Recenzja filmu

Zoom: Akademia superbohaterów (2006)
Peter Hewitt
Tim Allen
Courteney Cox

Znowu ci superbohaterowie...

Filmów o superbohaterach w kinie mamy bez liku i tworząc kolejny, należy się postarać, aby pokazać coś nowego i niespotykanego. Już na początku muszę stwierdzić, że autorom "Zoom. Akademia ...
Filmów o superbohaterach w kinie mamy bez liku i tworząc kolejny, należy się postarać, aby pokazać coś nowego i niespotykanego. Już na początku muszę stwierdzić, że autorom "Zoom. Akademia superbohaterów" nie udało się to. Skierowali oni co prawda swój film do trochę młodszej grupy docelowej, tzn. do dzieci i nastolatków, ale i to nie zwalnia ich z obowiązku większego wysiłku i kreatywności. Sam fakt, że ten obraz nie miał (po 4 latach!) w Polsce nawet premiery DVD raczej nie świadczy o nim dobrze.

Na początku dowiadujemy się, że istniała kiedyś grupa superbohaterów pod tajemniczą nazwą "Zenit" na czele z Zoomem i jego bratem Wstrząsem. Po przeprowadzeniu pewnych eksperymentów Wstrząs przeszedł na stronę wroga. Tak powoli rozpadła się grupa bohaterów, a z całego składu został tylko Zoom i jego zły brat. Teraz, gdy światu zagraża niebezpieczeństwo właśnie ze strony Wstrząsa, Zoom, który utracił swoje moce, ma rozpocząć szkolenie nowych superbohaterów, aby stawili czoła groźnemu przeciwnikowi.

Od razu po krótkim prologu narzuciło mi się skojarzenie z innym obrazem o podobnej tematyce, z "Watchmen. Strażnikami". W dziele Zacka Snydera mięliśmy do czynienia z końcem ery strażników, a tutaj dawni superbohaterowie albo nie żyją, albo przeszli na "ciemną stronę mocy" (wybaczcie nawiązanie do kultowej sagi "Gwiezdnych Wojen"), albo naprawiają samochody w warsztacie, tak jak główny bohater Zoom. W tym miejscu porównania się kończą, między innymi dlatego, że "Zoom. Akademia superbohaterów" z założenia miała być komedią. Humor prowadzi tu co najwyżej do ciepłego i delikatnego uśmiechu, a wywołują go głównie przerysowane postaci i sytuacje.

Efekty specjalne to w tego typu kinie naprawdę ważny element, a niestety w filmie Petera Hewitta wypadają bardzo słabo. Chyba zapomniano o trochę starszych widzach. W dodatku, zakończenie filmu mnie nie usatysfakcjonowało. Bohaterowie przechodzą przez cały film długie szkolenie, by na końcu odbyć krótką walkę z głównym przeciwnikiem. Liczyłem, że autorzy rzeczowo wyjaśnią niejasności, które pojawiły się po krótkim prologu, ale udzielili naiwnych odpowiedzi. Zdecydowanie dobrym ruchem było zestawienie ze sobą dwóch przeciwstawnych postaci: Zooma, zgorzkniałego, pesymistycznego superbohatera (dobry Tim Allen), z młodą, pełną wiary, idealistką Marshą Halloway (piękna i równie irytująca Courteney Cox).

W "Zoom. Akademia superbohaterów" mimo wielu przeciwności zawsze wygrywa dobro i dlatego myślę, że film będzie dobry na cięższe dni. To taka wersja "Watchmen. Strażnicy" dla trochę młodszych i dlatego polecam go i chyba tylko młodszym widzom... Starsi może nie będą się nudzić, ale raczej stracą czas.
1 10
Moja ocena:
3
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
33% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (9 głosów).