Gry wojenne. 10 lat "World of Tanks"

Wargaming.net / autor: /
https://www.filmweb.pl/news/Gry+wojenne.+10+lat+World+of+Tanks-139111
Gry wojenne. 10 lat "World of Tanks"

Pokutuje przeświadczenie, że prawdziwe biznesy wydają na świat jedynie amerykańskie przydomowe garaże. Bynajmniej. Wystarczy obrócić głowę i spojrzeć w drugą stronę.



Bo jeszcze przed nastaniem nowego tysiąclecia pod dachem jednego z mińskich mieszkań narodził się pomysł na miliardowy biznes. Oczywiście wtedy Wiktor Kisłyj nie mógł nawet podejrzewać, jak potoczą się losy zakładanej przez niego firmy, ale był pewien jednego: robił to, co zawsze chciał robić.

Kisłyj dorastał jeszcze w Związku Radzieckim, gdzie pamięć o drugiej wojnie pielęgnowano równie pieczołowicie, co on swoje cynowe żołnierzyki. Amator historii i szachów, kiedy odkrył gry komputerowe, na czele z Cywilizacją, sklecił swoją pierwszą planszówkę. A z nastaniem ery internetu, pod koniec lat dziewięćdziesiątych, założył Wargaming. Pierwotnie miał ambicje zająć się produkcją różnej maści gier strategicznych i rozprowadzać je przez firmy dystrybucyjne o znaczenie większym zasięgu. Ale kiedy 12 sierpnia 2010 roku Kisłyj wprowadził na rynek swoją pierwszą grę online, "World of Tanks", wszystko się zmieniło. Od tego dnia mija dziesięć lat.



Globalna wojna



Dziesięć lat. To z grubsza tyle, ile trwały obie wojny światowe razem wzięte. Ponad sto sześćdziesiąt milionów graczy. To więcej niż wszystkich żołnierzy walczących wtedy na tamtych frontach. Zresztą statystyka w przypadku "World of Tanks" wygląda na tyle imponująco, że na początku ubiegłej dekady gra trafiła do Księgi Rekordów Guinnessa nie raz, ale dwa. Pobiła zresztą swój własny wynik największej liczby graczy zalogowanych równocześnie na jednym serwerze MMO. Tytuł ten dotarł do przeszło dwustu krajów, ale to polscy użytkownicy pokochali tę grę szczególnie i przodują w całej Unii Europejskiej. Dlatego też na przestrzeni minionych lat wielokrotnie Wargaming wyrażało im swoją wdzięczność, profilując kampanie marketingowe pod rodzimego gracza i dorzucając dodatki z biało-czerwoną etykietą.

Ale zanim jeszcze "World of Tanks" mogło w ogóle pochwalić się podobnymi osiągami, udostępnić ponad sześćset różniących się od siebie nie tylko kosmetycznymi detalami potężnych maszyn, oraz co i rusz doszlifowywać różnorodne tryby rozgrywki, musiało przejść długą drogę. A założenie u zarania tego projektu było proste. Jak Kisłyj powiedział w rozmowie z magazynem History of War, jego gra to nic innego jak szachy na sterydach.

Trudno jednak udawać, że na swój sukces "World of Tanks" czekało wyjątkowo długo. Już z pierwszego, zamkniętego pokazu dla prasy i jury rosyjskich targów KRI ekipa wyjechała z nagrodami. Po niecałym pół roku od premiery, gra miała już pięć milionów zarejestrowanych użytkowników. I to wszystko dzięki poczcie pantoflowej i recenzjom, bo Wargaming nie miało jeszcze nawet budżetu na porządne działania reklamowe. Wszystko bowiem wpakowano w sam produkt, który, jak mówi firma, był największym projektem w całej Wspólnocie Niepodległych Państw, czyli większości krajów poradzieckich. Pierwsze testy przed wprowadzeniem gry na rynek były jednak skromne, bo udostępniono tylko jedną mapę i sześć pojazdów, aby na etapie bety pomnożyć wszystko kilkakrotnie.

Oceny graczy były obiecujące, mimo że, gdyby porównać bogactwo dzisiejszych wersji "World of Tanks" z tymi pierwszymi, wydadzą się one cokolwiek ubogie. Gameplay ograniczał się bowiem do bezpośrednich walk czołg kontra czołg. Stąd serwery gromadziły głównie fanatyków historii, którzy nareszcie mogli zakończyć ciągnące się niekiedy latami dysputy na temat tego, która maszyna wygrałaby starcie lufa w lufę. Ale potencjał całego projektu był oczywisty. I został wykorzystany w pełni, choć pierwszy atak na rosyjskie serwery zakończył się niespodziewanym falstartem, bo te padły już na drugi dzień.


Pancerne serca



Lecz gąsienice nie tkwiły w błocie długo. "World of Tanks" ruszyło z kopyta, opanowując z czasem kolejne rynki, w tym anglojęzyczny, a ostatecznie także i azjatycki. Gra, która miała być niszowym projektem obliczonym na przyciągnięcie może, przy dobrych wiatrach, kilkuset tysięcy zarejestrowanych użytkowników, wystrzeliła sprintem przed siebie. Wargaming nie zmitrężyło tej szansy, grając na nosie sceptykom widzącym w tym myślę jedynie ciekawostkę, jedną z setek darmowych gier dla tych, co odpalają komputer raz na kwartał. Nic bardziej mylnego.

Udało się nie tylko stworzyć bazę realnych fanów, którzy trwają przy "World of Tanks" praktycznie od samego początku, a globalnie gracze przesiedzieli przed monitorami ponad czterdzieści trzy tysiące godzin. Co ciekawe, kroniki Wargaming odnotowują, że jeden gość rozegrał całe mnóstwo starć jednym czołgiem, nie mając pojęcia o dostępnym wyborze maszyn. I nawet to nie powstrzymało go od ciągłego logowana się na serwery. Wokół gry utworzyło się środowisko oddanych graczy, zawiązujących przyjaźnie i żywo dyskutujących na temat tego, co się dzieje.

A dzieje się i działo się przez te dziesięć ostatnich lat całkiem sporo. Zresztą już sam pomysł stworzenia gry MMO osadzonej nie, jak to zwykle bywa, w wyimaginowanym świecie fantasy, ale na polach bitewnych wyjętych żywcem ze światowych konfliktów środka ubiegłego stulecia był skądinąd nowatorski. Choć można by rzec, że czołgi to istne smoki wojennego frontu, heh. Tak czy siak, "World of Tanks" jak raz nabrało rozpędu, to już nie zwolniło. W 2013 roku przeniosło się także na tablety i smartfony oraz konsole stacjonarne. Na nowe platformy gra wchodziła już nie jako szaraczek ze sporymi ambicjami, ale kolos przejmujący kolejne terytoria.

Na chińskich zawodach World Cyber Games w 2012 roku "World of Tanks" zadebiutowało jako pozycja esportowa. Zaledwie dwa lata później mistrzostwa świata w pojedynkach na czołgi odbyły się w Warszawie, zorganizowane, co wtedy było nie tyle rzadkie, ale niespotykane w przypadku podobnych wydarzeń, przy ścisłej współpracy z władzami stolicy. Tym samym World of Tanks niejako oficjalnie zalegitymizowało swoją obecność w naszym kraju. Sama gra, rzecz jasna, rozwijała się coraz bardziej, i nie chodzi jedynie o dodawane kolejne modele czołgów czy mapy, ale czysto techniczne usprawnienia rozgrywki i fizyki. A to umożliwiało wprowadzenie kolejnych atrakcyjnych mechanik, które dzisiaj wydają się być dla tego tytułu standardem.

Ponadto Wargaming cały czas kontynuowało zacieśnienie komitywy z polskimi graczami i instytucjami miejskimi i Grand Finals w latach 2015-2016 także odbyły się w stolicy. Choć "World of Tanks" już jakiś czas temu wycofało się z esportu, był to znaczący i długi epizod w historii gry.



Do przodu Polsko-oo



Mało tego. Pierwszemu z wydarzeń towarzyszyło nawiązanie ścisłej współpracy z Muzeum Wojska Polskiego, które udostępniło publiczności dwa czołgi ze swoich zbiorów. Wargaming organizowało razem z Muzeum eventy i poźniej, chociażby przy okazji wprowadzenia do gry polskiej linii czołgów w 2018 roku. Ale już wtedy, w 2015 roku, było co świętować, bo do puli dostępnych pojazdów dodano kultowy już sprzęt Czterech Pancernych - Rudego 102.

Nie był to bynajmniej ostatni ukłon twórców gry w stronę polskich użytkowników. W 2017 roku, dokładnie tego dnia, gdy warszawscy Powstańcy zdobyli niemiecki czołg Pantera, i on został wprowadzony do gry. Nazwa czołgu, Pudel, pochodziła od pseudonimu porucznika Tadeusza Tyczyńskiego. Dla uczczenia tej chwili firma Cobi wypuściła na rynek klocki z logiem "World of Tanks"; każdy mógł sobie ułożyć w domu powstańczą Panterę. Ale i na tym nie koniec.

Jeszcze w tym samym roku Wargaming nawiązało współpracę z kolejną firmą spoza środowiska gamingowego. W 2017 roku do polskich restauracji sieci Burger King zawitał Tank Burger z czarną bułką, do którego dodawano zdrapki z nagrodami, a latem 2019 pizzerie Da Grasso zaproponowały Pizzę Czołgisty, z obowiązkowym kebabem i specjalnym kodem zachęcającym nowych wojaków do przyłączenia się do gry. A w 2018 roku, kiedy polskie czołgi przypuściły inwazję na świat "World of Tanks", muzykę do gry napisał Żywiołak, a utwór promocyjny Polska siła zespół nagrał z raperem Ostrym. O popularności tego numeru świadczy fakt, że przebił on już trzynaście milionów wyświetleń. Nie znaczy to, że Wargaming zapomina o innych rynkach. Nic z tych rzeczy.



Amerykański wydawca Dark Horse wypuścił w w 2016 komiks napisany przez samego Gartha Ennisa, swój kawałek pod akompaniament skrzypiących gąsienic nagrali metalowcy z popularnego zespołu Sabaton, a Offspring zagrał koncerty dla graczy: Tank Feście, mińskiej imprezie poświęconej grze, oraz wirtualny. Na tym bynajmniej nie koniec międzynarodowych kampanii "World of Tanks". Ambasadorami "World of Tanks" zostali gwiazdor kina akcji Dolph Lundgren oraz legendarny włoski bramkarz Gianluigi Buffon, a współpraca z hollywoodzkimi studiami zaowocowała chociażby pakietem wyjątkowych misji związanych z bitwą pod Dunkierką — odtworzoną brawurowo na kinowym ekranie przez Christophera Nolana — oraz udostępnieniem graczom tytułowego, kultowego już czołgu z filmu "Furia" z Bradem Pittem.

Całkiem nieźle jak na projekt, który narodził się przed laty na kartce papieru w sypialni młodego chłopaka. Zresztą sukces omawianego solenizanta zasadza się na owej niemalże dziecięcej prostocie: darmowa rozgrywka, dynamiczne, krótkie pojedynki i przyprawiająca o zawroty głowy różnorodność. Co i rusz dochodzą nowe mapy i czołgi, niedawno silnik graficzny przeszedł spory lifting. Cały czas nad grą czuwa ekipa złożona z dwóch tysięcy (!) osób. Co dalej? Na pewno więcej wszystkiego, bo "World of Tanks" nie ma zamiaru zwolnić. Szczególnie teraz, kiedy wakacje są już na ostatniej prostej, a do gry dołączają nowe czołgi. Może i kolejny rok szkolny powitamy niewyspani od całonocnych partyjek, ale jednego można być pewnym: z historii będziemy obkuci.

Informacja sponsorowana
Udostępnij: