Filmweb recenzuje nowy "Mortal Kombat"

Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/news/Filmweb+recenzuje+nowy+%22Mortal+Kombat%22-72855
Darujmy sobie grę wstępną. Nowy "Mortal Kombat" to samo dobro – rozpięta między (długą) tradycją, a (wymagającą) nowoczesnością, gra NetherRealm Studios to arcydzielny reboot, jeden z najlepszych tytułów roku i najdoskonalsza jak dotąd część smoczej sagi.


Nikt się nie pomylił. Ani krawaciarze od marketingu, ani deweloperzy w koszulkach ze smokiem wpisanym w kamienny okrąg, ani tropiący swoje zaginione szczęki gracze. "Mortal Kombat" Anno Domini 2011 jest aż tak dobry, jak zapowiadały to materiały przedpremierowe. Wielogodzinne, nocne nasiadówy, wybuchy niezdrowej ekscytacji, jęzor wywieszony do samej ziemi, moc płynąca z każdego zadanego ciosu, wykonanego rzutu, odpalonego specjala. Bez obaw, wrócą wszystkie wspomnienia. Łezka zakręci się w oku szybciej niż płytka w czytniku konsoli. Jak mawiał klasyk z mortalowych Zaświatów – "It has begun!" Again.

Ci, którzy z obawą śledzili losy Smoczej Sagi na przestrzeni ostatnich lat, mogą odetchnąć z ulgą. Rosnąca proporcjonalnie do kolejnych (nierzadko – jak w przypadku "Mortal Kombat vs DC Universe" – świetnych) zmian w systemie walki swoboda, z którą developerzy traktowali fabularne uniwersum "Mortala", osiągnęła punkt graniczny. Twórcy rebootu poszli śladem autorów filmowego "Star Treka" i wypracowali rozwiązanie, które zadowoli zarówno fanów cyklu, jak i żółtodziobów. Nowa gra to jednocześnie sequel i restart cyklu.

Akcja rozpoczyna się w finale "Mortal Kombat Armageddon" i na prawach motywu zawirowań czasowych i wędrówki jaźni przedstawia lekko zmodyfikowaną historię trzech pierwszych turniejów. Dowiadujemy się tego dzięki wyśmienitej przystawce do dania głównego, czyli trybowi Story. Panowie z NetherRealm zgrabnie tasują kolejnymi wątkami i krok po kroku odświeżają całą mitologię, utrzymaną jak zwykle w klimacie bezwstydnego kampowego fantasy (wydaje się jasnym, że seria nie jest gotowa na tak radykalną zmianę estetyki, jaką zaproponował Kevin Tancharoen w krótkometrażówce "Mortal Kombat: Rebirth" i internetowym serialu "MK Legacy").

Nie muszę dodawać, że fani poczują się jak ryba w wodzie, spacerując śladami kolejnych wojowników ("Mortal" nie miał tak udanego trybu fabularnego od czasu "Shaolin Monks" na PS2). W trakcie kilkugodzinnej zabawy poznamy przebieg sporu Scorpiona z Sub Zero, będziemy świadkami "narodzin" potwornej Mileeny, dowiemy się, w jaki sposób para ninjasów Cyrax i Sektor została zamieniona w maszyny i odkryjemy, dlaczego arcychytry Shang Tsung ze starego dziada ("MK") zamienił się w wyluzowanego, wąsatego menago ("MK2"). Jeśli chodzi o dobór zawodników, w grze pojawia się absolutna mortalowa śmietanka (około 30 fajterów), a twórcy pokornie uznają części powstałe po "trójce" za niebyłe (wyjątkiem jest postać Quana Chi). Atmosfery nie rozwodni więc żaden zapijaczony grubas, wściekła nietoperzyca i handlarka bronią z Afganistanu. Bóg Wojny Kratos ("God of War"), pojawiający się w wersji na PS3, wpisał się w klimat serii bez problemu. Inna sprawa, że brak postaci ekskluzywnej dla X360 to kiepski żart. Zwłaszcza jeśli ma się w pamięci "Soul Calibur 4", którego twórcy zaprosili do swojego turnieju reprezentację "Gwiezdnych wojen" – Yodę (X360) i Vadera (PS3). CZYTAJ DALEJ