"The Brutalist" trafi na VOD jeszcze w tym miesiącu

Variety / autor: /
https://www.filmweb.pl/news/%22The+Brutalist%22+trafi+na+VOD+jeszcze+w+tym+miesi%C4%85cu-159449
"The Brutalist" trafi na VOD jeszcze w tym miesiącu
źródło: materialy promocyjne
Ciekawym newsem dzieli się portal Variety. Jak zaznaczają dziennikarze, "The Brutalist" trafi na serwisy VOD jeszcze w tym miesiącu. Internetowy dostęp do filmu widzowie otrzymają jeszcze przed galą Oscarową!



"The Brutalist" trafia do Internetu



"The Brutalist", który zdobył aż dziesięć nominacji Oscarowych, zmierza na płatne serwisy VOD. W Stanach Zjednoczonych film będzie można oglądać w ten sposób już od 18 lutego. Najnowszy projekt Brady'ego Corbeta będzie dostępny do kupienia na platformach Apple TV oraz Prime Video za bez mała 20 dolarów. Na tę chwilę nie wiadomo nic o Internetowym dostępie do filmu w naszym kraju. 



Variety spekuluje także nad potencjalną datą premiery filmu na nośnikach fizycznych. Jak wiadomo A24 lubuje się w wydawaniu swoich tytułów na ekskluzywnych, kolekcjonerskich blu-rayach oraz 4K Ultra HD. Dziennikarze uważają, że premiery tych wydań powinniśmy się spodziewać na przełomie marca oraz kwietnia. 

"The Brutalist" - recenzja filmu



W swojej recenzji filmu Jakub Popielecki pisał:

"The Brutalist" to taki rodzaj filmu, w którym prolog nazywa się "uwerturą". Seans trwa trzy i pół godziny, ma dialogi po węgiersku, rozdział zatytułowany "Hard Core of Beauty", wstawki z dokumentalnych kronik, zaplanowaną przerwę na siku w połowie, ziarnisty obraz z taśmy 70 mm i mnóstwo ambicji (ktoś mniej przychylny powie: mnóstwo pretensji). Dwa poprzednie filmy Brady'ego Corbeta, "Dzieciństwo wodza" (2015) i "Vox Lux" (2018) były samozwańczymi "portretami", odpowiednio: XX i XXI wieku. "The Brutalist" wraca do poprzedniego stulecia i z życiorysu jednego architekta wykuwa film-pomnik albo film-katedrę, film-wypowiedź na szereg tak zwanych Wielkich Tematów. Ostrzegam więc: Corbet chce, żeby widz przed nim klęknął, co widza przekornego może jedynie zirytować. Ale "The Brutalist" nie jest rodzajem filmu, który da się pochwalić jedynie za dobre chęci. Ta budowla stoi na solidnych fundamentach i pnie się całkiem wysoko.    



Od razu zresztą startujemy z wysokiego C. Na ekran wkracza nasz bohater, węgierski architekt László Tóth (Adrien Brody), a Corbet przedstawia go we wspomnianej "uwerturze", którą ogląda się jak kapsułkę węgierskiego arthouse’u. Burzliwe losy bohatera – od wojennej traumy przez polityczne prześladowania po desperacką imigrację – oddychają tu bowiem stylem największych mistrzów kina znad Dunaju. Jest modernistyczny strumień narracji niczym z filmów Károlyego Makka czy Zoltána Huszárika, są karkołomne mastershoty w typie Miklósa Jancsó czy Béli Tarra, jest wreszcie przyklejona do pleców protagonisty kamera rodem z "Syna Szawła" László Nemesa. Puentą tej sekwencji jest moment przybicia do wybrzeży Ameryki: momentalnie klasyczne ujęcie stającej na głowie Statui Wolności. Oto Europejczyk z bagażem dobrych i złych skarbów Starego Kontynentu przybył na drugą stronę lustra, do Nowego Świata, gdzie nikt nie będzie potrafił go zrozumieć.
 
Intencja jest jasna: Corbet bierze na warsztat american dream. "The Brutalist" z premedytacją przypomina filmową wersję tzw. "wielkiej amerykańskiej powieści": epicki metraż idzie tu w parze z epickim oddechem narracyjnym i epickimi tytułami rozdziałów. Nominalnie inspirowany powieścią Ayn Rand "The Fountainhead", w rzeczywistości film Corbeta ma z nią tyle wspólnego co – dajmy na to – "Aż poleje się krew" (2007) Paula Thomasa Andersona z własnym literackim pierwowzorem, czyli "Oil!" Uptona Sinclaira. "Aż poleje się krew" to jednak dobry punkt odniesienia (nawet jeśli trudno o bardziej gryzący się pisarski duet niż indywidualistka Rand i socjalista Sinclair). Anderson opowiadał w swoim filmie o relacji kapitału z religią, "The Brutalist" tymczasem zgłębia relację kapitału ze sztuką. Zamiast przedsiębiorcy Daniela Plainview i pastora Elego Sundaya na scenę wkraczają artysta Tóth i jego patron, kapryśny milioner Harrison Lee Van Buren (Guy Pearce). Razem z żoną Tótha, Erzsébet (Felicity Jones), tworzą oni napięty trójkąt wzajemnych oddziaływań, trochę jak z innego filmu Andersona, "Mistrza" (2012). Jeden jego bok to władza, drugi – seks, a trzeci – inspiracja.

Pełną recenzję znajdziecie KLIKAJĄC TUTAJ.

Zobacz program Movie Się o filmie "The Brutalist"