Graliśmy w nowe "Saints Row"

autor: /
https://www.filmweb.pl/news/Grali%C5%9Bmy+w+nowe+%22Saints+Row%22-147163
Graliśmy w nowe "Saints Row"

Dacie wiarę, że od premiery ostatniej odsłony serii "Saints Row" minęło już 9 lat? Też byłem przekonany, że to było dopiero co, ale to zasługa dodatków, remasterów i portów na Switcha, którymi THQ nas ostatnio raczyło. Dużo się też zmieniło u samych twórców "Saints Row", którzy w międzyczasie zdążyli zbankrutować, upaść, zostać wykupionym i powstać na nowo. Czy po takich zawirowaniach Volition będzie jeszcze w stanie "dowieźć"?




Nie będę owijał w bawełnę – pierwsza zapowiedź nowego "Saints Row" była dla mnie wielkim rozczarowaniem. Fortnite’owa stylistyka, ugrzeczniony klimat, jakaś banda fajnych dzieciaków walczących z systemem, a na dodatek wszystko to upchnięte w słabej jakości CGI. Ze względu na miłość do serii obiecałem sobie jednak, że choćby tam nawet władowano do środka NFT, to i tak zagram. Okazja ta nadarzyła się parę dni temu w Londynie, na zamkniętym pokazie dla mediów zorganizowanym przez wydawcę. Choć były to zaledwie 4 godziny grania, tyle wystarczyło, żebym zaczął odliczać dni do 23 sierpnia. Spoiler: GOTY z tego nie będzie, ale bawiłem się świetnie.


Nowe "Saints Row" odcina się od historii opowiedzianej w poprzednich grach, a na dodatek przenosi nas do zupełnie nowego miasta – Santo Ileso na południowym zachodzie Stanów Zjednoczonych. Miastem trzęsą trzy grupy: crossfitowo-petrolheadowe świrki Los Panteros, zakochani w stylówie "Watch Dogs 2" Idols biegający w strojach kąpielowych, jakby to było Mielno, oraz turbo bucowata, prywatna firma ochroniarska Marshall Defense Industries kierowana przez kowboja z wąsem. Po drugiej stronie jest za to nasza grupka ziomeczków, którzy wspólnie wynajmują mieszkanie, wcinają na śniadanie gofry, a ich nienawiść do powyższych grup przestępczych jest taka na 30%, bo choć ich nienawidzą, to jednak dla nich pracują. Gdzie w takim razie tytułowi Święci? Jak już pisałem, ta gra to reboot. Świętych nie ma, ale spokojnie, pojawią się po kilku godzinach zabawy jak już ich założymy. 


Choć gra odcina się od tego, co działo się w poprzednich "Saints Row", a w szczególności od szaleństwa z "trójki" i "czwórki", to na szczęście twórcy nie poszli w pełną powagę. Jest masa żarciochów, durnych dialogów, przerysowanych postaci czy nie do końca poważnych misji. Przynajmniej przez te kilka godzin gra całkiem sprawnie balansowała pomiędzy heheszkami a żenadą; trzymam kciuki, aby udało się to twórcom utrzymać do końca. Co zaś się tyczy rozgrywki – strzelanie jest naprawdę przyjemne, a w połączeniu z automatycznym przyciąganiem celownika do przeciwników daje nam opcję szybkiego rozkręcenia niezłej zadymy. Podczas walki ładuje się specjalny pasek, dzięki któremu możemy wykonać specjalny cios kończący, a jedną z pierwszych zdolności specjalnych, które odblokujemy, jest wrzucanie przeciwnikom granatów w majtki i odpychanie ich od siebie. Gra nie żałuje nam też amunicji, która wypada z praktycznie każdego pokonanego wroga. Na domyślnym poziomie trudności (można zmieniać dowolnie w każdej chwili) zabawa jest płynna, choć momentami potrafi być wymagająca. Dużo czasu spędzimy też za kierownicą przeróżnych aut i tu muszę twórców pochwalić za mocno zręcznościowy, pozbawiony jakiejkolwiek fizyki model jazdy. Auta trzymają się dróg, driftowanie daje możliwość idealnych zakrętów 90 stopni, a wyjazd na offroad to tylko drobna niedogodność w żaden sposób nie psująca pościgu. 


Wszystko, co będziemy robili w Santo Ileso, daje nam dwie "waluty" – kasę oraz doświadczenie. Za kasę możemy wykupywać na przykład sloty na dodatkowe pasywne perki, a doświadczeniem odblokowujemy kolejne poziomy i aktywne zdolności do wykorzystania w walce. Nawet zbieranie porozrzucanych po mieście znajdziek nagradza nas tymi dwoma walutami, więc nie będzie to tylko żmudne jeżdżenie dla osiągnięć, ale i rozwijanie postaci. Nie do końca trafił do mnie za to pomysł z urządzaniem siedziby gangu, gdzie musimy jeździć po mieście i szukać ładnych dekoracji, robić im zdjęcia, a one magicznie pojawiają się w naszej bazie. Liczyłem, że przy bogatym edytorze postaci (z czego od zawsze słynęła ta seria) będziemy mieli większy wpływ na wygląd naszej siedziby. Duży wpływ będziemy mieli za to na zarządzane przez naszą grupę biznesy na mieście, gdyż gra daje nam puste działki, a my będziemy decydowali, co na nich będziemy robili. Jednak w tym momencie kończyło się już ogrywane demo i nie dane mi było tego sprawdzić.


Zgrzytem dla wielu graczy może być też oprawa graficzna, która choć jest całkiem nieźle wystylizowana i gra ma dzięki temu swój charakter, to jakościowo wydaje się zawieszona gdzieś w poprzedniej generacji konsol. Do ogrania dostaliśmy wersję PC z podłączonym padem od Xboksa, jednak nawet na mocnym pececie zdarzał się pop-up obiektów, rozmazane tekstury czy kanciaste obiekty. Możliwe, że zmieni się to na premierę i finalna wersja będzie wyglądała lepiej, ale nie liczyłbym na to. "Saints Row" wygląda poprawnie, choć oczywiście mogło być lepiej. W grze dostępnych będzie kilka stacji radiowych, których będziemy mogli słuchać podczas jazdy. Finalna lista piosenek ma zostać opublikowana przez wydawcę bliżej premiery.

Nawet nie zauważyłem, kiedy zleciały mi cztery godziny i chętnie zostałbym jeszcze i grał dalej. Jeśli dalsza część gry będzie taka jak ogrywany przeze mnie początek, to szykuje się naprawdę niezła, niezobowiązująca piaskownica, w której będziemy się po prostu dobrze bawić, rozwalając kolejne fury i kasując zastępy przeciwników. Zanim jednak gra wyląduje na sklepowych półkach, odpalę sobie nieśmiertelne "Saints Row: The Third" i pojeżdżę kabrioletem z tygrysem. Tak, będzie mi brakowało takich akcji, jednak czuję, że Volition ma pomysł na nowe "Saints Row" i ja ten pomysł kupuję.

Saints Row” zadebiutuje 23 sierpnia tego roku na komputerach PC oraz konsolach Xbox Series X|S, Xbox One, PlayStation 5 i PlayStation 4 w polskiej wersji językowej (napisy).