Artykuł

Święty Mikołaj - errata do biografii

Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/article/%C5%9Awi%C4%99ty+Miko%C5%82aj+-+errata+do+biografii-80198
Przez długi czas liczyliśmy na to, że sprawą Mikołaja zajmie się zaprawiony w bojach Instytut Pamięci Narodowej albo chociaż "Gazeta Polska". Kolejny raz sprawdza się jednak stare dziennikarskie  powiedzenie, że nie przeczytasz upragnionego artykułu, dopóki sam go nie napiszesz. Będący oparciem dla poniższego tekstu materiał dowodowy stanowiły filmy, czyli jedyna rzecz, na której jako tako się znamy.  Mamy nadzieję, że nie urazimy niczyich uczuć i nie zepsujemy nikomu świąt.


Dziś szósty grudnia – dzień Świętego Mikołaja.  Pogodny, tęgi starzec w czerwonym kubraku, z wypchanym po brzegi workiem przewieszonym przez ramię,  od lat utrzymuje się w ścisłej czołówce rankingów popularności, wyprzedzając między innymi Lady Gagę, Marka Zuckeberga  i Małgorzatę Kożuchowską.  Na przestrzeni setek lat udało mu się stworzyć świetnie prosperujące przedsiębiorstwo, które w bożonarodzeniową noc dostarcza zabawki do ponad dwóch miliardów gospodarstw domowych. Skala wartego góry pieniędzy przedsięwzięcia jest tak ogromna, że niektórzy powątpiewają, czy może za nim stać jedna osoba. To zresztą nie jedyny znak zapytania pojawiający się przy omawianiu działalności Mikołaja. Niewiele wiadomo, na przykład, na temat jego życia prywatnego oraz finansowego zaplecza. Kontrowersje wzbudzają także tabuny naśladowców świętego, którzy schowani za białą jak mleko sztuczną brodą  dopuszczają się podpadających nierzadko pod kodeks karny czynów.

Przez długi czas liczyliśmy na to, że sprawą Mikołaja zajmie się zaprawiony w bojach Instytut Pamięci Narodowej albo chociaż "Gazeta Polska". Kolejny raz sprawdza się jednak stare dziennikarskie  powiedzenie, że nie przeczytasz upragnionego artykułu, dopóki sam go nie napiszesz. Będący oparciem dla poniższego tekstu materiał dowodowy stanowiły filmy, czyli jedyna rzecz, na której jako tako się znamy.  Mamy nadzieję, że nie urazimy niczyich uczuć i nie zepsujemy nikomu świąt. Mikołaj jest dla nas postacią wręcz czcigodną, lecz (cytując klasyka)  spiżowy wizerunek trzeba skonfrontować z rzeczywistością.   

Aby zrozumieć, w jaki sposób prosty lapoński chłopak stał się znanym na cały świat filantropem, trzeba, oczywiście, sięgnąć do początków. Z fińskiego "Świętego Mikołaja" dowiadujemy się, że u źródeł działalności tytułowego bohatera leżała trauma z dzieciństwa. Mikołaj stracił w wieku kilku lat całą rodzinę i gdyby nie opieka mieszkańców wioski, niechybnie zamarzłby na śmierć. To właśnie swoim dobrodziejom jako pierwszym zaczął wręczać prezenty w ramach podziękowania za ich dobroć. Początkowo pomagał  mu w tym żyjący na odludziu stary, zgorzkniały handlarz. To po nim bohater tekstu odziedziczył warsztat, który stał się podstawą przyszłego imperium. Jak nietrudno się domyślić, liczba osób czekających na świąteczne upominki zaczęła rosnąć w zastraszającym tempie. Wtedy też musiał pojawić się zastęp wspierających Mikołaja pracowitych elfów. Niestety, film nie dotyka tego wątku. Szkoda, bo mali wzrostem, lecz wielcy duchem pomocnicy świętego do dzisiaj pozostają wielką niewiadomą. Dlaczego zaangażowali się w prace nad zabawkami? Ile wynosi ich wynagrodzenie? Czy mają ubezpieczenie zdrowotne i związki zawodowe? Po ilu latach przechodzą na zasłużoną emeryturę? To tylko część pytań, które frapują badaczy tematu oraz urząd skarbowy.   

 
"Święty Mikołaj"

Jeszcze ciekawsza wydaje się logistyka bożonarodzeniowej akcji dostarczania prezentów. Według oficjalnej wersji rozpowszechnionej w kulturze popularnej Święty Mikołaj porusza się magicznymi saniami zaprzężonymi w osiem reniferów. W ufającym rozumowi współczesnym świecie opowieść o sankach zdolnych podnieść setki tysięcy ton darów wydaje się mało przekonująca nawet dla siedmiolatków. Podajemy za magazynem CD Action: Statek o masie rzędu 320.000 ton, poruszający się z prędkością 50 km/s spaliłby się w atmosferze Ziemi – chyba że renifery są w stanie wypocić w ciągu sekundy energię rzędu 14,2 kwintylionów dżuli. Nie wspominając już o ogromnych turbulencjach powietrza i tzw. sonic boom (efekcie przekroczenia bariery dźwięku), których nikt nigdy nie zaobserwował. Wedle naszych obliczeń, taki pojazd powinien wyparować w ciągu 0,00426 sekundy od momentu startu. Wielką tajemnicę Mikołaja ujawnia dopiero animacja studia Aardman, "Artur ratuje Gwiazdkę". Otóż okazuje się, że bohater porusza się olbrzymim latającym pojazdem przypominającym odrobinę statek kosmiczny Enterprise ze "Star Treka". Większość prezentów wkładają pod choinkę niezastąpione elfy, podczas gdy ich zniedołężniały przełożony ogranicza się do symbolicznego udziału w akcji. Całą misję z Bieguna Północnego koordynuje sztab konsultantów żywcem wyjęty z "Apollo 13". I tutaj narastają wątpliwości: czy Mikołaj posiada pozwolenie na przeloty między granicami krajów oraz czy jego wizyty w cudzych domach w środku nocy są aby zgodne z prawem? Wreszcie, kto pozwala mającemu poważne problemy ze zdrowiem starcowi na wyczerpujące fizycznie podróże?

 
"Artur ratuje Gwiazdkę"

Kondycja Świętego Mikołaja,  tak jak kondycja głów państw, powinna być jawna i podlegać publicznej dyskusji. Wszak od zdrowia słynnego filantropa zależy jakość jego usług! Niestety, Mikołaj pilnie strzeże swoich sekretów, w tym dotyczących ewentualnej sukcesji. Nie do końca wiadomo, czy prawa do jego stanowiska należą się potomkom, czy też szansę na angaż mają osoby z zewnątrz. Pewne wydaje się tylko jedno: Święty Mikołaj to instytucja patriarchalna i dyskryminująca ze względu na rasę. W niemal wszystkich filmach opowiadających o sukcesji czerwony kubrak dziedziczyli wyłącznie biali mężczyźni. Postęp w tej kwestii przynosi dopiero komedia "Zawód Święty Mikołaj", w której prawo do wkładania upominków pod choinkę zyskuje Whoopi Goldberg.

Najwięcej niejasności budził do tej pory status finansowy magnata Bieguna Północnego. Majątek, dzięki któremu udało mu się rozkręcić interes, z pewnością nie podlega opodatkowaniu. W jaki sposób Mikołaj go zdobył? Pewien trop w tej sprawie możemy znaleźć we "Fredzie Clausie" Davida Dobkina. W filmie pojawia się przedstawiciel tajemniczej korporacji (Kevin Spacey) sprawującej kontrolę nad ikonami wszystkich świąt. W jednej ze scen dowiadujemy się, że z powodu cięć budżetowych organizacja zlikwidowała działalność Zajączka Wielkanocnego.  Mikołaj również nie powinien czuć się bezpieczny – jeśli kontroler wykryje nieprawidłowości w funkcjonowaniu jego przedsiębiorstwa, Biegun zostanie zamknięty. Rodzi się pytanie, kogo reprezentuje kontroler? Któregoś z rosyjskich miliarderów? A może arabskiego szejka? Kiedy doszło do fuzji obu firm? Jak wyglądają relacje między Mikołajem a jego mniej popularnym kolegą po fachu, wspomnianym już Zajączkiem? Odpowiedź na ostatnie pytanie przynosi krótkometrażówka "Lobo: Paramilitary Christmas Special", oparta na kultowym komiksie Keitha Griffena i Rogera Sliflera. Futrzak wynajmuje w niej międzygalaktycznego łowcę głów do zabicia Mikołaja. Film prezentuje wyjątkowo niekorzystne portrety obu świątecznych ikon: Zajączek to pijak i dziwkarz, zaś Mikołaj jest okrutnikiem traktującym elfy jak niewolników. Jeszcze gorzej brodatego starca potraktowali tylko twórcy horroru "Zły Święty". Tytułowy bohater został w nim pokazany jako seryjny morderca. W otwierającej film scenie wyrzyna on niewinną rodzinę spożywającą gwiazdkową kolację. 

 
"Zły Święty"

Aby ocieplić medialny wizerunek, święty zaprezentował światu swoją żonę, Panią Mikołajową. Ponadto stworzył specjalny przepis, dzięki któremu mógł wymagać ożenku także od swoich następców ("Śnięty Mikołaj 2"). Kandydatki na żonę Mikołaja muszą być świadome tego, iż całe życie przyjdzie im spędzić w cieniu wiecznie zapracowanego męża. Na nich też spocznie obowiązek wychowania potomstwa.  O dzieciach Mikołaja wiadomo niewiele. Podobno mają żal do ojca za to, że nie chce przejść na emeryturę i przekazać im kluczyków do sań ("Artur ratuje Gwiazdkę"). W niskobudżetowej produkcji Comedy Central "Hebrew Hammer" pojawia się wręcz sugestia, że Mikołaj został zamordowany przez zazdrosnego i sfrustrowanego syna. Nie najlepiej  mają się również relacje świętego ze starszym bratem oskarżającym go o megalomanię ("Fred Claus"). Jak powiadał jeden z filozofów Kościoła, kanonizować powinno się tych, którym przyszło żyć ze świętymi.

Na czarny PR Mikołaja pracują także jego naśladowcy, które w okolicach grudnia wylegają na ulice, a także zapełniają galerie handlowe. Niełatwo ocenić, jak wiele szkody wyrządzili starcowi Willie Soke (Billy Bob Thornton) ze "Złego Mikołaja" i Mel Gibson (Tomasz Karolak) z "Listów do M.". Jaki przykład dają najmłodszym złodziej i seksoholik z problemem alkoholowym? Które dziecko siądzie jeszcze z ufnością na kolana Mikołaja po obejrzeniu "Świątecznego zła", gdzie psychopata z nożem podszywa się pod poczciwego dostarczyciela upominków?


"Zły Mikołaj"

Nie ma co ukrywać, święty ma dziś na głowie mnóstwo problemów. Kolejne skandale z jego udziałem i zaangażowanie w co drugą przedświąteczną kampanię reklamową z pewnością nie zapewniają mu nowych zwolenników. Mikołaj musi uważać, bo w tym roku zamiast ciasteczek i kubka mleka może czekać na niego tłum uzbrojonych w rózgi zawiedzionych eksfanów.
Udostępnij: