Damian Wiśniowski

13. American Film Festival: Robert Altman. Gracz

Persona
/fwm/article/13.+AFF%3A+Robert+Altman.+Gracz-148304
Filmweb A. Gortych Spółka komandytowa
https://www.filmweb.pl/fwm/article/Honor+zab%C3%B3jcy%2C+zab%C3%B3jcy+bez+honoru-108834
HOLLYWOODLAND

Honor zabójcy, zabójcy bez honoru

Podziel się

Płatni zabójcy nie przyjmują reklamacji ani zażaleń, a ściągnąć na siebie ich zemstę to narazić się na gniew boży.

Co się dzieje za zamkniętymi drzwiami w Fabryce Snów? Dlaczego Hollywood jest i zawsze będzie hegemonem filmowego rynku? Odkrywamy, jak często spadają gwiazdy i czyje życzenia spełniają się na hollywoodzkiej ziemi.

***

Płatni zabójcy nie przyjmują reklamacji ani zażaleń, a ściągnąć na siebie ich zemstę to narazić się na gniew boży. Mają lodowate serca, za zlecenie biorą grubą kasę, palec na spuście nawet im nie zadrży, ale jeśli nie jesteś dorosłym facetem z czymś poważniejszym na sumieniu, nie musisz się ich obawiać.


Tyle dowiedzieliśmy się z kina. A co, jeśli prawdziwi kilerzy mordują z wydanym przed trzydziestoma laty niesławnym podręcznikiem "Hit Man: A Technical Manual for Independent Contractors" pod pachą (tak było), kasują zaledwie "trzysta zielonych" od głowy (tak było) lub tchórzą w kulminacyjnym momencie (tak było)? Skonfrontujmy zatem rzeczywistość z popkulturowymi mitami, którymi zawód profesjonalnego killera obrósł przez lata.

Zasada pierwsza: żadnych kobiet i dzieci

Tego nauczył nas Leon zwany zawodowcem, lecz nie każdy płatny zabójca postępował zgodnie z podobną zasadą, co francuski "sprzątacz". Serbski morderca Marinko Magda kosił całe rodziny (celę ma opuścić niebawem, bo już za sześć lat, po odsiedzeniu za kratami ćwierćwiecza), ale już Richard Kuklinski, o którym przed rokiem nakręcono film "Iceman", zarzekał się, że żadna z jego przeszło stu, a może nawet i dwustu ofiar nie była ani kobietą, ani dzieckiem. Trucizny miał za to testować na psach. Hollywoodzkie tabu przeważnie nie pozwala mordować przyszłych matek i zwierząt, a nic nie rozczula tak jak mały kotek, dlatego też Alan Ladd w zrealizowanym na podstawie prozy Grahame'a Greene'a "Pistolecie do wynajęcia" opiekuje się słodkim dachowcem. Rola Philipa Ravena, ponurego killera, który kieruje się swoistym kodeksem moralnym i jest całkiem przyzwoitym gościem, zapewniła mu sławę i pomogła nakreślić nowy portret filmowego zabójcy, do tej pory przedstawianego zazwyczaj jako milczącego, skorego do przemocy tłuka o kwadratowej szczęce, zabijającego na skinienie wysoko postawionego mafioza. Za zwierzakami przepada także John Wick o twarzy Keanu Reevesa, który teraz, kiedy czytacie ten tekst, w pobliskim kinie kładzie trupem trzydziestą już osobę. Oczywiście w akcie zemsty za śmierć psiaka.

Zasada druga: zabójca działa i żyje sam

ckLimdd3Vlbu5ug7A4avZTZFjDO.jpg


Zabójca do wynajęcia jest jak samotny wilk pogrążony w zimowym śnie, powieka drży mu tylko na dźwięk pagera lub donośny dzwonek telefonu na kartę. W popkulturze to zresztą bodaj najatrakcyjniejszy obrazek. Emanujący stoickim spokojem, pochłaniający kolejne książki Alain Delon w skromnie urządzonym mieszkanku. Charles Bronson unoszący kieliszek przedniego wina w zaciszu gustownie urządzonego apartamentu. George Clooney dopieszczający swój arsenał. Leon podlewający ukochaną roślinkę. Gubi ich albo kobieta, albo, po prostu, otwarcie się na drugiego człowieka, lecz to upadek pozorny, krok zezwalający tak naprawdę na wyzwolenie, będący gwarantem absolucji, przynoszący odkupienie. Albo chociaż wypełniający pustkę nudnej i żmudnej egzystencji; bo adrenalinowy kopniak nie starcza na długo, zabijanie wchodzi w nałóg i każdy kolejny mord rajcuje mniej niż poprzednie. Dodajmy, że Kuklinski, tak samo jak słynny australijski płatny morderca Christopher Dale Flannery – o nim również nakręcono parę rzeczy, choć mniej znanych – mieli rodziny, żony, dzieci. I absolutnie nie przeszkadza im to w chwytaniu się kolejnych, nieźle płatnych zleceń.

Zasada trzecia: no job too small


Badania przeprowadzone przez Australijski Instytut Kryminologii, który przeanalizował przeszło sto pięćdziesiąt zleceń na zabójstwa z okresu kilkunastu lat, wykazały, że szary obywatel najczęściej szukał mordercy do wynajęcia, chcąc pobrać sporą kwotę, na jaką ubezpieczone było życie małżonka. Oczywiście zabójca zgarniał połowę. Tak dorabiał niejaki Glennon Engleman, dentysta z St. Louis, który na boku, po godzinach, trudnił się zabijaniem. Podobne fuchy brał też policyjny śledczy Cooper z filmu Williama Friedkina "Zabójczy Joe", ale zazwyczaj takie stosunkowo nieduże robótki są dla kina mało atrakcyjne, bowiem przed kamerą prezentuje się najlepiej przystojniak w nienagannie skrojonym garniturze, któremu nie wypada nadstawiać karku za marne grosze. O duże stawki grają też killerzy z klanu Corleone, którzy zabezpieczają duże interesy całej mafijnej rodziny, co jednak nie zmienia zasadniczej prawdy – każdy mord powiązany jest z ewentualnym zyskiem. Dlatego "Ojca chrzestnego" interpretuje się chętnie jako krytykę kapitalistycznej etyki zrodzonej z czystego egoizmu, a ostateczny upadek rodziny nastąpi wtedy, kiedy sprzeniewierzy się podstawowym zasadom, na których fundamencie została zbudowana jej potęga.

Zasada czwarta: pieniądze muszą zostać dobrze wydane

"Mój ojciec jest jednym z najbardziej wygadanych, oczytanych i czarujących ludzi, jakich poznałem" – mówił Woody Harrelson o swoim rodzicu, Charlesie, który kawał życia spędził za kratami, skazany za dokonanie morderstwa na zlecenie. Stereotyp wysublimowanego zabójcy, który jest koneserem muzyki, degustatorem dobrej kuchni i miłośnikiem sztuki, był i nadal jest żywy, choćby w obu wersjach "Mechanika". Charles Bronson w filmie Michaela Winnera nie poświęca robocie zbytniej filozoficznej refleksji, kolejne zlecenia traktując metodycznie niczym przerzucający papierki urzędnik, choć przygotowuje się do nich zawsze nienagannie. Nieuczciwie zarobione pieniądze wydaje na artykuły luksusowe, ciesząc uszy, oczy i serce tym, co zarezerwowane dla ludzi o dobrym smaku i zasobnym portfelu. Nie inaczej postępuje z kasą Jason Statham w filmowym remake'u (na marginesie: przygarnia też pieska). Fun fact: Harrelson typowany był do roli Miguela Baina, szalonego killera z filmu "Zabójcy" Richarda Donnera. Ta ostatecznie trafiła do Antonio Banderasa.
Modelowy płatny zabójca ulepiony z popkulturowych skrawków jest nie tyle niemoralny, co amoralny.
Bartosz Czartoryski

Zasada piąta: lojalność to podstawa

Alexander Solonik to postać rodem z filmowej fikcji, a o jego wyczynach krążą legendy – za kratami sam jeden sprał kilkunastu gości naraz, brał udział w strzelaninach z policją, nie bał się podskakiwać tuzom półświatka, ponoć nawet upozorował własną śmierć. Latami zabijał dla najpotężniejszych moskiewskich gangsterów, nierzadko zmieniając układ sił na rosyjskiej scenie kryminalnej, pozostając przy tym wierny swoim zleceniodawcom. A ci mieli z niego niemałą pociechę. Zawarte za pieniądze przyjaźnie najwyraźniej się opłaciły i kiedy po raz kolejny trafił za kraty, umożliwiono mu ucieczkę. Lojalność zgubiła jednak Ghost Doga z filmu Jima Jarmuscha, który, wzorem samuraja, obrał sobie za pana lokalnego bonza imieniem Louie (kryminalista niegdyś uratował mu skórę). Podstawą jego życiowej filozofii pozostaje kodeks japońskiego wojownika, zgodnie z nim żyje i zgodnie z nim zabija. To oczywiście romantyczna wizja antybohatera, jakiego chcielibyśmy w kinie oglądać, bo przecież facet morduje na lewo i prawo, zasłaniając się pojęciem honoru. Bezpośrednim powodem jego upadku staje się anachroniczna wiara w nieprzystające do współczesności i kręgów, w których się obraca, ideały. Osobistego kodeksu moralnego trzyma się także Danny z "Elity zabójców" (znowu Jason Statham). Chce się wycofać z branży, ale nie pozwala mu na to lojalność wobec przyjaciela, który zostanie zabity, jeśli on przestanie zabijać. Cóż, tak działa istne ocieplanie wizerunku bezlitosnego killera przez Hollywood, a filmowcom z pewnością przyświeca cytat z "Hit Man: A Technical Manual for Independent Contractors": "Kiedy amerykański system sprawiedliwości zawodzi (…) mężczyzna musi stanąć ponad prawem i wziąć sprawy we własne ręce".



***

Modelowy płatny zabójca ulepiony z popkulturowych skrawków jest nie tyle niemoralny, co amoralny. Nie baczy na niuanse stanowiące o różnicach między dobrem a złem. Te dwa abstrakcyjne dlań pojęcia zlewają się w jednym jedynym credo, według którego postępuje: biznes to biznes. Ale kino częstokroć znajduje dla niego usprawiedliwienie wyrażające się w bajdurzeniu o mniejszym źle lub zwalczaniu ognia ogniem, podsuwa mu swoisty kodeks postępowania. Daje widzowi punkt zaczepienia, umożliwia zadzierzgnięcie choćby nici sympatii, a w konsekwencji – porozumienia. Bo jeśli kontraktowy zabójca okazuje się gościem, który mięknie na widok bezdomnego kotka, to przecież nie może być aż tak zły. 
17