Recenzja filmu Mamma Mia! Here We Go Again (2018)
Ol Parker

"Mamma Mia: Here We Go Again!" to uczciwa i klarowna propozycja: ci, którzy chcą posłuchać piosenek zespołu ABBA w wykonaniu uznanych i wschodzących gwiazd kina, będą zachwyceni. Ci, którzy ...
Filmweb sp. z o.o.
Oto film, który zachwyci wszystkich fanów twórczości szwedzkiego zespołu ABBA, a także tych, którzy zakochali się w musicalu "Mamma Mia!" dziesięć lat temu. Dzieło Ola Parkera jest bowiem niczym innym, jak wydarzeniem okolicznościowym. Zupełnie jak w typowym benefisie, chodzi tu przede wszystkim o wspólną celebrację zjawiska jakim jest ABBA (jak również musical Phyllidy Lloyd). Co za tym idzie - filmowa strona przedsięwzięcia została potraktowana pretekstowo.


Twórcy "Mamma Mia: Here We Go Again!" zrobili wszystko, co w ich mocy, by w dwie godziny wcisnąć jak najwięcej piosenek ABBY i zachować iluzję tego, że wciąż mamy do czynienia z kinową fabułą. Scenki rodzajowe są więc bardzo zwięzłe i najczęściej kończą się po kilku kwestiach dialogowych. Wysiłek, jaki ekipa Ola Parkera włożyła w przygotowanie nowych aranżacji hitów szwedzkiej grupy, docenią wszyscy fani Anni-Frid, Benny'ego, Björna i Agnethy. Mamy więc całą masę pomysłów na wplecenie piosenek w fabułę (na przykład "Waterloo" śpiewane jest we francuskiej restauracji). Praktycznie cała obsada otrzymała okazję popisania się swoimi umiejętnościami wokalnymi. A ci, którym śpiewanie nie do końca dobrze wychodzi, zostali łagodnie potraktowani. Choreograficznie też wszystko wypada świetnie - jest kolorowo i dynamicznie na tyle, że fani mogą mieć problemy z usiedzeniem na miejscu.

photo.title

Parker postarał się też, by film nie zraził do siebie tych widzów, którzy kochają musical Lloyd. Idea przyświecająca produkcji jest łatwa do odczytania. Całość bazuje na sentymencie fanów, którzy pragną raz jeszcze poczuć klimat "Mamma Mii!", ale niekoniecznie chcą ją oglądać, bo znają ją już na pamięć. Film powtarza i rozbudowuje historię, którą poznaliśmy w oryginale, dodając do niej tylko drobne elementy (jedynym istotnym jest tak naprawdę pojawienie się babki, którą zagrała Cher).

photo.title

Niestety ci, którzy na "Mamma Mia: Here We Go Again!" wybiorą się dla samego filmu, licząc na ciekawą historię, będą srodze zawiedzeni. Akcja rozgrywa się jednocześnie na dwóch płaszczyznach czasowych (współcześnie i pod koniec lat 70.). Każda z nich składa się z kilku wątków fabularnych, które twórcy próbują rozwijać w krótkich przerwach między kolejnymi piosenkami. Jak nietrudno się domyślić, na dobre opowiedzenie wciągającej historii nie starczyło zwyczajnie czasu. Jeśli chodzi o wątki z trzema młodymi ojcami Sophie, tylko jeden (Sama) spełnia narracyjne minimum przyzwoitości. Młode przyjaciółki matki Sophie zauważa się praktycznie wyłącznie dlatego, że postarano się, by grające je aktorki bardzo przypominały wyglądem i zachowaniem swoje starsze odpowiedniczki. Zaś jeden z wątków ze współczesnej linii narracyjnej został skutecznie zniszczony spoilerami w zwiastunach. Jeśli więc w ogóle zapamiętuje się bohaterów filmu, to nie ze względu na to, co im się przydarza, ale z powodu sympatii wobec aktorów. Najlepszym tego przykładem jest młody Harry, którego wątek przemyka przez ekran lotem błyskawicy. Jednak grający go Hugh Skinner wypada na tyle uroczo (szczególnie w scenie z Colinem Firthem), że mimo wszystko może być mile wspominany przez widzów.

photo.title

"Mamma Mia: Here We Go Again!" to uczciwa i klarowna propozycja: ci, którzy chcą posłuchać piosenek zespołu ABBA w wykonaniu uznanych i wschodzących gwiazd kina, będą zachwyceni. Ci, którzy liczyli na rozbudowaną i emocjonalnie wciągającą fabułę, będą kręcić nosem.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 85% uznało tę recenzję za pomocną (117 głosów).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)