Brudne ulice, policja, pościgi i miasto jeszcze sprzed ery „ładnego Manhattanu dla turystów”. Dla samej energii ulic i słynnej sekwencji pościgu warto — to Nowy Jork w trybie: „trzymaj się poręczy, będzie rzucało”.
Cichy, skromny film o imigrancie sprzedającym jedzenie z wózka na ulicach Manhattanu. Nowy Jork bez fajerwerków: zimny poranek, praca, samotność i miasto, które mija człowieka, jakby był elementem chodnika.
Biura, mieszkania, samotność w tłumie i komedia, która pod eleganckim garniturem ma sporo smutku. Bardzo dobry film o miejskiej ambicji i cenie bycia trybikiem w wielkiej maszynie.
Świąteczny Manhattan na pełnym syropie klonowym. Kino subtelne jak renifer na lodowisku, ale jeśli chodzi o bożonarodzeniowy vibe miasta — robi robotę.
Chyba najlepszy „superbohaterski Nowy Jork” w kinie aktorskim: dachy, metro, pizza, wieżowce i zwykli ludzie jako część miasta. Tu Manhattan jest prawie drugim kostiumem Spider-Mana.
Brooklyn inteligencki, rozwodowy, neurotyczny i trochę nieznośny, czyli Nowy Jork ludzi, którzy potrafią zrobić problem egzystencjalny z kolejki po kawę.
Dwóch gości gada przez cały film przy kolacji na Upper West Side — brzmi jak kara, a jest fascynujące. Nowy Jork intelektualny, teatralny, rozmowny do bólu: miasto, gdzie obiad może zamienić się w metafizyczną rozprawę.