Artykuł

Śpiące królewny i kobiety pracujące

Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/article/%C5%9Api%C4%85ce+kr%C3%B3lewny+i+kobiety+pracuj%C4%85ce-86675
Prostytutki są w kinie jedną z najliczniej reprezentowanych profesji. Czy jest to jednak spełniona miłość, czy jedynie powierzchowna fascynacja?

Dokument "Chwała dziwkom" to opowieść o prostytucji pozbawionej romantycznego rysu, jaki lubi nadawać jej kino. Bohaterki, dziewczyny z Tajlandii, Bangladeszu i Meksyku, pracują często w znoju i brudzie, jak robotnice w fabryce. A jednak krytycy zarzucają Michaelowi Glawoggerowi, że fetyszyzuje swój temat, że sam daje się uwieść spektaklowi prostytucji. Efekt ma być taki, że film nie przebijając się przez fotogeniczną powierzchnię, więzi bohaterki w męskiej, zakłamujacej rzeczywistość, perspektywie. Być może jednak adresatem tych zarzutów nie powinien być wcale mężczyzna za kamerą, ale samo filmowe medium?

Najstarszy zawód świata jest jedną z najliczniej reprezentowanych w kinie profesji. James Limbacher w pracy "Sexuality in World Cinema" powołuje się na liczbę 1400 filmów poruszających temat prostytucji - a jest to stan na rok 1983 - jeszcze zanim "Pretty Woman" otworzyła pracującym dziewczynom drogę na popkulturowe salony. Na książkę Russella Campbella "Marked Women", składa się kilkanaście rozdziałów, poświęconych różnym typom dziewcząt pracujących. Jest tu Syrena, Mścicielka, Szczęśliwa Dziwka, Laleczka, Męczennica, Ćpunka, Kumpela, Poszukiwaczka Przygód - a niemal każdy z tych wzorców podparty jest blisko setką przykładów filmowych. Publikacja Campbella uzmysławia, w jak ściśle skodyfikowanym systemie wyobrażeń funkcjonujemy - także tych dotyczących płatnego seksu.

MIĘDZY ZGORSZENIEM A FASCYNACJĄ

Powodów, dla których filmowcy tak gorliwie pochylali się nad losem kobiet upadłych, domyślić się nietrudno. Grzeczne dziewczynki idą do nieba, niegrzeczne tam gdzie chcą - przez co są dla kina ciekawsze. W epoce niemej dominował duch przestrogi - niewinne dziewczę wabione przez złych ludzi, albo zwodzone przez własne słabości, wpadało w sidła szajki, jak w niemieckim "Fighting The White Slave Traffic" (1929). Ikoną tego typu postaci, nie tylko z powodu zabójczego seksapilu, stała się postać wykreowana przez Louise Brooks w słynnej "Puszce Pandory" (1929) Pabsta. Jednak nie bez powodu na "edukacyjne filmy" nakładano liczne ograniczenia. Oferta kina dotykającego seksualności zawsze była podwójna: przestroga przed grzechem i rozpustą pozwala ich przecież w jakimś stopniu zakosztować, bo - potępione, czy nie - pojawiają się jednak na ekranie.


Dla bohaterki filmu Pabsta prostytucja była jednym z rozdziałów dramatycznego życia. Lulu to przede wszystkim kobieta wyzwolona, szukająca przygód, głodna życia. Na postać kobiety nie dającej się sprowadzić do roli rozrodczej przybudówki mężczyzny, został dość automatycznie nałożony wzór dziwki. Na pokręcony sposób wiązało się to jednak z nobilitacją - prostytutki stają się w ten sposób "mężczyznami wśród kobiet". Wolno im przekraczać granice: bywać w nieprzystojnych miejscach, pragnąć, manipulować. Znają męskie pragnienia i mają też "męski" stosunek do stosunku, za którym stoi przejrzysty dla obu stron układ. Stwarza to więc szansę na szczególną bliskość, "męskie porozumienie", nieosiągalne w przypadku innych kobiet.

Ale klient, który nie jest idiotą, wie, że kontakt nawiązuje z pewną kreacją. Możesz czuć dużą bliskość z prostytutką, a jednocześnie istnieje duża tajemnica - mówi w wywiadzie autor "Apollonide. Zza okien domu publicznego" Bertrand Bonello – Nie wiesz, jak to działa, co ona naprawdę myśli. Mieszanka tych dwóch rzeczy, czyni z nich tak wspaniały temat dla filmu. Jeśli masz tajemnicę i pragnienie, to bardzo chcesz zrozumieć”. Paryski burdel przełomu XIX i XX wieku z tego filmu - choć wystawia wszystko na sprzedaż - pachnie tajemnicą. To miejsce z fantazji erotycznej: tabuny dziewcząt przygotowują się na przyjście gości, kremując się i wiążąc sobie nawzajem wymyślne gorsety. Zabawiają grami towarzyskimi dżentelmenów, którzy rozmawiają o literaturze, popijają, popalają, kopulują i kąpią swe towarzyszki w szampanie. Po eleganckim salonie przechadza się dziki kot na smyczy. I nawet gdy reżyser próbuje zadrapać ten ponętny obrazek sceną pełną grozy, albo banału, miejsce wciąż jest spowite uwodzicielską, eteryczną aurą. Pachnie nieskrępowaną kobiecością.

MIĘDZY WYZWOLENIEM A NIEWOLNICTWEM

Nawet jeśli to tylko sztuczny raj zaprojektowany dla mężczyzn, kobiety żyją tu według przejrzystych zasad, są względem siebie solidarne i czułe. Nie sprawują władzy tak bezkompromisowo, jak niepodzielnie rządzące dzielnicą prostytutki z "Sin City", ale i tak rozdają karty. Rozwiązłość, jako narzędzie wyzwolenia, na swój przewrotny sposób pokazał już w latach 60. Luis Buñuel w "Piekności dnia", gdzie porządna mieszczka zaczyna się sprzedawać nie dla pieniędzy, ale dla dreszczyku. Nana z "Żyć własnym życiem" Godarda pchnęła dzięki takiej przygodzie swoje życie na nowe tory. W latach 80.prostytucja nie stała się w kinie jeszcze zawodem "jak każdym innym", ale nie musiała już wiązać się z upodleniem - dziewczyny zdobywały w ten sposób środki na takie życie, jakie chciały prowadzić, albo realizowały własne erotyczne fantazje ("Zbrodnie namiętności" Kena Russella).

Jak każde doświadczenie przekraczania granicy, sprzedawanie swojego ciała przez kogoś, kto nie jest do tego zmuszony, poszerza świadomość. A ze świadomością poszerza się wolność. Sen o wyzwoleniu w burdelu jest jednak oczywiście mrzonką. Dziewczyny z "Apollonide" (ale także ze "Ślicznotki" Louisa Malle’a) pracują, by spłacić dług, który - zamiast maleć - systematycznie się powiększa. Są podporządkowane klientom, oraz szefowej. U Bonello nie wolno im nawet samym opuszczać domu. I wszystkie marzą o wybawieniu - o tym, że któryś z traktowanych pobłażliwie mężczyzn oświadczy im się i wybawi od tej całej wolności.

Obraz szczęśliwej dziwki najbardziej potrzebny jest jej klientowi, bo pomaga skutecznie wypełnić pustkę kupionego doświadczenia erotycznego i choćby dlatego jest równie podejrzany, co umoralniające przestrogi z początku XX wieku. Prawdziwą ofensywę dziwek o złotych sercach rozpoczęła  "Pretty Woman". Za sprawą księcia z bajki spotkanego na ulicy, Vivian trafia na salony. Książe tresuje ją jak małego pieska, bo brak jej narzędzi, aby się w tym świecie odnaleźć. Jednak nieokrzesanie stawia ją ponad skrępowanymi mieszczańskimi odruchami "wyższymi sferami". Nie tylko w kwestii seksu - Vivian jest po prostu równą babką, co wydaje się ściśle związane z jej profesją.


Na ten zbyt beztroski obraz postanowił odpowiedzieć Ken Russell w swojej "Dziwce". Liz (Theresa Russell), w przeciwieństwie do Vivian, jest niewolnicą swoich ograniczeń. Wpakowała się w beznadziejne małżeństwo, macierzyństwo, na które nie była gotowa, potem - patologiczny układ z alfonsem. Ulica nie daje jej spełnienia, a nawet pieniędzy, bo wszystko zabiera opiekun. Poniżana, narażona na agresję, przypomina raczej postać, którą w "Taksówkarzu" zagrała Jodie Foster.

MIĘDZY CIAŁEM A DUSZĄ

To czego brakowało Vivian i Liz, mają już nowoczesne dziewczyny z wielkich miast, które sypiają wyłącznie z wybranymi i sprawdzonymi klientami. Mają wyśrubowane stawki godzinowe i nie określają się już inaczej, niż "eskorta". Są inteligentne, profesjonalne, ambitne. Belle z serialu "Secret Diary of a Call Girl" przedstawia się widzom tak: Eskorta, dziwka, prostytutka, kurwa - nie dbam o to, jak mnie nazwiecie - to tylko semantyka. Nigdy nie byłam wykorzystywana przez krewnych, nie mam dziecka, którym muszę się opiekować i nigdy nie byłam od niczego uzależniona, może poza czwartym sezonem "Prezydenckiego Pokera". Robię, co robię, bo kocham seks i pieniądze. Poza tym, jestem zwyczajnie leniwa. A najbardziej lubi być swoim własnym szefem.


Tak, jak grana przez Sashę Grey bohaterka "Dziewczyny zawodowej" Stevena Soderbergha, Belle jest profesjonalistką  i drogo ceni swój czas. Obie dziewczyny mają agentów, myślą perspektywicznie, chcą poszerzać ofertę, dbają o pozycjonowanie swoich stron internetowych. Równie często co mistrzowskim fellatio muszą się wykazać umiejętnością dotrzymywania towarzystwa, rozmowy, słuchania. Wysłuchują marudzenia w sprawie pracy, kryzysu na rynkach finansowych. Pozwalają cieszyć się klientom swoim ekskluzywnym towarzystwem. W tym układzie to ich spojrzenie podnosi wartość mężczyzny. Idealnym uzupełnieniem  tej oferty są luksusowe "śpiące księżniczki" ze "Sleeping Beauty", których usługi kupują bogaci starcy. Umowa jest jasna: nie dochodzi do penetracji, a dziewczyny są pogrążone w głębokim, wywoływanym specjalnym specyfikiem, śnie. Idealne, ubezwłasnowolnione, nieskalane obiekty.

Te dwie wizje uzupełniają się perfekcyjnie, ale też pokazują świat dzielący się na warstwy, bo mało łączy je z prostytucją pokazaną w dokumencie Glawoggera, która ma niewiele wspólnego z wyborem, lenistwem, czy przedsiębiorczością, a więcej z desperacją i  beznadzieją.

MIĘDZY GWIAZDĄ A DZIWKĄ

Liz z filmu "Dziwka" szwenda się ulicami, szukając klienta, który nie będzie próbował z nią żadnych pokręconych świństw, nie potnie jej nożem. Nietrudno zrozumieć, dlaczego źle jej się wiedzie. Pod wulgarną powierzchownością oferuje jedynie łatwy dostęp do pochwy, kilka mało przekonujących jęków i wyraz znudzenia na twarzy, gdy podciąga majtki. A klient płaci przecież nie tylko za usługę, ale też za starannie budowaną aurę. Dziewczyna pracująca zawsze jest bohaterką przedstawienia i zawsze odgrywa postać, zwykle tylko daje występ dla jednoosobowej widowni.

Nie bez powodu w świecie zachodu zagłębia płatnego seksu sąsiadują z centrami produkcji filmowej w jednym rozrywkowym konglomeracie. Hollywood lubi pokazywać swoje zaplecze tak, jak w filmie "Whore" (2008) - ci, którzy nie załapali się na filmowe kariery, ratują budżet jednoosobowym show wystawianym na zapleczach wielkiego świata. Młodzi, piękni, zdeterminowani, zawieszeni pomiędzy pozycją współczesnego boga a ulicznego śmiecia. Nie pozwalają po prostu rdzewieć narzędziom, których nie było im dane użyć na planie filmowym.

Kino ciągnie do fascynujących obrazków - to od nich często się zaczyna, a reszta jest szukaniem dla tej fascynacji wytłumaczenia. Wdzięczy się do widza, chce robić wrażenie, podobać się, nawet wtedy, gdy pokazuje rzeczy brzydkie i nieprzyjemne. Jasne, można to powiedzieć o każdej sztuce, ale z powodu najbardziej "dosłownych" środków wyrazu, kino po prostu jest z natury trochę "dziwkarskie". Sprzedaje fantazje, pokazuje to, co chcemy zobaczyć. Wszystko rozbija się o to, że obraz prostytutki w kinie - zmysłowej kwintesencji kobiecości - jest zwykle wytworem męskiej wyobraźni, lustrem, w którym odbijają się męskie pragnienia. Nic więc dziwnego, że obraz ten więcej mówi o mężczyznach, niż o kobietach.
Udostępnij: