Relacja

CANNES 2012: Gdzie nocują limuzyny

autor: /
https://www.filmweb.pl/article/CANNES+2012%3A+Gdzie+nocuj%C4%85+limuzyny-85679
Najpierw Kristen Stewart niezbyt pozytywnie oceniana za "W drodze", potem Zac Efron w udanym "The Paperboyu" i na deser Robert Pattinson w "Cosmopolis". Kto by się spodziewał, że idole nastolatków, o ograniczonych umiejętnościach aktorskich, zaczną być doceniani przez poważnych reżyserów. I wyjdą na tym... Różnie na tym wyjdą, ale na pewno poszerzą swoją mdłą filmografię.

Cronenberg wykorzystuje gwiazdę "Sagi Zmierzch" w dość perfidny sposób: Eric Packer, w którego wciela się Pattinson, to symbol, a nie postać z krwi i kości. Zobojętniała kukła o znieruchomiałej twarzy i utkwionym w jednym punkcie spojrzeniu. Do wykreowania takiego bohatera aktor nadawał się wyśmienicie: większość mięśni jego twarzy jest zastygła, a spojrzenie – tępe. Mimo to znajduje on się chyba w każdym kadrze "Cosmopolis". Dużo wskazuje na to, że Cronenberg, między innymi dzięki takiemu aktorstwu, chciał osiągnąć efekt wyobcowania widza, sztuczności narracji. Jeśli rzeczywiście tak było, to Pattinson pasował do roli głównego bohatera idealnie. Niestety, nie zmienia to faktu, że ciężko utrzymać na jego osobie uwagę przez prawie dwie godziny.

Film oparty na powieści Dona DeLillo to traktat o zimnym świecie późnego kapitalizmu. Przedstawia społeczeństwo w rozsypce, w którym drastyczne różnice społeczne wykluczają jakąkolwiek komunikację. Bohater przemierza Manhattan w białej limuzynie, aby dotrzeć do salonu fryzjerskiego. Co za niesamowity zbieg okoliczności: "Cosmopolis" wchodzi białą limuzyną w dialog z innym filmem z konkursu, "Holy Motors". Eric pyta, gdzie nocują limuzyny, a "Holy Motors" na to pytanie udziela odpowiedzi. Takie poboczne sensy przypominają w Cannes o wspólnocie kinowego doświadczenia: gdy ta kwestia zostaje wygłoszona przez Erika, cała sala się śmieje.

Ale u Leosa Caraxa kolubryniasty samochód przenosił bohatera od jednego do drugiego wcielenia, od jednego do drugiego miejsca akcji. U Cronenberga rzeczywistość poza autem praktycznie nie istnieje, a właściwie – nie liczy się. Bowiem Eric jest multimilionerem grającym na giełdzie, żyjącym w abstrakcji efektywnego systemu i cyfr. Odgradza się od ulicy, jak tylko może: samochód jest wyciszony, informacje czerpie z monitorów dających niebieską poświatę. Przed światem zewnętrznym broni go także ochroniarz: uprzedza o tym, że miasto odwiedził prezydent i gigantyczne korki utrudnią im przejazd, chroni młodego bogacza przed zamachowcem. Lecz podróż przez miasto będzie jednocześnie kroniką upadku: Eric niewłaściwie przewiduje kurs jena i traci mnóstwo pieniędzy swoich klientów. Wraz z pogarszaniem się jego położenia ulica wdziera się do samochodu coraz bardziej zdecydowanie. Najpierw limuzyna zostanie pomalowana przez przechodzącą manifestację, potem zaatakuje go "ciasteczkowy zabójca" (Mathieu Amalric).

 

Eric spotyka się z żoną, równie usztywnioną co on sam, z którą utrzymuje kontakty poprawne, lecz zimne. Potrzeby seksualne wypełnia dość automatycznie z innymi kobietami (scena seksu w samochodzie z Juliette Binoche każe pomyśleć o "Crash"). Ciało jest tu, jak to u Cronenberga, czymś obcym, jakby odseparowanym od duszy. Większość postaci wkracza w jego życie jak na scenę, aby wygłosić swoje kwestie i potem bezpowrotnie zniknąć. Akcja toczy się równie powoli co stojąca w korku limuzyna.

Bo nie ma też do czego zmierzać, jedynie do ostatecznej katastrofy. Podobnie jak DeLillo, Cronenberg otwiera opowieść mottem z "Raportu z oblężonego miasta" Zbigniewa Herberta: "Jednostką obiegową stał się szczur". Szczury pojawiają się potem również dosłownie: martwe, rzucane na ludzi przez buntownika i ludzie-szczury na manifestacji. Wbrew pierwszemu wrażeniu, to jeden z najbardziej realistycznych elementów filmu. Reszta – począwszy od gry Pattinsona, przez relacje pomiędzy bohaterami, po wystrój wnętrza limuzyny – odrealnia opowieść. Wyrafinowana, lodowata cronenbergowska forma jest tu postawiona ponad wszystko.

Rzeczywistość wkrada się bokiem: w trakcie kręcenie filmu rozpoczęła się okupacja Wall Street. I sprawiła, że "Cosmopolis" jest mniej futurystyczny, niż byśmy chcieli tego dla własnego dobrego samopoczucia. 
Udostępnij: