CANNES 2017: Okja taka jak my

https://www.filmweb.pl/news/CANNES+2017%3A+Okja+taka+jak+my-123221
Kolejny dzień w Cannes i kolejne filmy, na które czekaliśmy. A wśród nich wspaniała "Okja" w reżyserii Koreańczyka Bonga Joon-ho, twórcy "Snowpiercera" i "The Host – Potwora", a także mniej wspaniały film Węgra Kornela Mundruczo, czyli "Księżyc Jowisza".  
 

***


Świnka z klasą (rec. filmu "Okja")

Zamiast streszczać przyjaciołom historię dystopijnego społeczeństwa niedalekiej przyszłości, wegetariańskich bojówek walczących z rolniczym potentatem oraz przyjaźni koreańskiej dziewczynki ze zmutowaną superświnią, po prostu kupcie im bilet do kina (a może to było konto na Netfliksie?). Raczej nie uwierzą na słowo, że to mogło się udać. 


A jednak. Opowieść o wyhodowanej na potrzeby mięsnego przetwórstwa Okji oraz opiekującej się nią Miji (Ahn Seo-hyeon) ma w sobie absolutnie wszystko, czym oddycha kino familijne najwyższej próby: pociągniętych grubą kreską, a jednocześnie pełnokrwistych bohaterów, zainscenizowaną z finezją akcję, niegłupie, proekologiczne przesłanie oraz wywrotkę odjechanych pomysłów. Śmieszno-straszny ton całości zostaje ustanowiony już w prologu, wystylizowanym na marketingową prezentację: kiedy szefująca olbrzymiej firmie z branży technologii żywności Nancy Mirando (Tilda Swinton) przedstawia światu swój plan na powstrzymanie głodu, domyślamy się, że jest to rzeczywistość, w której wszyscy – najprawdopodobniej ze strachu przed opresją wpływowych korporacji – przedawkowali pigułki szczęścia; i w której życie jednej, wyjątkowej istoty będzie zależało od ludzi o czystych sercach i ciężkich pięściach. 

Akcja rozkręca się błyskawicznie. Konkurs na najdorodniejszego zwierzaka wygrywa w cuglach Okja – należąca do firmy Mirando, ale doglądana na koreańskiej prowincji przez osieroconą Miję oraz jej dziadka. Początkowo dziewczynka godzi się z faktem, że los jej zwierzęcej przyjaciółki jest przypieczętowany. Wkrótce jednak rozbija świnkę-skarbonkę (to nie metafora, naprawdę ją rozbija) i wbrew protestom dziadka rusza na ratunek. Pomogą jej miłujący wszelką faunę rebelianci pod wodzą niepokojąco uprzejmego Jaya (Paul Dano). Zaś z chwilą, w której wkroczą na scenę – a wkroczą w stylu Arsene’a Lupina, Jokera i Gangu Olsena jednocześnie – reżyser rozkręci swoją satyrę na całego. 

(...)

I choć o tym, że nie da się jednocześnie zjeść świnki i mieć świnkę, opowiadało już wielu filmowców, to chyba żaden nie groził nam palcem w tak efektowny sposób. 


Całą recenzję można przeczytać TUTAJ

***


Obce niebo (rec. filmu "Księżyc Jowisza")

"Ludzie nie potrafią już patrzeć w niebo" – mówi jeden z bohaterów "Księżyca Jowisza". Szkoda, bo gdyby potrafili, dostrzegliby kolejnego Chrystusa z chrześcijańskiego imaginarium reżysera. Zbawiciel z "Delty" nosił się modnie, miał emo grzywkę i wyciągał na jaw grzeszki prowincjonalnego ciemnogrodu. Ten z nowego filmu jest imigrantem z Syrii, który po przyjęciu na klatkę piersiową paru pocisków zmartwychwstaje i zaczyna lewitować. Spójrzcie w niebo, to nie ptak i nie samolot. To Kornel Mundruczo

Wybaczcie sarkazm, jestem wobec jego kina bezsilny (chlubny wyjątek – doskonały "Biały Bóg"). Bez względu na to, czy próbuje mi sprzedać metafizykę w kostiumie kina gatunków, czy zawija ją w płaszczyk awangardy, wydaje mi się równie pretensjonalny.  W "Księżycu Jowisza" znów mamy wszystkie żywioły kina splecione w nieustannej walce: są tu religijne epifanie i pościgi samochodowe, dyskusje o wierze i strzelaniny z antyterrorystami, eksplozja w budapesztańskim metrze i seks w szpitalnej kanciapie. A wszystko spięte parafrazą biblijnego motywu "sandałów oblubieńca", historią relacji upadłego lekarza oraz jego prywatnego mesjasza. 


Stern (Merab Ninidze) podróżuje po Budapeszcie i wykorzystuje cudowne umiejętności Aryana (Zsombor Jeger) z egoistycznych pobudek. Chce zarobić wystarczająco dużo pieniędzy, by zadośćuczynić rodzinie pacjenta, do którego śmierci doprowadził pod wpływem alkoholu. Aryan tymczasem pragnie odnaleźć ojca, z którym rozdzieliła go straż graniczna. Obaj przejdą oczywiście gruntowną przemianę – Aryan dostrzeże w swoich mocach nie tylko przekleństwo, ale i dar, z kolei Stern nauczy się trudnej sztuki miłości bliźniego swego. Tyle że w filmie Mundruczo dynamika tej relacji wydaje się pozbawiona krzty psychologicznego prawdopodobieństwa. 


Całą recenzję można przeczytać TUTAJ
Udostępnij: