Relacja

BERLINALE 2021: Czy "Petite maman" jest lepszy niż "Portret kobiety w ogniu"?

Filmweb /
https://www.filmweb.pl/article/BERLINALE+2021%3A+Czy+%22Petite+maman%22+jest+lepszy+ni%C5%BC+%22Portret+kobiety+w+ogniu%22-141541
BERLINALE 2021: Czy "Petite maman" jest lepszy niż "Portret kobiety w ogniu"?
źródło: materialy promocyjne
Kolejnego dnia wirtualnej edycji międzynarodowego festiwalu filmowego Berlinale nasz współpracownik Wojciech Tutaj obejrzał najnowszy film twórczyni "Portretu kobiety w ogniu" Celine Sciammy. Fragment recenzji "Petite maman" znajdziecie poniżej. 

***



Jak poznałam moją mamę
recenzja filmu "Petite maman", reż. Celine Sciamma
autor: Wojciech Tutaj


Wyobrażaliście sobie kiedyś, że spotykacie młodszą wersję Waszej matki i możecie spędzić z nią trochę czasu? Takie niecodzienne doświadczenie staje się udziałem 8-letniej Nelly (Joséphine Sanz), głównej bohaterki "Petite maman" Celine Sciammy. Śmierć babci sprawia, że mama (Nina Meurisse) zabiera dziewczynkę do domu rodzinnego na prowincji, by zebrać pozostawione tam rzeczy osobiste. Po paru dniach pogrążona w żałobie kobieta wyjeżdża, zostawiając męża i córkę samych. Zaraz potem protagonistka natyka się w lesie na bliźniaczo podobną rówieśnicę, noszącą imię matki – Marion (Gabrielle Sanz). Przypadek? Fantazja zrodzona w dziecięcym umyślę? A może jedyna w swoim rodzaju szansa na przeżycie tego, co bohaterka zna tylko ze wspomnień najbliższych? W dziele francuskiej reżyserki nie ma łatwych odpowiedzi, jest za to fascynująca podróż w głąb dziewczęcego świata i umysłu.

Sukces kostiumowego melodramatu "Portret kobiety w ogniu", którym Sciamma zaskarbiła sobie sympatię krytyki i publiczności, zapowiadał przełamanie w jej twórczości. Autorka zrobiła jednak nieznaczny krok w tył i wróciła do minimalistycznego, skromnego kina, osadzonego we współczesności. Jedno pozostało niezmienne: wrażliwe, pełne czułości spojrzenie reżyserki skoncentrowane na dziewczęcym i kobiecym doświadczeniu. Od wkraczania w sferę zmysłowo-erotyczną czy podejmowania kwestii tożsamości płciowej tym razem bardziej interesuje ją uniwersalne ujęcie inicjacji bohaterki jako dziecka, córki, koleżanki. Mimo różnic, najbliżej "Petite maman" do "Chłopczycy", z którą dzieli zdumiewającą naturalność młodziutkich aktorek, cierpliwą obserwację zachowań małoletnich postaci oraz wysunięcie ich perspektywy na plan pierwszy.

Przez kilka dni, które Nelly spędza w domu babci, Sciamma podpatruje ją jak oswaja się z nową przestrzenią, ciekawskim okiem spogląda na pamiątki rodzinne i poszukuje leśnego szałasu. Potem buduje siostrzaną więź z nowo poznaną Marion i we dwie eksplorują świat wokół: niby zwyczajny, niczym nie wyróżniający się, a jednak skrywający jakąś tajemnicę i naznaczony śladami przeszłości oraz śmierci. Nieprzypadkowo istotnym motywem filmu staje się żałoba, bo autorka konfrontuje Nelly z trudnymi emocjami matki, jakby nieobecnej, chwilowo obcej, a w końcu dosłownie znikającej z ekranu. Rezolutna bohaterka musi w pojedynkę znaleźć odpowiedzi na nurtujące pytania i spędzać wolne chwile sama lub z koleżanką , ale pobyt na prowincji wcale nie okaże się czasem straconym. Dzieło nie jest bowiem zatopioną w melancholijnym nastroju, przygnębiającą i monotonną opowieścią, tylko skrupulatnie rozpisanym dziennikiem z życia dziewczynki – osoby zafascynowanej tym, co nieznane, śmiało dopytującej o sens pewnych zdarzeń, z wypiekami na twarzy czekającej, co przyniesie nowy dzień. Sciamma umiejętnie wyważyła proporcje, odmalowując portret Nelly – z jednej strony podkreśla zmieszanie jedynaczki, nie w pełni świadomej uczuć swoich i otoczenia, a z drugiej – jej prawdziwy entuzjazm. Pierwszy stan ujawniają zbliżenia poważnej, zasępionej twarzy dziecka, zaś radość – sceny beztroskich zabaw z Marion, szczególnie te związane z wycieczkami do szałasu.  

Całą recenzję "Petite maman" można przeczytać TUTAJ
Udostępnij: