zdobywają punkt kontaktowy, a potem jeden z nich, walcząc ze złamaną ręką (a jak!), heroicznie doprowadza do remisu. Dochodzi więc do finałowego pojedynku, w którym skośnooki Amerykanin mierzy się z mordercą własnego brata. I dzieje się rzecz niezwykła. Zakrwawiony i ledwo stojący na nogach Zły czeka na finałowy cios, lecz jego przeciwnik ma niejasne przeczucie, że będzie to cios śmiertelny. Mając świadomość, że tylko nokaut gwarantuje zwycięstwo, reprezentant USA opuszcza rękawice i czeka spokojnie do końca rundy. Korea wygrywa, lecz w honorowym odruchu zwycięzcy oddają swoje medale przegranym, zaś altruistyczny Amerykanin wybacza Koreańczykowi. Morał z tej bajki jest prosty: gdy już dasz się oślepić, połamać, a potem błyskawicznie przełożysz nauki ogrodnicze na język sztuk walki, upokorzysz przeciwnika i sięgniesz po złoto, nie zapomnij o przebaczeniu. Potem wystarczy podnieść ręce i wydać z siebie okrzyk triumfu. I bez zbędnych ruchów – zepsujesz piękną stopklatkę.  


Udostępnij: