Wywiad

CANNES 2012: Nieoczywisty heroizm - Siergiej Łoźnica specjalnie dla Filmwebu

Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/article/CANNES+2012%3A+Nieoczywisty+heroizm+-+Siergiej+%C5%81o%C5%BAnica+specjalnie+dla+Filmwebu-85690
Rozmawiamy w Cannes z jednym z tegorocznych kandydatów do Złotej Palmy, Siergiejem Łoźnicą, reżyserem "We mgle". Jego poprzedni film, "Szczęście ty moje" z 2010 roku, również pokazywany był w konkursie głównym na Lazurowym Wybrzeżu.

Pana film jest bardzo precyzyjny pod względem formalnym. Proszę opowiedzieć o jego konstrukcji.

Jeśli chodzi o dramaturgię, "We mgle" ma bardzo klasyczną strukturę: trzyma się zasad poetyki Arystotelesa. Kulminacja następuje tu w 2/3 opowieści. Również struktura kadru jest tradycyjna -  trzymaliśmy się zasady złotego podziału obrazu.

Duże znaczenie miał dla mnie dźwięk. Bardzo dbałem o to, żeby skrupulatnie odwzorować odgłosy otoczenia. W sobotę na premierze oglądałem swój film z publicznością, ponieważ chciałem wiedzieć, jaki jest poziom dźwięku, jak te odgłosy słychać w sali kinowej. Ale po kilkudziesięciu minutach zorientowałem się nagle, że już nie koncentruję się na dźwięku, tylko z zapartym tchem śledzę historię. Mimo że znam ją jak nikt inny, tak mnie pochłonęła. Za każdym razem odkrywam coś nowego w tym obrazie.

Poza tym bardzo istotne było dla mnie, aby realistycznie oddać czas, a raczej poczucie czasu, tak, jak je przeżywa bohater, Suszenia. Chciałem, żeby widz poczuł to samo co on. To czas bardzo wolno płynący. Dlatego stosowaliśmy głównie montaż wewnątrzkadrowy i długie ujęcia - jest ich w filmie tylko 72. Cięcia pojawiają się prawie wyłącznie wtedy, gdy zmienia się miejsce akcji. Było to trudne zadanie, szczególnie biorąc pod uwagę, że film trwa 127 minut.

Jedna z najbardziej przejmujących scen tego filmu to ta, w której bohater niesie przez kilka minut rannego przez las. Jak ona powstała?

Ta scena trwa pięć minut, lecz początkowo miała być jeszcze dłuższa. Musieliśmy ją skrócić właśnie dlatego, że nie stosowaliśmy cięć, a w pewnym momencie jej kręcenia coś nie wyszło do końca tak, jak planowaliśmy. Bardzo długo szukałem też miejsca do jej nakręcenia. Szukałem lasu w Polsce, na Białorusi, na Litwie. W końcu znalazłem taki las, o jaki mi chodziło, na Łotwie. Zależało mi na tym, aby był to dziewiczy krajobraz z pagórkami, aby bohaterowie raz musieli iść po nim raz w górę, raz w dół.

  
"We mgle"


Jeśli chodzi o samą historie, to zaciera pan w niej granicę pomiędzy bohaterem a zdrajcą. Podważa bohaterstwo, które w klasycznych filmach wojennych leży po jednej stronie.

Zaczerpnięta z powieści Wasila Bykowa i przedstawiona przeze mnie na ekranie historia jest prosta: mężczyźni, których regularnie bije naczelnik, postanawiają się zemścić i pobić naczelnika. Ich motywacja nie jest więc specjalnie szlachetna. Ale zostają powieszeni i w oczach miejscowej ludności stają się bohaterami. Tak powierzchownie często bywa pojmowany heroizm.

A o wiele ważniejsze niż heroizm jest człowieczeństwo. I zachowuje je Suszenia, bo taki jest jego wewnętrzny imperatyw. On po prostu nie potrafi być inny, dlatego jego jedyna odpowiedź na propozycję kolaboracji to Nie potrafię. A my od początku filmu wiemy, że to człowiek, który nikogo nie mógłby skrzywdzić.  To sytuacja jak z Kafki, w którym człowiek jest winny tylko dlatego, że się urodził.

Wydaje mi się, że w "Szczęściu moim" przedstawił pan podobnego bohatera, ostatniego sprawiedliwego. Tyle że tamten film toczył się współcześnie. Czy historia "We mgle" jest uniwersalna i mogłaby się wydarzyć również w czasie pokoju, a nie wojny?

Zdecydowanie tak. Ta historia mogłaby się wydarzyć wszędzie i w każdej epoce. Na tym festiwalu jest zresztą inny film, który koresponduje z moim. To "Polowanie" ("Jagten") Thomasa Vinterberga. Również on opowiada o niewinnym człowieku zaszczutym przez sąsiadów. Ale toczy się dziś w zachodniej Europie.

Dlaczego zdecydował się pan zatem osadzić akcję w przeszłości?

Bo wojna wpłynęła na każdego, kto dziś żyje w Europie. Kształt naszego świata jest pod wieloma względami jej konsekwencją, choć na co dzień nie myślimy o sobie w takich historiozoficznych kategoriach.    
Udostępnij: