"Nowi mutanci" - recenzujemy nowy film z serii "X-Men"

Filmweb
https://www.filmweb.pl/news/%22Nowi+mutanci%22+-+recenzujemy+nowy+film+z+serii+%22X-Men%22-139048
"Nowi mutanci" - recenzujemy nowy film z serii "X-Men"
"Nowi mutanci" weszli do kin, choć przez długi czas wydawało się, że może to nigdy nie nastąpić. Reżyser Josh Boone ("Gwiazd naszych wina") pokazuje uniwersum X-Men od nowej strony, skupiając się na jego młodych, niedoświadczonych bohaterach i łącząc konwencje kina młodzieżowego oraz horroru. Z jakim rezultatem? Przeczytajcie recenzję autorstwa Jakuba Popieleckiego.



Smells like teen spirit ("Nowi mutanci", reż. Josh Boone)


Tytuł kłamie: ci "Nowi mutanci" nie są zbyt nowi. Spin-off serii "X-Men" przeleżał na półkach dobre dwa lata, przeczekując plany niezrealizowanych dokrętek, katastrofalną "Mroczną Phoenix", przejęcie studia Fox przez Disneya oraz groźbę bycia zdegradowanym do streamingowej dystrybucji. A jednak wreszcie, świeżo po globalnym lockdownie, wchodzi do kin i okazuje się trafiać w swój czas. Opowiada w końcu o grupie nastolatków na przymusowej izolacji. 

W tym sensie "Nowi mutanci" to film, który jest metaforą siebie: walka tytułowych bohaterów przypomina losy samej produkcji, trzymanej siłą w zamknięciu i poddawanej analizie przez złowrogi biurokratyczny aparat. Przede wszystkim mamy tu jednak metaforę dojrzewania. Stojący za kamerą Josh Boone nakręcił wcześniej romans "Gwiazd naszych wina" i pozostało mu trochę młodzieżowego DNA. Ale tym razem nastoletniość interesuje go jako doświadczenie traumy: traumy fizycznych transformacji, buzujących hormonów i niepewnej przyszłości. Nic zatem dziwnego, że łączy konwencję young adult z horrorem i wychodzi mu coś w pół drogi między "Klubem winowajców" a "Koszmarem z ulicy Wiązów 3". 

Mamy więc piątkę nastolatków trzymanych pod kluczem przez surową dorosłą (niczym w "Klubie") i prześladowanych przez nadprzyrodzone strachy (niczym w "Koszmarze"). Każde z dzieciaków jest oczywiście mutantem, ale daleko im do superbohaterszczyzny X-Men. Jak mówi nadzorująca nastolatków tajemnicza doktor Reyes (Alice Braga), "nowi mutanci są najbardziej niebezpieczni, bo nie potrafią jeszcze kontrolować swoich umiejętności". Dla każdego z nich supermoc jest więc raczej utrapieniem niż darem: zamiast siły przynosi ból, śmierć i wykluczenie. Co gorsza, osobiste traumy bohaterów zaczynają nagle przybierać materialne kształty i pełzać mrocznymi korytarzami instytutu, w którym toczy się akcja.


Całą recenzję przeczytacie TUTAJ.

Tytułowi "nowi mutanci" to Rahne Sinclair (Maisie Williams), Illyana Rasputin (Anya Taylor-Joy), Sam Guthrie (Charlie Heaton) i Roberto da Costa (Henry Zaga). Czwórka nastolatków jest przetrzymywana pod obserwacją psychiatryczną w odizolowanym od świata szpitalu. Dr Cecilia Reyes (Alice Braga) uważa, że stanowią oni zagrożenie tak dla siebie, jak i dla całego społeczeństwa, dlatego bacznie ich pilnuje, a jednocześnie stara się ich nauczyć panowania nad mutancimi zdolnościami. Kiedy do pozostałych pensjonariuszy dołącza Danielle "Dani" Moonstar (Hunt), zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Pacjentów nawiedzają halucynacje i wspomnienia dawnych doznań, a ich nowe mutancie zdolności – podobnie jak przyjaźń – zostaną poddane próbie w walce o przetrwanie.

Film "Nowi mutanci" wszedł do polskich kin 26 sierpnia.
Udostępnij: