Relacja

WENECJA 2015: Gangster i śpiewaczka

autor: , /
https://www.filmweb.pl/article/WENECJA+2015%3A+Gangster+i+%C5%9Bpiewaczka-113312
Na Lido Łukasz Muszyński miał okazję zobaczyć gangsterski dramat z Johnnym Deppem. Z kolei Adam Kruk obejrzał walczący o Złotego Lwa świetny komediodramat "Marguerite".

Diabeł tkwi w szczegółach

Z Jamesem "Whiteyem" Bulgerem raczej nie chcielibyście się umówić na kawę i partyjkę chińczyka. Gangster, który posłużył jako pierwowzór postaci Jacka Nicholsona w "Infiltracji", jeszcze dekadę temu był obok Osamy Bin Ladena najbardziej poszukiwanym człowiekiem w USA. Ścigano go m.in. za dokonanie kilkunastu zabójstw, kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, handel narkotykami oraz pranie brudnych pieniędzy. Co ciekawe, Whitey – prywatnie brat miejscowego kongresmena – wyrósł na gwiazdę bostońskiego półświatka dzięki protekcji... FBI. Brzmi jak gotowy scenariusz z rolą, która pozwoliłaby Johnny'emu Deppowi uwolnić się wreszcie od klątwy Czarnej Perły? Z pewnością. Czy wyszedł z tego dobry film? Niekoniecznie.


"Pakt z diabłem" to kino przyzwoicie napisane, zagrane i nakręcone (świetna stylizacja na lata 70. i 80.), a zarazem pozbawione pierwiastka, który wzniósłby je ponad przeciętność. Można sobie wyobrazić, że Martin Scorsese dodałby do tego projektu cyniczny humor i realizacyjną brawurę, a Mike Newell, z którym Depp pracował niegdyś przy "Donniem Brasco", wnikliwe obserwacje przestępczych zwyczajów. Scott Cooper nie ma, niestety, ambicji, by biografię Bulgera uczynić czymś więcej niż kolejną krwawą historią wzlotu i upadku ambitnego oprycha. Po niezłym początku reżyser w dość monotonny sposób odhacza  kolejne rozdziały z życia bohatera: sojusz z federalnymi (informacje o mafijnej familii Patriarca w zamian za nietykalność), rodzinną tragedię, rozwój kryminalnego imperium, a wraz nim postępującą, psychotyczną podejrzliwość.  Z racji tego, że Whitey nie lubi ryzykować, mniej więcej raz na kwadrans któryś z jego współpracowników lub znajomych wyrusza w podróż do krainy wiecznych łowów. CZYTAJ DALEJ

Królowa kampu

Francja, lata 20. Baronowa Marguerite Dumont (Catherine Frot) ma nadmiar czasu, pieniędzy i tylko jedno marzenie - zostać operową diwą. Jako że  nigdy nie pobierała profesjonalnych lekcji śpiewu (w dzieciństwie nie  przyjęto jej nawet do chóru), a dobiega już jesieni życia, nie ma czasu  do stracenia. Podczas gdy mąż zajmuje się interesami, ona koncertuje w posiadłości na organizowanych przez siebie balach charytatywnych. Na jeden z takich wieczorków trafia dziennikarz Lucien (Sylvain Dieuaide) i poeta-anarchista Kyrill (Aubert Fenoy) – przedstawiciele niesfornej bohemy międzywojennego Paryża, nadającej charakter sztuce XX wieku. Postanawiają oni - trochę dla dowcipu, trochę z autentycznego zachwytu "spektaklem" – wylansować panią Dumont jako zjawisko prawdziwie awangardowe. Zapraszają "dziką" i "szaloną" divę do grona rozmaitych "-istów" kaberetu. Marguerite zostaje królową kampu.

 
Kategoria estetyczna, określająca kamp jako "coś tak złego, że aż dobrego", jak ulał pasuje do kreacji scenicznej baronowej - choć ona sama nie zdaje sobie sprawy z własnego przegięcia. Jak chciała Susan Sontag, kamp nie jest cechą dzieła, a sposobem jego odbioru - pisała, że "smak kampu jest rodzajem miłości, miłości do ludzkiej natury. Smakuje raczej niż sądzi małe triumfy i niezręczności. Utożsamia się z tym, co go cieszy". Delektowanie się tym, co nie dostrzega własnej śmieszności, obce jest poważnemu panu Dumont (André Marcon), który początkowo toleruje śpiew żony jako niegroźną fanaberię, z czasem jednak (i przyrostem jej ambicji), coraz bardziej wstydzi się Marguerite. Mówi kochance, że przestał w żonie widzieć kobietę. Tragedia w tej komedii polega na tym, że bohaterka występuje właśnie po to, by zwrócić na siebie jego uwagę. CZYTAJ DALEJ
Udostępnij: