Gary Oldman jako "Mank": recenzujemy nowy film Davida Finchera

Filmweb
https://www.filmweb.pl/news/Gary+Oldman+jako+%22Mank%22%3A+recenzujemy+nowy+film+Davida+Finchera-140110
Gary Oldman jako "Mank": recenzujemy nowy film Davida Finchera
David Fincher ("Siedem", "Social Network", "Zodiak") wraca za kamerę! "Mank", najnowszy film reżysera, to portret Hollywood lat 30. z punktu widzenia Hermana Mankiewicza, scenarzysty, który napisał m.in. legendarnego "Obywatela Kane'a" Orsona Wellesa. Jako tytułowy "Mank" występuje Gary Oldman. Jak obronił się Fincher w stylowej czerni i bieli? Czy podtrzymał wysoki poziom swojej filmografii? "Manka" recenzuje przedpremierowo Jakub Popielecki.



Obywatel Mankiewicz ("Mank", reż. David Fincher)



"Nie można uchwycić życia w dwóch godzinach", mówi Herman Mankiewicz w dwugodzinnym filmie, którego jest tytułowym bohaterem. Stojący za kamerą David Fincher na szczęście nawet nie próbuje. Jego "Mank" to taki film biograficzny, w którym zamiast wyliczać litanię faktów z Wikipedii, chwyta się znaczący moment z życiorysu bohatera, pars pro toto. Zamiast skrupulatnie inscenizować rzeczywistość epoki, inscenizuje się jej fikcję. O Hollywood lat 30. Fincher opowiada przecież językiem ówczesnego kina, próbując dotrzeć do wspomnianego "życia" naokoło – poprzez iluzję. Nic dziwnego, że wychodzi mu film o relacji słowa i obrazu, fantazji i prawdy. Na poły hołd dla Fabryki Snów, na poły szpila dla Fabryki Kłamstw.

Baudillard mógłby zapewne napisać osobny rozdział "Symulakr i symulacji" o "Manku", filmie o złotej erze Hollywood utrzymanym w konwencji złotej ery Hollywood. Aktorzy grają tu z pre-Brandowską emfazą, dźwięk ma analogowy, monofoniczny posmak, Trent Reznor i Atticus Ross zamienili syntezatory na smyki i dęciaki, cyfrowy obraz markuje obraz celuloidowy, a kadry trzęsą się na cięciach – wszystko rzecz jasna w stylowej czerni i bieli. "Please note, it is intended to sound like you are watching an old movie, in an old movie theater", uprzedza mnie Netflix, dobijając łopatą oczywistość. A jednak "Mank" nie jest jałowym ćwiczeniem z nostalgii w rodzaju "Stranger Things" (żeby pozostać na tym samym serwisie). Fincher symuluje nie po to, by się popisać czy zatęsknić. Symulowana forma jest nie tylko kostiumem, ale i tematem.


Trudno jednak nie odbierać postmodernistycznych wibracji, kiedy w rogu ekranu raz na jakiś czas miga nam kółko zmiany rolki, kolejny element maskarady: zera i jedynki pozorujące taśmę filmową. Fincher jakby puszczał tu do nas oko. Sam przecież uczył kiedyś – ustami Tylera Durdena – czym jest ów tajemniczy brud w kadrze. Co ważne: robił to, obnażając przy okazji podprogowy, manipulacyjny potencjał kina, wyczulając widzów na tropienie ukrytych między klatkami penisów. "Mank" spienięża podobny dysonans: Fincher niby tworzy iluzję, ale raz za razem burzy czwartą ścianę. Mniejsza nawet o kontekst (ten symulator starego kina oglądamy przecież na Netfliksie), pęknięcie stanowi tu tekst. Każdą kolejną scenę inaugurują scenariuszowe didaskalia, jakby ogłaszając wszem wobec: "to nie prawda, to film".

Didaskalia ładnie rymują się też z postacią głównego bohatera. "Mank" opowiada w końcu o okolicznościach powstania scenariusza legendarnego "Obywatela Kane'a". Oto reżyser Orson Welles (Tom Burke) wysyła scenarzystę Hermana Mankiewicza (Gary Oldman) do domku na pustyni, gdzie ten, odizolowany od wszelkich dystrakcji, ma napisać dla niego film, który – jak wiemy – stanie się arcydziełem. W ciągu dwóch godzin Fincher pokazuje tytułowego Manka przy pracy, cofa się w czasie, by wyjaśnić okoliczności sytuacji, i symbolicznie wypełnia metatekstualne przeznaczenie swojej filmografii. Jego "Social Network" mianowano przecież "Obywatelem Kane'em" XXI wieku, zaś o "Manku" już pisze się, że to – he, he - "Obywatel Kane" filmów o "Obywatelu Kanie". A jednak to nie prawda o genezie arcydzieła jest tu najważniejsza.

Całą recenzję przeczytacie TUTAJ.

"Mank" pokazuje Hollywood z lat 30. oczami zjadliwego krytyka społecznego i alkoholika – Hermana J. Mankiewicza, który ściga się, by skończyć scenariusz "Obywatela Kane'a" dla Orsona Wellesa.

W obsadzie: Gary Oldman, Amanda Seyfried, Lily Collins, Charles Dance i Tom Burke.

"Mank" zadebiutuje na platformie Netflix 4 grudnia 2020.
Udostępnij: