Filmweb sp. z o.o.
https://www.filmweb.pl/article/Wiara+czyni+czuba+Kino+kontra+sekty-90742

Wiara czyni czuba? Kino kontra sekty

  • Filmweb
  • autor: Radosław Osiński
  • Artykuł
Atmosferę wokół wchodzącego właśnie na ekrany "Mistrza" podgrzewają informacje o rzekomych fabularnych nawiązaniach filmu do biografii L. Rona Hubbarda – założyciela Kościoła scjentologicznego. Ta zrzeszająca czołowe gwiazdy Hollywood organizacja religijna od lat budzi na całym świecie mnóstwo kontrowersji. Określana jest mianem sekty, a oskarżana bywa o działalność przestępczą. Film Paula Thomasa Andersona współtworzy zatem grupę amerykańskich obrazów, które w ostatnim czasie podjęły temat destruktywnego kultu i fanatyzmu wyznaniowego – praktyk zbliżających portretowane, nowe, ale też i działające w obrębie tradycyjnych, ruchy religijne do sekt.

The_Master_-_trail_2253117b.jpg

"Mistrz"

Nie biorę pod uwagę filmów wykorzystujących motyw sekt jako fabularnej atrakcji – sensacyjnego wątku wprowadzonego dla podniesienia walorów rozrywkowych widowiska. Mieliśmy i nadal mamy z tym do czynienia w kinie często, czego przykładem mogą być liczne i popularne, zwłaszcza obecnie, horrory satanistyczne. Nie uwzględniam też budzących aktualnie duże zainteresowanie filmowców i widzów produkcji w stylu adaptacji powieści Dana Browna, generalnie ukazujących religie jako spiski służące podporządkowaniu ludzkości. Interesują mnie filmy, będące studium sekciarstwa i wpływu sekt na życie ich członków. Zaznaczyć jednak należy, że posługiwanie się terminem "sekta" jest ryzykowne, ponieważ wyraża ono negatywną interpretację i ocenę zjawiska. Nasze prawodawstwo w ogóle nie definiuje takiego pojęcia jak "sekta", operuje natomiast neutralnymi znaczeniowo sformułowaniami "związek wyznaniowy" lub "nowe ruchy religijne".

Tylko w 2011 roku pojawiły się w amerykańskich kinach dwa filmy fabularne opowiadające o traumie doświadczeń duchowych i fizycznych kobiet wywołanej przeżyciami we wspólnotach o charakterze sekciarskim. Są to niezależne produkcje "Martha Marcy May Marlene" oraz "Przełamując wiarę". Poza tematem i niskim budżetem łączy je aktorski udział Johna Hawkesa, a także nominacje i nagrody krytyków. Narracja obu filmów, nielinearna i oniryczna w przypadku dzieła Seana Durkina, a przedstawiająca surrealistyczne wyobrażenia bohaterki w debiucie reżyserskim Very Farmigi, przybliża perspektywę osób borykających się z ideologiczno-religijnym praniem mózgu. Po ucieczce z sekty młoda dziewczyna z filmu "Martha Marcy May Marlene" ma problemy z funkcjonowaniem w rzeczywistości. Przynależność do kultu pozbawia ją poczucia podmiotowości i uznania dla podstawowych norm zachowań społecznych. Śpi na podłodze, moczy się, nie szanuje prywatności cielesnej, z trudem nawiązuje relacje z otoczeniem. Ruch religijny zaprezentowany w filmie inspirowany jest sektą Rodzina, założoną i kierowaną przez Charlesa Mansona. Ekranowy guru organizacji podobnie jak Manson komponuje piosenki, głosi hasła wolnej miłości i wspólnej własności, dopuszcza się aktów psychicznego i seksualnego terroru wobec swoich podopiecznych. Ze swoimi wyznawcami włamuje się do okolicznych domostw i morduje lokatorów. Pomimo opuszczenia sekty tytułowa Martha nie jest w stanie wyzwolić się spod mentalnego oddziaływania charyzmatycznego lidera. Powrót do normalności okazuje się dla niej walką o przetrwanie.

marta2.jpg
 
marta1.jpg

"Marta Marcy May Marlene"

Uzależnienie od radykalnej wspólnoty duchowej udaje się pokonać bohaterce "Przełamując wiarę". Jest to jednak heroiczny gest, prowadzący kobietę, nadal pragnącą jakiejś formy kontaktu z Bogiem, do wyobcowania i lęku przed potępieniem. Jak bowiem oznajmia przełożony jej Kościoła, uznający się za proroka, wątpliwości religijne sygnalizują, że czci ona samą siebie, a w konsekwencji skazuje się na pośmiertną egzystencję wraz z psami poza Niebem. Sportretowany w filmie krytycznie, choć nie jednostronnie, związek wyznaniowy to chrześcijańscy fundamentaliści. Ich konserwatywna doktryna w różnych dziedzinach życia uprzywilejowuje mężczyzn. I właśnie patriarchat jest dla ukazanych postaci źródłem napięć i przełomowych decyzji. Metaforyzuje przemoc, jaka ujawnić się może pośród ludzi, którzy nie będą mogli lub nie będą chcieli wypełniać ról zdefiniowanych przez ten system. Główna bohaterka i jej najlepsza przyjaciółka (grana przez rodowitą Polkę Dagmarę Dominczyk) pragnie być postrzegana nie tylko mistycznie, jako boska służebnica, ale także jako istota cielesna, świadoma swoich potrzeb intelektualnych i seksualnych. W zgromadzeniu to jednak tylko dorosłym mężczyznom dane jest wykonywanie odpowiedzialnych funkcji i kształcenie się. Przybiera ono zresztą kuriozalne formy, gdy widzimy, jak wiedzę o prokreacji mężowie zdobywają, słuchając kaset magnetofonowych.

251166.1.jpg
 
251180.1.jpg

"Przełamując wiarę"

Poszukiwanie uniesień duchowych jako sposób na radzenie sobie z niedojrzałością, kompleksami i pożądaniem stanowi motywację bohaterki "Świętego dymu" Jane Campion. Fabuła tej amerykańsko-australijskiej koprodukcji opowiada o młodej dziewczynie, która w trakcie podróży do Indii staje się wyznawczynią jednego z tamtejszych kultów. Zamierza zmienić tożsamość i związać się z guru wspólnoty. Rodzinie udaje się ją ściągnąć do domu i oddać pod opiekę terapeuty, specjalizującego się w przywracaniu równowagi psychicznej osobom z sekt. Szybko odkrywa on, że zauroczenie kultem wynikało z braku samoakceptacji u dziewczyny. Religijny fanatyzm był dla niej ucieczką od samej siebie. Drogą do odzyskania harmonii z własnym ciałem i umysłem staje się dla bohaterki miłość fizyczna. Wspólnoty ukazane przez Campion, Durkina i Farmigę można odczytywać kluczem feministycznym, jako symbole świata mężczyzn, perwersyjnych uwodzicieli, deprawujących i uzależniających swoje żeńskie ofiary. Warta odnotowania w tym kontekście wydaje się zatem fabuła przeciętnego filmu grozy "Kult" z Nicolasem Cage'em, gdzie to samotny bohater jest obiektem rytualnych praktyk sekty kobiet.

Mniej genderowo zaangażowane od wspomnianych filmów, natomiast zdecydowanie bardziej poruszające emocjonalnie są dokumenty o sektach. Przegląd takich filmów w krótkim odstępie czasu to przytłaczające doświadczenie. Nie tylko dlatego, że poznajemy autentyczne historie, ale przede wszystkim, ponieważ zdajemy sobie sprawę ze skali zjawiska i bezradności wobec jego obecności. Od końca lat 90. wyprodukowano w USA co najmniej kilka znakomitych dokumentów o sektach. Sukcesy artystyczne pozwoliły im uzyskać szerszą dystrybucję i trafić do masowego obiegu.

jonestownstill.jpg
 
jones3.jpg

"Jonestown"

Obowiązkową pozycją w tej grupie jest "Jonestown. The Life nad Death of People's Temple". Film opowiada historię sekty Świątynia Ludu i przewodzącego jej Jima Jonesa. Wstrząsającą kulminacją materiału jest dokładnie zrekonstruowany z dostępnych archiwaliów przebieg masowego samobójstwa ponad 900 członków ruchu. Losom innej sekty, której działalność również zamknęła tragedia, poświęcony jest nominowany do Oscara dokument "Waco: The Rules of Engagement". Twórcy skupiają się w nim na śledztwie prowadzonym w celu wyjaśnienia interwencji służb specjalnych w budynku, który zajęli członkowie organizacji religijnej Gałąź Dawidowa. Lider tego ruchu, David Koresh, uważał się za mesjasza (to symptomatyczne dla osób kierujących sektami), a w naukach Jezusa znalazł między innymi uzasadnienie dla gromadzenia i używania broni. Konfrontacja Koresha i jego wyznawców z przedstawicielami prawa przerodziła się więc w trwającą 51 dni zbrojną akcję. W jej wyniku zginęło ok. 80 osób. Pasjonujący dokument obnaża liczne nadużycia władzy, jakiej dopuściły się w trakcie operacji siły porządkowe. Czyni to z członków sekty podwójne ofiary – ofiary swojego fanatycznego guru duchowego i ofiary przemocy państwa. Dwa opisane wyżej filmy koncentrowały się na odtworzeniu pewnego ciągu wydarzeń, prowadzącego do powstania, rozwoju i dramatycznego finału funkcjonowania sekty. Tłem, aczkolwiek silnie eksponowanym, są w nich charakterystyki przywódców i członków poszczególnych organizacji religijnych, jak również informacje o kulturowych mechanizmach pojawiania się takich ruchów. Studiami nad aktywnymi związkami wyznaniowymi o fundamentalistycznym profilu w USA są dokumenty: "Join Us", "Synowie marnotrawni" oraz "Obóz Jezusa".

83950.1.jpg
 
83952.1.jpg

"Obóz Jezusa"

"Join Us"
zaprasza nas do jednego z, wydawałoby się, typowych kościołów usytuowanych wzdłuż prowincjonalnej drogi. Okazuje się, że to siedziba kultu kierowanego przez mówiących z niemieckim akcentem pastora i jego żonę. Z relacji byłych członków wspólnoty dowiadujemy się, że pastor znęcał się nad ich dziećmi, a także wyłudzał pieniądze na budowę parafii. Byli wyznawcy mają jednak wielki problem, by tego dowieść prawnie. Film wskazuje na luki systemowe, gwarantujące niemal bezkarność sektom zarejestrowanym jako organizacje non-profit. Dokumentaliści portretują duchowego lidera ruchu i jego podopiecznych, znajdujących się w ośrodku terapeutycznym dla osób pokrzywdzonych przez sekty. Pułapką na widza są sceny z udziałem pastora. W przeciwieństwie do innych prezentowanych w filmach postaci religijnych przywódców, bohater "Join Us" zaskakuje otwartością. Często wypowiada się do kamery. Widzimy go przeważnie przy domowym stole wraz żoną i namaszczonym przez siebie następcą, gdy spokojnie tłumaczy swoje mistyczne wizje i z ubolewaniem komentuje zarzuty stawiane mu przez byłych członków Kościoła. To ktoś obdarzony charyzmą, kto jest w stanie budzić zaufanie i sympatię. Dopiero na końcu filmu pastor ujawnia oblicze bezwzględnego cynika i manipulatora. Dokumenty "Synowie marnotrawni" oraz "Obóz Jezusa" śledzą losy dzieci fanatycznych wyznawców organizacji religijnych. W pierwszym filmie chodzi o potomstwo członków skrajnego odłamu Kościoła Mormonów, gdzie na znak wierności naukom guru wspólnoty Warrena Jeffsa rodzice odtrącają swoje dzieci. Nastolatkowie żyją z poczuciem bycia diabelskim nasieniem. Nie mają się gdzie podziać, nieokreślona jest ich sytuacja prawna. Tęsknią za swoimi bliskimi, ale wiedzą, że powrót może sprowadzić na ich poligamiczne rodziny surową karę. W nominowanym do Oscara dokumencie "Obóz Jezusa" przyglądamy się natomiast procesowi wychowawczo-edukacyjnemu dzieci Ewangelików, przygotowywanych duchowo do stworzenia "Armii Boga".

2-580.jpg
 
the-master-film (9).jpg

"Mistrz"

Premiera "Mistrza" jest świadectwem, że kino bierze pod lupę Kościół scjentologiczny. Na razie jednak jest to tylko odwaga czynienia aluzji pod adresem tej organizacji. Twórcy filmu raczej dystansują się od interpretacji losów głównego bohatera jako biografii L. Rona Hubbarda. Wspominają jedynie o inspiracjach i tonują atmosferę sensacji, która i tak unosi się nad dziełem. Dowodem asekuracyjnej postawy producentów był rzekomy specjalny pokaz filmu dla bodaj najbardziej znanego scjentologa świata, czyli Toma Cruise’a. Z relacji reżysera Paula Thomasa Andersona wynika, że hollywoodzki gwiazdor nie był zachwycony wymową niektórych wątków, ale ostatecznie pozostał przyjacielem autora, a zatem w pewnym sensie udzielił filmowi błogosławieństwa. To nie pierwszy raz, kiedy Cruise przedstawia się publicznie jako osoba zdolna do dyskusji na swoim religijnym zaangażowaniem. Za takie oficjalne sygnały można też uznać role aktora w filmach "Oczy szeroko zamknięte" (mężczyzna konfrontujący się z tajnym kultem) i "Magnolii" (guru facetów mających problemy z kobietami). O gotowości scjentologów do krytycznego dialogu nad ich działalnością prawdziwiej chyba jednak świadczy przykład muzyka Isaaca Hayesa, użyczającego głosu postaci Szefa w serialu "South Park". Scjentolog Hayes opuścił obsadę serialu znanego z satyry na różne religie w momencie, gdy twórcy postanowili zakpić z jego wyznania. Kto zatem pragnie odważniejszej, choć nie zawsze poważnej i przekonującej rozprawy ze scjentologami i w ogóle różnymi wspólnotami duchowymi świata, niech sięgnie po film "Wiara czyni czuba".

zobacz też: