Łowca androidów
Blade Runner 2049
2001: Odyseja kosmiczna
67 moich ukochanych filmów wszech czasów
Lista rankingowa 67 tytułów
Mój subiektywny wybór filmów, które określiłbym mianem must-see.
Zawsze żyłem w takim zawieszeniu między byciem fanem science-fiction, a zupełnym nieorientowaniu się w tym gatunku. Nie przypadkiem jednak właśnie ten gatunek zachwycił mnie najbardziej i jest moim number one - gęsty, hipnotyzujący klimat i pytania o człowieczeństwo. Mocny, umiłowany przeze mnie standardzik.
Więcej nastroju niż tempa, potężna dawka melancholii, oszałamiające wizualia. Niemożliwym wydawało się dorównanie pierwszej części, a tu proszę - do dziś się waham, którą część cenię bardziej.
Jak Kubrick się za science-fiction weźmie, to nie bierze jeńców. Symboliki w tym tyle, że zaliczyłem dzięki temu filmowi przedmiot na studiach, co tu więcej mówić?
Powiedzieć o nim "błyskotliwy", to nic nie powiedzieć. Redefinicja kina, a dialogi, to jakby Cyceron z ust zszedł.
Jedyny w swoim rodzaju, pierwszy raz obejrzałem go bez większego zrozumienia w stanie upojenia alkoholowego, a już się zachwyciłem xd Na tyle, że nazajutrz obejrzałem ponownie i pochłonąłem się bez reszty. Co nie było trudne, skoro to (iluzorycznie oczywiście) jedna scena.
Ktoś powie, że naiwne, i nawet nie będę toczył piany z ust z tego powodu, ale ja tam się zachwyciłem i cóż zrobić. Ostrożnie używam stwierdzenia, że mam do Nolana słabość, ale gdzieniegdzie to się jednak sprawdza.
No klasyk, o czym tu gadać. To i pecetowa "Mafia" to były dwie pozycje, które jakkolwiek rozbudziły we mnie iskierkę miłości do kina mafijnego, która wcześniej tliła się raczej wątle.
Ahh body horror nie przestanie być moją cokolwiek toksyczną miłością. A udany body horror to już w ogóle. A ten chyba udany był, skoro na seansie jedna osoba próbowała uciec i nie zdążyła, bo zemdlała xd
Najchętniej wkleiłbym tu całego Marka Koterskiego (noo, prawie całego), ale postanowiłem wyróżnić dwa jego filmy. Ten osobiście stawiam nieco wyżej od "Dnia świra" - scenariuszowo to jest wręcz miazga, kawał symboliki i przemocnych scen (w tym moja ukochana scena w historii polskiego kina, czyli alkoholowe zwidy i omamy namawiające Adasia do popełnienia samobójstwo). A i ile w tym dynamiki, tu jest z milion scen i w ogóle się toto nie dłuży.
No ale tego klasyka też zabraknąć nie mogło - co by nie mówić, ten film się jakimś cudem nie przejada. To był drugi film Koterskiego, jaki obejrzałem w życiu (pierwszy był "Nic śmiesznego") i od razu drugi, który ubóstwiam od pierwszego obejrzenia.
Polecam się wgryźć w biografię autora książki, Kena Kesseya, bo jest cokolwiek osobliwa i intrygująca - a i doskonale tłumaczy, dlaczego ta historia tak przekonywająco opowiada o potrzebie wolności i buntu. No i kocham Nicholsona w tym filmie, co tu kryć.
Czy to właśnie ten film miał wpływ na to, że: a) pokochałem filmy grozy; b) pokochałem nieśpieszne kino? Być może. Czy oglądam go namiętnie za każdym razem, choć widziałem go już setki razy? Być może. Czy to jedyny jak dotąd klasyk, na który aż musiałem wybrać się specjalnie do kina? Być może, być może.
13
Diuna
2021
Absolutnie czarujący, o uniwersum Diuny zdawało mi się słyszeć już wcześniej, ale i tak nie spodziewałem się, że będę aż tak żywo urzeczony tym filmem. Zachwycił i przekonał do przeczytania książek. "Dzieci Diuny", obiecuję, że jeszcze do was wrócę.
Jak wyżej, z tą różnicą, że dwójce już rozmachu nie brakuje. Doceniam, że Villeneuve ma nie tylko niewymawialne nazwisko, ale także talent do przenoszenia na język filmowy to, co u Herberta było kompletnie niefilmowe. Wszelkie zmiany względem książki trafione w punkt.
Pewnie najbardziej nietypowa pozycja w tym rankingu, ale nie mogę nie docenić filmu, który towarzyszy mi od podstawówki i za każdym razem odbieram go coraz lepiej. Baaaardzo niewiele jest filmów, które nastrajałyby mnie pozytywnie niezależnie od aktualnie się toczących życiowych zawirowań. Ale ten taki właśnie jest. Mimo że to naiwne i niekiedy głupiutkie. Albo może właśnie dzięki temu.
Jakiś totalny przypadek sprawił, że po to sięgnąłem, bo kto by mnie wcześniej widział oglądającego film romantyczny. A zachwyciłem się od pierwszego wejrzenia. I jak tu nie kochać przypadków?
Niepokój i narastające szaleństwo spotęgowane do klasycznego, kubrickowego stopnia. I znowu Nicholson. I znowu to jest genialne.
Solidna wariacja na temat od mojego ulubionego bękarta kina, pana Quentina.
Z Indianą mam jeden, jedyny problem - co rusz mi się zmienia i nie mogę się zdecydować, którą część lubię najbardziej. Jednak z całej "klasycznej trylogii" to chyba Świątynia Zagłady najmniej mi się nudzi, plus kocham ten absolutnie odmienny względem innych części klimat.
Mimo najszczerszych chęci o tym filmie się za wiele nie wypowiem, bo o Fight Clubie się nie rozmawia. Powiem tylko tyle, że to chyba pierwszy film, jaki obejrzałem w akademiku, więc nie dość, że wybitny, to jeszcze jakie wspomnienie.
Nie wszystko mnie w tym filmie przekonało po seansie, ale za to o Matulu... chyba z tydzień myślałem ciągle o tym filmie i o tej arcyhipnotyzującej scenie rytuału. Kubrick się tym filmem wżarł w mój umysł i już nigdy z niego nie wyszedł. Jak kiedyś już dopadnie mnie Alzheimer, to będzie ten jeden jedyny film, który pozostanie w mojej głowie.
22
Obcy 3
1992
Z roku na rok doceniam go coraz bardziej, także dlatego, że inni nie doceniają go na ogół wcale xd oczywiście problemem tego filmu jest to, że aby się nim pozachwycać należycie, to trzeba się dokopać do wersji rozszerzonej, nie zmienia to jednak faktu, że jestem tym dziwolągiem, który trójkę stawia ponad - skądinąd dobrym - filmem Camerona.
Pierwszy film Tarantino, z jakim miałem styczność, i od razu taka krwawa miazga - nie dziwi więc, że zakochałem się w jego twórczości dośmiertnie xd
Niesamowita sprawa, że wizją reżyserską wcale nie było podzielenie tego filmu na dwoje, a i tak ta druga część to zupełnie inne oblicze. Zupełnie inne tempo, inna waga tego filmu. Kocham i ubóstwiam.
Nadal zdumiewa mnie umiejętność Nolana w zakrzywianiu czasoprzestrzeni. Niby trzygodzinny film, a gdzieś od połowy do końca czas mija błyskawicznie.
26
Jestem stary, więc i ten film widziałem premierowo jako brzdąc całkowity, ale już wtedy mi się podobał. A potem przestał mi się podobać. A zaczął mnie zachwycać. Ehh, kiedyś to był Pixar, teraz to nie ma Pixara.
Cytując Skippera, po tym filmie byłem "ujęty grozą, ale i pod wrażeniem". Nikt tak pięknie nie przedstawia okrucieństwa świata, jak Kubrick.
Nooo, po pierwszym seansie to byłem jak ta owca - milczałem. Zresztą słów tu nie potrzeba, podasz komuś ten tytuł i on mówi sam za siebie. Klasyk klasyków.
Złu nie trzeba patrzeć prosto w oczy, by je widzieć. Prawda prosta jak drut, a jednak potrzeba czasami spojrzeć na taki film, aby nam o tym przypomniał. Dobrze, że historia nie zapomina.
Długie, długie kino, wymagające wysiłku i zaangażowania, z czym nieraz nie jest łatwo, ale warto się zmusić. Ja się trochę zmuszałem - a skończyło się na kolejnym oczarowaniu.
31
Chłopi jak malowani - jako aktorski film może nie zadziałałby aż tak dobrze, choć wiele mu do znakomitości nie brakuje. Ale ta forma... no tylko oglądać i cieszyć oko.
To chyba po tym filmie zakochałem się w aktorstwie Frances McDormand. Wyrazista jak diabli, zresztą trudno by było inaczej, bo dostała kapitalny scenariusz, w którym każdy bohater jest znakomicie pogłębiony. A całościowo to fantastyczna historia o poszukiwaniu ukojenia... tylko no właśnie, gdzież go szukać?
Może i Scorsese nigdy nie stał się moim absolutnym idolem, ale akurat pierwszy jego film, który obejrzałem, stał się z automatu jednym z moich ulubionych w ogóle. Później z tym ulubieniem to trochę mi przeszło, ale doceniam i zachwycam się po dziś dzień. Zwłaszcza rolą DiCaprio, dla mnie oscarową.
Którąś część Harry'ego trzeba było wyróżnić, bo przecież to najważniejszy element mojego dzieciństwa, wczesnego i późnego. Padło na tę - filmowo chyba już niczego tu nie brakuje, i wizualnie, i scenariuszowo to jest najznakomitsza ekranizacja Pottera.
Już zawsze, widząc ten tytuł, będę miał w głowie wymawiającego te słowa Jana Machulskiego w "Kilerze" xd ale wow, cóż to była za przedziwna peregrynacja po meandrach pokrzywionego umysłu, to ja do dziś nie wiem. Chyba jedyny film w całym zestawieniu z relatywnie "niską" oceną - bo nigdy nie zachwyciłem się tym do końca - ale to jest takie dziwactwo, że trzeba je wyróżnić zaszczytnym miejscem na tej zaszczytnej liście.
Słowa tną jak nożyce, wady człowiecze są zawsze nadto widoczne, a talent do niczego się nie przydaje. Ideał sięgnął bruku.
Niezwykle intensywna opowieść o pasji, odwadze i życiu chwytanym pełną piersią. Rola Ala Pacino zresztą też niewątpliwie zapada w pamięć jak niezapomniany zapach.
Kiedyś się nieironicznie zastanawiałem, co jeśli też jestem obserwowany jak Truman? Na szczęście pocieszam się, że to niemożliwe, bo wszyscy widzowie już dawno by wyłączyli telewizory xd Jima Carreya zawsze będę doceniał i szanował, bo to piekielnie zdolna bestia, ale to właśnie za tę rolę zachowam go w serduszku na zawsze, a nieco mniej za błazeńskie popisy w "Masce" (którą skądinąd również uwielbiam!)
Wstyd przyznać, ale ten film z kolei oglądałem na telefonie w pociągu. Nigdy później tego nie powtórzyłem xd na szczęście padło na tak znakomity film, że zapadł mi w pamięci mimo tak absurdalnie nieprzyzwoitych warunków oglądania. A treściowo, no cóż... skrzydła skrywa każdy. A jakiego koloru, to już inna rzecz.
"Jeszcze pożyjecie, poeci prawdy, jeszcze pożyjecie, padając z nóg..." Z perspektywy czasu zdążyłem znielubić niepolską poezję i zawsze będzie ona dla mnie biedna xd ale ducha poezji ten film we mnie zaszczepił i pozostał on we mnie do dziś (nadal sobie wmawiam, że kiedyś wydam ten tomik poezji xd). Co jeszcze zaszczepił, to uwielbienie talentu Robina Williamsa, którego nieodmiennie wspominam z wielkim rozrzewnieniem.
Ten film Tarantino poznałem dość późno, ale zachwycił mnie jak poprzednie - co oznacza, że z zamiłowania do jego stylu nie wyrosłem. I jestem z tego powodu niezwykle dumny.
Wprawdzie tytuł "Biedne istoty" bardziej pasowałby do filmu o studentach, ale tak naprawdę to piękna, estetyczna przypowieść o rozpuście i okrutnej dorosłości, która jest tak niedojrzała. No ok, to nadal brzmi jak film o studentach. Ale wierzcie na słowo, jest znacznie lepszy.
Roman Polański musiał się tu znaleźć obowiązkowo, a dlaczego padło akurat na "Chinatown", to chyba nie muszę mówić, wspominałem o znakomitości Nicholsona? Do kina noir nigdy nie miałem jakiegoś wielkiego afektu, ale nie wzgardzam i takim.
Pierwsze moje zetknięcie z tym mini-arcydziełkiem też było osobliwe - napisanie streszczenia tego filmu było zadaniem dla całej grupy na jednych z zajęć. Do seansu zasiadłem bez większych oczekiwań, a skończyłem go z natłokiem refleksji, smutku i goryczy. Tak mnie rozerwał ten film, cholera.
Może i banalny wybór, no ale to po prostu film, w którym absolutnie wszystko gra i buczy. Nie potrafię wskazać ani jednej rzeczy, która mi tu nie leży, nie pasuje, za to potrafię wskazać jedną ważną jego cechę - jest niezwykle uniwersalny. Nie każdy się nim zachwyca, ale chyba każdy, kogo znam, widział i docenił. Czyli coś w tym filmie jest.
46
Powiem tak - dzisiaj nie pamiętam z niego aż tak bardzo znowu wiele, ale jeżeli ostatni raz oglądałem go ponad dekadę temu, a gra aktorska, koncept i akt finałowy nadal tkwią w mojej biednej główce i wyjść nie chcą, to w tym filmie jest niemała namiastka znakomitości. Czyli poniekąd must-see także dla mnie, kiedyś go odświeżę.
Oj ta scena gwałtu widziana za dzieciaka w jakichś mało sprzyjających warunkach podkołdrowych wryła się w beret. Polański to umiał w takie klimaty.
Pamiętam kinowy seans tegoż w 2018 roku i jakieś takie, hmm, pierwsze (?) zetknięcie z polskim kinem nieco bardziej koneserskim, jeśli mogę tak je nazwać. A potem pamiętam rozgoryczenie, że "Zimna wojna" nie dostała Oscara. I tak, film też pamiętam. I był śliczny wizualnie. Treściowo - nieco mniej pamiętam, ale Kulig tam brylowała, oj brylowała.
To nie tyle film, co swego rodzaju katharsis, zrozumienie i odpocznienie dla natłoku emocji, których się nawet nie rozumie. Nie mam zielonego pojęcia, którą cząstkę mnie ten film ukoił i jak, ale chyba mi ta niewiedza nie przeszkadza.
Z banalnego konceptu pod hasłem "pokażmy parę skrawków życia z taksówki" udało się uszyć tak ujmującą mozaikę, którą trudno zamknąć w jednym zdaniu. Jest w tym coś elektryzującego.
51
Siedem
1995
Planowałem dać siedmiozdaniową recenzję, ale wyszło słów osiem.
52
Francis Ford Coppola różne miewał wzloty i upadki, ale jak już mu się trafiał jakiś wzlot, to o Panie, wzlot Persepolis. Piękny ten "Dracula", nomen omen hipnotyzujący, tylko oglądać i się zachwycać.
Swego czasu przypadkiem natknąłem się na nazwisko Szulkina (wstyd przyznać, ale jeszcze parę lat temu nie wiedziałem o jego istnieniu), więc jako prawilny fan dystopijnego science-fiction natychmiast nadrobiłem większość jego filmografii. "Wojna światów" zdecydowanie najbardziej do mnie trafiła, raz że zadziwiająco aktualna po dziś dzień, dwa że wzbudziła we mnie trochę skojarzeń z ukochanym przeze mnie "Procesem" Kafki. Może to przez Wilhelmiego, który przecież też Józefa K. grał?
54
Surfer
2024
Bolesny i ciężkostrawny, ale cóż, lekko i przyjemnie to już było. Droga przez mękę, którą się chłonie i nawet za bardzo nie chce z tego obłędu wyrwać. Film wybitny, przy którym trzeba się psychicznie zmęczyć.
Niewiele animacji po dziś dzień uwielbiam tak, jak za pierwszym razem, nie wszystkie też się w tym rankingu zmieściły, ale dla TS3 musiałem miejsce znaleźć. Zdecydowanie moja ulubiona odsłona całej serii, faktycznie dobrze działa jako epilog, ale ja tam nie mam problemu z tym, że epilogiem nie została. I tak jest pierwszorzędny po dziś dzień.
W tym filmie, to trochę jak w piosence - "chciałoby się uciec, nie przed wszystkim się da". A może nie przed wszystkim powinno się uciekać? Kocham, gdy Jim Carrey pokazuje inne swe oblicze, a tu mu jeszcze przecież wtóruje wspaniała Kate Winslet. Szczerości, uroku i smutku w tym całe mnóstwo, choć historia, było nie było, na swój sposób wydumana.
Nie jestem pewien, czy to nie pierwszy raz, gdy zobaczyłem w dużej roli Andrzeja Seweryna, ale na pewno pierwszy raz, gdy wywarł na mnie ogromne wrażenie. Cały film to nieco groteskowe, ale jednak uosobienie codzienności, w rodzinie cokolwiek niecodziennej.
Gdybym chciał być złośliwy, powiedziałbym, że jeśli widziało się "Grand Budapest Hotel", to jakby się widziało wszystkie filmy Andersona. Ale że złośliwy nie jestem, to powiem że nieodmiennie jestem pod wrażeniem, ileż w tym misternego piękna, estetyki, te dialogi bajeczne. No dziełko.
59
Psy
1992
Przyszła III RP, przyszedł Pasikowski i udowodnił, że niezależnie od ustroju, ten kraj to psu na budę. Wiadomo, że głównym symbolem tego filmu (i kontynuacji jegoż) jest Linda, ale ja jednak pozachwycam się dialogami, w które to Pasikowski umie, i jest tu - poza toną wulgaryzmów - dużo językowania w języku, jak to mawiam.
60
Chciałbym wierzyć, że Nolan po prostu realizuje za ciężkie pieniądze pomysły, które mu się przyśnią. Bo to kolejna historia, która wydaje się banałem i bajką, ale jest tak olśniewająca i nęcąca, że miałbym chyba wyrzuty sumienia, gdybym "Incepcji" tu nie dał.
61
Kiler
1997
W III RP to chyba lepszej komedii nie było, i zaryzykuję twierdzenie, że już lepszej nie będzie. Tyle sentymentu, co się we mnie budzi przy każdym seansie tej i drugiej części, to można by obdzielić kilka osób tym.
Film o trzech osobach w łódce... Ale ach, ile w tym napięcia, które unosi się w powietrzu, to się ogląda z zapartym tchem. Plus dowód na to, że Polański zawsze był wielki.
Wali mnie, że daleko temu do jakichś rozbudowanych, metaforycznych dzieł. Piękna w swej prostocie historia. Taka, która chwyta, ale delikatnym, czułym uściskiem i pozwala odpłynąć. Albo, jak kto woli, popatrzeć na gwiazdy i się zachwycić.
64
Ciekawy schemat, którym potem trochę poszła "Anora" - czyli niepozorne kino, które w pewnym momencie musi eksplodować i wywołać burzę przemyśleń. Bo w istocie, do mózgu toto się wdziera jak pasożyt.
65
Shrek
2001
Nie mogłem sobie podarować i nie umieścić filmu, który przecież zrobił mi połowę dzieciństwa, na spółkę z sequelem. W pewnym momencie dorosłości zacząłem żartować, że jest kilka okazji, które zawsze będę czcił ze szczególnym namaszczeniem, i jedną z nich będzie emisja "Shreka" w TV. Jeśli tylko natrafię i nie oglądam w samotności, to zamęczam współwidzów recytowaniem wszystkich dialogów z pamięci. To se ne vrati...
Rzutem na taśmę ostatni Tarantino w zestawieniu, ale za to jaki - znów potrzeba było takiego reżysera, żebym otworzył się na jakiekolwiek westerny. Bo co tu kryć, to ten film przekonał mnie, żeby kiedykolwiek sięgnąć po inne, mniej rozbudowane produkcje z tego gatunku. Przefantastyczna zabawa dialogami i fabuła w stylu "coś wisi w powietrzu". Niby wszyscy wiedzą, że czeka nas krwawa miazga, ale kiedy to nastąpi?
Last, but not least - musiałem umieścić coś z moim idolem dzieciństwa, Lesliem Nielsenem, no i padło na to. Wprawdzie nie do końca ten film leży mi w kontekście powstania tej listy - nie poleciłbym go raczej jako must-see, patrząc na to jak poczucie humoru się niestety zmieniło i ten film mógłby (nie daj Bóg!) zostać odebrany jako nudny. Ja jednak zawsze będę pałać miłością do tego wariackiego humoru.