Recenzja filmu

Ziarno prawdy (2015)
Borys Lankosz
Robert Więckiewicz
Jerzy Trela

Prawda nas ocali

Po niezbornej, fatalnie obsadzonej i wyzutej z napięcia adaptacji "Uwikłania" Miłoszewski trafił wreszcie na reżysera, którego umiejętności są większe niż ego, a znajomość gatunku nie kończy się ...
Zygmunt Miłoszewski kontra polskie kino: jeden do jednego. Po niezbornej, fatalnie obsadzonej i wyzutej z napięcia adaptacji "Uwikłania" pisarz trafił wreszcie na reżysera, którego umiejętności są większe niż ego, a znajomość gatunku nie kończy się na "07 zgłoś się". Borys Lankosz wie, co w światowym kryminale piszczy. Widział "Dziewczynę z tatuażem", "Dochodzenie" i "Luthera", rozpracował artystyczne modus operandi ich twórców. Rozumie, że zagadka zbrodni jest dziś równie istotna co sugestywne tło obyczajowe, a dobre maniery i sympatyczne usposobienie nie są najmocniejszą stroną współczesnych Holmesów i Poirotów.



Na sali sądowej Teodor Szacki niechybnie zająłby miejsce obok Tommy'ego Lee Jonesa z "Klienta" i Kevina Spaceya z "Czasu zabijania". Bohater – niegdyś czempion warszawskiej prokuratury, aktualnie na zesłaniu w Sandomierzu – za dnia zmywa głowy podwładnym i przesłuchiwanym, a po pracy przez telefon wdaje się w słowny wrestling z byłą żoną (sprawdźcie, kto użycza jej głosu – to całkiem niezły żart z filmowego "Uwikłania"). Arogancki, zapalczywy, trzymający otoczenie (włącznie z młodszą kochanką) na dystans – zaprawdę, niełatwo jest lubić Szackiego. Zwłaszcza że wyśmienity Robert Więckiewicz podkręca jeszcze wybuchowy temperament asa palestry. W jego pojedynku z mordercą lokalnej działaczki chodzi nie tylko o wymierzenie sprawiedliwości. Równie ważna jest obsesyjna wręcz potrzeba zaspokojenia ambicji – rozgryzienia krwawej szarady, triumfu nad sprytniejszym przeciwnikiem, wreszcie pokazaniu wszystkim, kto jest samcem alfa.  

"Ziarno prawdy" – jak na dobry kryminał przystało – przy okazji sensacyjnej intrygi próbuje  zdiagnozować otaczającą rzeczywistość. Sandomierz to dla twórców filmu Polska w pigułce: zaścianek otulony wspomnieniami o minionej wielkości (królewskie miasto Korony!), zaludniony przez zawistników, faryzeuszy i frustratów; kłębowisko resentymentów, kompleksów i fobii na czele z wiecznie żywym antysemityzmem. Miłoszewski i Lankosz pokazują, jak łatwo w takim miejscu rozpalić ognisko społecznej psychozy i nakręcić spiralę fałszywych podejrzeń.


Reżyserowi ewidentną frajdę sprawia zabawa ikonografią kina noir i dreszczowców. Zakurzone archiwa czekają na odkrycie prawdy o tragediach sprzed lat, zwłok w beczce pilnuje złowieszczy kruk, a w podziemiach miasta słychać potępieńcze wycie. W obiektywie kamery Łukasza Bielana pocztówkowy Sandomierz przeobraził się w ponury skansen, gdzie diabeł mówi dobranoc. Doprawioną sowicie groteską, gęstą jak tamtejsza mgła atmosferę "Ziarna prawdy" dopełnia fantastyczny soundtrack Abla Korzeniowskiego – niepokojąca mieszanka połamanej elektroniki z nerwowym zawodzeniem klarnetu, wyraźnie inspirowana efektami współpracy Reznora i Finchera.

To mógł być wielki film. Jeśli jest "jedynie" bardzo dobry, to dlatego, że  Lankosz bał się wejść z butami w wykreowany przez Miłoszewskiego świat. Choć nie brakuje tu pierwszorzędnych błyskotliwych one-linerów, sporo skopiowanych z książki dialogów szeleści nieprzyjemnie papierem (hasło reklamowe nie kłamie: zło bierze się z gadania). Twórca "Rewersu" zupełnie nie wie też, co zrobić z postacią prokurator Basi Sobieraj (Magdalena Walach). O ile w literackim pierwowzorze odgrywała ona istotną rolę w wątku obyczajowym, tutaj – po cięciach adaptacyjnych – plącze się po ekranie bez wyraźnego powodu. Nie sprawdza się ani jako partnerka i przewodniczka, ani jako obiekt erotycznej fascynacji bohatera. Wątpliwości wzbudza również kulminacja – złożenie w całość elementów układanki następuje tak łatwo i znienacka, że nawet Szacki nie jest w stanie wytłumaczyć, jak odkrył rozwiązanie. Wszystkie te mankamenty nie odbierają jednak przyjemności płynącej z obcowania z rasowym polskim kryminałem. W idealnym świecie Lankosz i Więckiewicz przenieśliby teraz na ekran ostatnią książkę o Szackim, "Gniew", a potem nakręcili jeszcze raz "Uwikłanie". Wydajcie werdykt.
1 10
Moja ocena:
7
Łukasz Muszyński
Zastępca redaktora naczelnego Filmwebu. Stały współpracownik radiowej Czwórki. O kinie opowiada regularnie także w TVN, TVN24, Polsacie i Polsacie News. Autor oraz współgospodarz cyklu "Movie się",... przejdź do profilu
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
81% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (346 głosów).
Udostępnij:
Romanse polskiej kinematografii z kinem gatunkowym, nie są zjawiskiem częstym. Dlatego informacja o każdej takiej próbie nie tylko wywołuje radość, ale i rodzi pewną ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 77%
Trafne riposty, cięty język i wartkie, nośne dialogi dominują w tym świecie, dzięki lekkiemu piórowi Miłoszewskiego. To nie jest film poprawny politycznie, rozdrapuje ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 61%