Recenzja gry PS4

The Last of Us Part II (2020)
Neil Druckmann
Kurt Margenau
Ashley Johnson
Anna Cieślak

The last way to forgiveness

"Myślę, że nie ważne jak bardzo się starasz, nie można uciec przed przeszłością." Powiedział Joel w pierwszej części "The Last of Us". To samo mogą powiedzieć osoby, które zagrały w kontynuacje ...
"Myślę, że nie ważne jak bardzo się starasz, nie można uciec przed przeszłością." Powiedział Joel w pierwszej części "The Last of Us". To samo mogą powiedzieć osoby, które zagrały w kontynuacje gry studia Naughty Dog, bo to, co zobaczyliśmy i przeżyliśmy, nie da się zapomnieć.

Gdy 19 czerwca 2020 roku rozpoczęła się premiera gry, Metacritic rozgrzał się do czerwoności, a świat podzielił się na dwa obozy. Krytycy piali z zachwytu i wystawiali wysokie oceny, a gracze niskie i poczuli się, jakby dostali kijem w głowę. Którzy są bliżej prawdziwej wartości, na jaką zasługuję ta produkcja? To już kwestia osobista i trzeba to uszanować. Ja przedstawię swoją skromną opinię na temat tej niejednoznacznej, ale bezapelacyjnie wartej zagrania produkcji.

"The Last of Us Part II" fabularnie rozgrywa się 5 lat po wydarzeniach z pierwszej odsłony. Ellie wydoroślała i została, razem z Joelem, członkiem społeczności miasta Jackson. Rzeczywistość staje się poniekąd bardziej ludzka – można skupić się na relacjach z innymi ludźmi, a nie tylko na przetrwaniu. Poznajemy też nowe postacie z różnych grup ocalałych, które dostają sporą część czasu na ekranie, przez co ich motywy są jasne i klarowne. Mamy też restrospekcje z wcześniejszych lat, dlatego historia może wydawać się chaotyczna i momentami taka bywa, ale ostatecznie daje głębszy obraz całości.
 


Ciężko wchodzić w fabułę bez spoilerów, więc powiem tylko, że wbrew próbą zaszufladkowania tej gry jako opowieści o zemście, jest tutaj czas na miłość (różnego rodzaju), a także wybaczenie. Malkontenci mogą powiedzieć, że bohaterowie zostali zepsuci. Rozumiem ich. Sam po pierwszych kilku godzinach byłem w szoku i autentycznie uderzyłem pięścią w podłokietnik od fotela. Jednak po wszystkim jestem w stanie docenić, że twórcy nie poszli tą drogą, w którą mógłby pójść każdy z fanów serii (również ja), tj. stworzyć kontynuacje, gdzie protagoniści to bohaterowie nie do ruszenia i prawie bez skaz, a antagonista jest z każdą chwilą bardziej zły (aż do swego nieuchronnego końca). To autorska wizja reżyserów i scenarzystów a nie kolejna "bajka" o super-bohaterach pod publiczkę. Opowieść o zepsutym świecie i ludziach zmagających się z PTSD, które może dopaść każdego (myślę że nawet w trakcie grania i po). Wszyscy znajdą w tej historii coś, co ich poruszy, bo paleta emocji jest tu ogromna.


Przejdźmy do rozgrywki, bo przecież mowa tutaj nie o filmie, a grze (choć Naughty Dog tworzy iście filmowe produkcje nadające się na ekranizacje – swoją drogą jedna będzie miała miejsce, bo stacja HBO już zrealizuje serial "The Last of Us"). Ale wracając do meritum, kolejna część przygód ostatnich z nas, to te same mechaniki, które sprawdziły się w poprzedniej odsłonie. Jednak do naszych rąk oddano sterowanie również nad inną postacią, co zmienia rozgrywkę. Ellie posiada swoje drzewko ulepszeń podobne do tego, co Joel z jedynki. Odblokowywanie następuje za suplementy, mamy warsztaty do wzmacniania broni, a w elementach do craftowania pojawiają się na przykład nowe bomby minowe albo strzały wybuchowe niczym z serii filmów o Johnie Rambo. Miłym usprawnieniem jest tworzenie przedmiotów szybko z interfejsu bez otwierania plecaka. Na drugim biegunie względem Ellie, która posiada dużo umiejętności skradankowych, jest kolejna postać, którą sterujemy. Ta ma inne zalety, jak walka wręcz czy bomby rurowe oraz karabin. Co ważne, żadna z postaci nie jest zamknięta na naszą dowolność – możemy je dostosować wedle naszego uznania.


Jako wieloletni fan gier z elementami skradania muszę i tu pochwalić "The Last of Us Part II" (choć dodano tylko jedną nowość, jaką jest czołganie). Opcji eliminacji jest tyle, że można naprawdę dobrze się bawić, patrząc jak wrogowie wpadają w nasze ręce lub pułapki ale można też przejść niezauważonym. Przeciwnicy to, podobnie jak wcześniej, zarażeni, ale poszerzeni o opancerzonych człapaczy oraz czychaczy, którzy są bardzo szybcy i cisi. Jednak głównym wrogiem będą ludzie, podzieleni na swoje organizacje, zarówno bardziej wojskowe, jak i religijne, a także łowców łapiących ludzi dla pieniędzy i zasobów. Bardzo immersyjnym elementem jest to, że każdy zwykły wróg posiada swoje imię i prowadzi z nami dialog, podczas gdy próbujemy go eliminować, a także rozmawia ze swoimi towarzyszami, wzajemnie wydając sobie rozkazy (nie ma tu bezimiennych botów – życzyłbym sobie tego w każdej grze). Fizyka obrażeń postaci i wrogów jest świetna na każdej kończynie, a gdy uderzymy w twarz, można zobaczyć nawet wypadające zęby. Czuć siłę uderzeń, a zraniona Ellie porusza się inaczej. Trzeba też wspomnieć, że bieg prosto na wroga to pewna porażka! Dlaczego? Bo SI przeciwników też jest nie byle jakie – już na średnim poziomie gracz będzie flankowany, a psy (nowy wróg – irytujący i realistyczny) odszukają go po zapachu. Musi być więc w ciągłym ruchu. Takie misje, jak te w wysokiej trawie z grupą zwaną Blizny czy pojedynek z bossem zarażonych, to czysta frajda. A jest tego więcej. Co najważniejsze, gra w scenach akcji działa bardzo płynnie bez żadnych chrupnięć – nawet na już leciwej konsoli PS4. Na wzmiankę zasługuję ogrom możliwości dostosowania poziomu trudności. To nie ogólny łatwy – średni –  trudny, ale każda składowa ma swój osobny „suwak”. Zarówno naszą wytrzymałość, jak i pomoc naszych sojuszników w walce oraz agresję wrogów czy dropienie przedmiotów można ustawić w 6-stopniowej skali. Do teraz pamiętam, jak elementy skradania i czujności wrogów zmieniłem ze średniego na prawie max i zakradając się do wroga od tyłu, po drodze wszedłem na studzienkę i usłyszałem ten charakterystyczny dźwięk, co skończyło się moim... zgonem. Dopracowana oraz innowacyjna (lata tworzenia zaowocowały dbaniem o detale) – taka jest rozgrywka w recenzowanej grze.

Sukces postapokaliptycznej produkcji to w dużej mierze wizja świata i jego wizualne przedstawienie. Trzeba powiedzieć to wprost: "The Last of Us Part II" jest w tej kwestii majstersztykiem!


Ograłem już masę tytułów na różnych platformach, ale takiego czegoś nie widziałem. A mówimy tu o tytule wydanym na kilkuletniej już konsoli, a nie najnowszym PC. Pewno, że trafi się jakiś detal o słabszej teksturze, jak na przykład tarcze do darta na ścianach, ale to igła w stogu najlepszego siana. Lokacje są w większości zamknięte, po za jedną w Seattle, a w projektach miejsc nie ma wtórności. Znajdujemy notatki i listy, a po wystroju wnętrz domyślimy się, kto tam mieszkał (w pokoju Ellie znajdziemy jej rzeczy z plecaka z pierwszej części). Ulice i pomieszczenia są przejęte przez naturę –  widać, gdzie dochodzi słońce i woda porasta roślinność, a gdzie brak fotosyntezy. Pełne szczegółów efekty cząsteczkowe są zarówno w zaśnieżonych terenach, jak i deszczowym Seattle czy słonecznej Kalifornii. Zostawiamy ślady na śniegu, w błocie, a nawet na zakurzonych powierzchniach (miły detal). Krew, która tryska i rozpływa się naturalnie pod ciałami, zachwyciłaby bohatera serialu "Dexter". Woda zachowuje się pod wpływem deszczu, naszych kroków oraz pływania bardzo realistycznie. Rozbijane szyby sypią się jak prawdziwe (przyznam –  trochę ich rozbiłem, aż pewnego razu przywołałem tym hordę, mając jedynie 3 kule…). Poruszanie się plecaków i ubrań względem naszego ruchu oraz warunków atmosferycznych robi wrażenie. Tak samo oświetlenie, cienie, detale i jeszcze raz detale, które już w „jedynce” zachwycały, a tutaj osiągnęły poziom level up! Nie można zapomnieć o motion capture połączonym z animacją ruchu i mimiki oddającej jak nigdy emocje oraz reżyserii przerywników filmowych – te efekty są przełomowe na miarę tych z filmu "Avatar".


Kroku hiper-szczegółowej grafice stara się dotrzymać również dźwięk. Muzyka w tej części odgrywa większą rolę w rozgrywce i przerywnikach, dając tym razem więcej pola do popisu kompozytorowi, jakim jest Gustavo Santaolalla. A sam soundtrack wzbudza większe emocje. Swoją drogą jego autora można nawet spotkać w grze na początkowym etapie (zresztą tzw. easter eggów jest tutaj więcej). W kwestii sound designu również przeciwnicy ludzcy brzmią przekonująco, gdy otrzymują obrażenia i próbują nas otoczyć. Z kolei zarażeni posiadają nieludzką tonacje. Oręż brzmi dobrze – zarówno odgłos, jak i pogłos. Z ciekawostek które na pierwszy rzut oka mogą umknąć, są również różne rodzaje oddychania postaci – kiedy się skradamy, boimy albo jesteśmy ranni itd. Co więcej, każda podnoszona rzecz czy otwieranie półki lub sejfu oraz powierzchnia po której się poruszamy, także ma swój unikalny dźwięk. Ogrywałem wersję polskojęzyczną i nasz rodzimy dubbing jest bardzo dobry – bez teatralności, naturalny. To wszystko razem daje więc bardzo dobre udźwiękowienie.


Podsumowując, moim zdaniem "The Last of Us Part II" to arcydzieło! Jednak nie będzie nim dla każdego. Jeśli wybory fabularne twórców i wplecione w nie ideologie oraz spojrzenie od strony rozgrywki na nielubiane postacie będzie odpychające, to jestem w stanie to zrozumieć. Mnie natomiast (mimo niechęci do trendu wciskania LGBT) ta bolesna w odbiorze gra, niepozwalająca uciec od emocji i dbająca o audiowizualne detale, zachwyciła. Produkcja nikogo nie zostawia obojętnym i trafia do każdego. Wszak tylu ułatwień dostępu w menu dla osób głuchoniemych, niewidomych czy mających niepełnosprawności motoryczne jeszcze nie widziałem. Wielki szacunek należy się Naughty Dog za pamięć o wszystkich grupach graczy i za to, że dali wyraziste spojrzenie, którego nieraz brakuje w kinematografii i grach przez krótki czas poświęcony dla postaci. Spojrzenie, że bohaterowie i wrogowie mają w sobie dobro i zło. Że są wielowymiarowi i od nas zależy ich ocena. Sam inaczej patrzę teraz na ludzi. To było swoiste katharsis.

Kończąc, zacytuję jedną z postaci: "nie wiem, czy kiedykolwiek ci wybaczę, ale zamierzam spróbować". Sądzę, że oburzeni gracze powinni spróbować, a ci, którzy doceniają, nie powinni żałować. To produkcja przepełniona emocjami od pierwszej sceny do napisów końcowych gra generacji, a nawet więcej!
1 10
Moja ocena:
10
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
100% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (15 głosów).
Jakie jest "The Last of Us Part II"? Jedyne w swoim rodzaju, na swój sposób niepowtarzalne, momentami zachwycające. Ale i równocześnie czasem nierówne, na pewno ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 42%
Naughty Dog poszło w niezwykle trudną, ale także ambitną stronę. Wiedzieli, że stąpają po cienkim lodzie, jednak najwidoczniej nie bali się krytyki niezadowolonych fanów. więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 80%